Znużenie wolnością?

Może żywiliśmy nadzieję, że Irlandia wyręczy nas w ratowaniu UE przed traktatem z Lizbony. Z pewnością już jesteśmy zmęczeni trwającym dziesięciolecia dobijaniem komunistycznej hydry. Nie sposób zliczyć ciosy, które w tych zmaganiach otrzymaliśmy. Dzisiaj są one jeszcze trudniejsze do odparcia, a są to: medialne ośmieszanie, oszczerstwa, odbieranie dobrego imienia, pogarda, na skalę nawet światową. Łatwiej było wracać do domu w mokrym ubraniu, z opuchniętym ciałem po starciu z plutonem ZOMO, niż dzisiaj słuchać kpin na swój temat w TV. Czy jednak po klęsce Irlandii w „lizbońskim” referendum może ktoś wyręczyć Polaków w dokonaniu wielkiego historycznego czynu odparcia budowania zjednoczonej Europy metodami nieeuropejskimi? Dobrze tę metodę zauważono ostatnio w „Rzeczpospolitej”, gdzie jeden z publicystów, komentując rezultat tego referendum, określił sposób jego przeprowadzenia jako przypominający podejmowanie decyzji z przyłożonym rewolwerem do czoła. Oto widzimy, jakimi metodami wprowadza się traktat z Lizbony, co mówi także wszystko o samym tym dokumencie i owocach jego wprowadzenia.

Czy ktoś lepiej w Europie poznał, co to jest totalitarny świat, niż Polacy? Jako Naród nie ulegliśmy ani brunatnemu, ani czerwonemu totalitaryzmowi. Co najmniej z tego powodu całkiem słusznie możemy utrzymywać, że najlepiej go zrozumieliśmy. Czy jednak zrozumieliśmy go dostatecznie głęboko, czy też przejęliśmy totalitarne metody traktowania obywateli jako tylko jakiejś społecznej masy, nadającej się do przerzucania łopatą wedle życzeń spragnionych „dobra” ideologów?
Słyszymy zatem w mediach, że popycha się naszego prezydenta, aby galopem, z zamkniętymi oczami złożył podpis pod traktatem z Lizbony. Tymczasem najpierw czekamy na wyjaśnienie wątpliwości zgłoszonych odnośnie do tego traktatu przez wielu poważnych naszych rodaków. Zamiast odpowiedzi, wyjaśnień i argumentów otrzymaliśmy przedłużające się milczenie. Oby to świadczyło o dokonywaniu namysłu! Czyż nie lepiej i nie piękniej jest nawet zginąć, niż przyłożyć rękę do budowania totalitarnej Europy?
Czy jednak możemy liczyć na otoczenie prezydenckie, że wesprze jego trafną decyzję? Czy raczej trwogą powinny przepełniać nas medialne wypowiedzi tych złotoustych polityków, wyrażających zdziwienie, że dramat zgwałconych nastolatek należy rozwiązywać w inny sposób niż za pomocą aborcji? Jednego z tych polityków wysłaliśmy do PE, aby tam czarował wszystkich swoimi pięknymi słowami. Sam zresztą jestem pod ich estetycznym wrażeniem, chociaż z etyki i polityki daję temu posłowi dwóję.
Cóż dalej myśleć o naszym zapleczu politycznym, kiedy ostatnio można było zobaczyć, usłyszeć i przeczytać wypowiedź pisowskiego posła, który radził pani Tysiąc stosować antykoncepcję? Pewnie go jeszcze raz wybierzemy do parlamentu za urocze przemowy i ogólne dobre wrażenie. Już Arystoteles zauważył, że czynienie moralnego zła nie jest największą tragedią człowieka. Jest nią dopiero niezdawanie sobie z tego sprawy i nazywanie zła dobrem. Nie są do publicznego roztrząsania prywatne moralne słabości takiego czy innego polityka. Tragiczne dla powszechnego rozeznania moralnego jest jednak publiczne zachwalanie moralnego zła. Z tego tylko powodu wspominam tutaj o tej bolesnej sprawie. „Upomnij mędrca, a znajdziesz przyjaciela”.
Inny nasz polityk – poseł do PE – ostatnio sypnął w mediach słownictwem z rynsztoka, broniąc nas przed pedofilami i ich promotorami lamentującymi nad rzekomą krzywdą dziejącą się Romanowi Polańskiemu. Ale demokracji, sprawiedliwości i dzieci należy bronić innym językiem niż język „lobbystów” inwigilowanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy nagrywanych podczas przyjacielskich spotkań przez Michnika i Gudzowatego.
Rządzenie innymi i w imieniu innych to poważna sprawa. Katon (Młodszy) – ostatni obrońca Rzeczypospolitej Rzymskiej – tuż przed klęską i śmiercią polecił swojemu synowi nie zajmować się teraz polityką, „bo działać w sposób godny Katona istniejące warunki już nie pozwalają, a działać inaczej to hańba”. Zmierzając się dzisiaj z groźnym i szydzącym spojrzeniem Europy znużonej już wolnością, trzeba z części tej dobrej rady Katona skorzystać, dopóki jeszcze pozostaje możliwość podejmowania dobrych decyzji.


Marek Czachorowski
drukuj