Zasiew małoduszności?

Rodzice szykują się już do Dnia Dziecka. Pewnie zastanawiają się, czym
obdarować swoje dzieci przy okazji tej miłej uroczystości. Okolicznościowy
prezent to bowiem tylko materialny znak zainteresowania rodziców dobrem swoich
dzieci. Za tym znakiem powinny jednak pójść określone czyny. Cóż jeszcze możemy
uczynić dobrego naszym dzieciom?

Zazwyczaj może nie zauważamy w tej sprawie ścisłego polecenia św. Pawła
przekazanego potomności w Liście do Kolosan. Radzi tutaj rodzicom – a
precyzyjnie mówiąc ojcom – aby "nie rozdrażniali swoich dzieci", bo mogą
"stracić ducha". Zazwyczaj nie za bardzo orientujemy się, na czym może polegać
owa "utrata ducha". Warto tu zatem sięgnąć do niezawodnego, jak zawsze, św.
Tomasza z Akwinu, który wskazał w "Sumie teologicznej" (II-II, q. 133), że
chodzi św. Pawłowi o zidentyfikowaną przez Arystotelesa – i tą drogą znaną
filozofom stoickim i Cyceronowi, ale dookreśloną w swoim sensie przez św.
Tomasza – wadę moralną "małoduszności". Przeciwstawia się ona cnocie nazywanej
"wielkodusznością". Sprawa nam się zatem w znacznym stopniu wyklarowuje, jeśli
zamiast niejasnego wyrażenia ("utrata ducha") otrzymujemy dobrze wypracowane
filozoficzne pojęcie, które od ponad dwóch tysiącleci znane jest ludzkości i
dzięki któremu identyfikowano ową wadę moralną i wiedziano też, jak walczyć o
cnotę wielkoduszności.
Radził zatem św. Paweł rodzicom "nie drażnić" dzieci, aby nie wpadały w wadę
moralną małoduszności. Skoro jednak natchniony autor tych słów mógł doradzać
jakąś inną wartościową postawę, to widać, że sprawa małoduszności w jakiś
istotny sposób związana jest z relacją "rodzic – dziecko": albo dziecko
prowadzone jest przez rodziców najpierw w kierunku wady małoduszności bądź też w
kierunku cnoty wielkoduszności. Albo rodzice pomagają dzieciom w żywieniu
uczucia nadziei realizacji w swoim życiu własnej wielkości – wyrażonej słowami:
"Bardzo dobrze, że jestem!", związanego z wielkodusznością, będącą dążeniem do
pisanej każdemu człowiekowi wielkości. Albo też wystraszają dzieci przed tą
wielkością, które to uczucie lęku wyraża stwierdzenie: "Nie jest aż tak bardzo
dobrze, że jestem!".
Cóż miał św. Paweł na myśli, pisząc o "rozdrażnianiu" dzieci napełniającym
lękiem wobec podejmowania wielkich zadań? Przywołując obraz rozdrażnionego psa,
możemy domyślić się, że chodzi tutaj o wzbudzenie rozmaitych i nie do końca
określonych w swojej treści lęków przed ostatecznie złą rzeczywistością. Na
przykład psa rozdrażnia jego właściciel wtedy, kiedy raz wyciąga, a raz chowa
jakiś przysmak dla swojego czworonoga, wzbudzając tymi przeciwstawnymi ruchami
jego strach i dyskomfort. "Rozdrażnia" się zatem dzieci i młodzież, wzbudzając w
nich lęk np. przed ukrytą ręką wszechobecnej "władzy ludowej"; mielącymi
wszystkich po drodze jakimiś żelaznymi prawami dziejowymi; czystkami za bywanie
w Radiu Maryja i protestowanie przeciwko akcji sodomitów itp. Dzisiaj chyba
prawie całe nasze życie społeczne zaczyna się opierać na wzbudzaniu lęków przed
jakąś zaborczą i wszechwładną rózgą, całkiem jak w PRL.
Pod wpływem takiej gęstej zasłony lęków przed jakimiś nie do końca czytelnymi,
złymi siłami rządzących światem kształtuje się małodusznego młodego człowieka,
który jest zalękniony i boi się sięgać po pisaną człowiekowi wielkość, wielkie
zadania, wielkie powołanie. Wtedy też mniema się, że lepsza jest bezpieczna,
bardziej płatna niż dobra praca; lepszy bliski ciepły kąt niż niepewność i
niebezpieczeństwo wędrówki po jakieś odległe wielkie dobro; lepsze studia
rokujące bezproblemowe dochody niż rozkwit intelektualny itp. Chyba ten sposób
myślenia może doskwierać naszej młodzieży rozdrażnianej codziennie także przez
"redaktorów", polityków i "moralne autorytety" machających na przemian kijem i
marchewką. Rozdrażniona w ten sposób młodzież musi zatem napełnić się lękami
przed sięgnięciem po pisaną człowiekowi wielkość, a zamiast tego posłusznie
wypełniać odgórne polecenia określane codziennie przez "mob-media". Chyba stan
dzietności polskich małżeństw najlepiej wskazuje, jaki jest nasz – nas
wszystkich, także tych pracujących nad wychowaniem tych małżonków – poziom
wielkoduszności.
Pracy nad cnotą wielkoduszności – przeciwstawną małoduszności – nie jest zatem
po drodze wzbudzanie lęków przed rzeczywistością społeczną. Cnota ta należy do
grupy cnoty kardynalnej męstwa, skoro polega ona na sprawności niepoddawania się
lękowi przed zagrożeniami związanymi z realizacją możliwej dla człowieka
wielkości. Zazwyczaj błędnie uważa się, że tę cnotę powinni praktykować tylko
niektórzy, jakieś wysoko postawione osobistości spotykające się ze szczególnie
wielkimi zadaniami. Tymczasem wielkoduszność powinna być udziałem każdego
człowieka, ponieważ każdemu człowiekowi pisana jest ludzka wielkość, wielkość
istoty rozumnej i wolnej, a w dodatku dziecka Bożego.
Życzmy zatem dzieciom w nadchodzące ich święto, aby świat dorosłych nie zakłócał
pracy właśnie nad cnotą wielkoduszności.

Marek Czachorowski
 

drukuj