Zagrożenie na wschodniej flance NATO
Zagrożenie na wschodniej flance NATO ze strony Rosji wciąż istnieje. Polski rząd rozważa zestrzeliwanie zagrażających obiektów nad terytorium Ukrainy. Tymczasem Donald Trump zapowiada sankcje na Moskwę pod warunkiem, że Europa zrezygnuje z rosyjskiej ropy.
W sobotę rosyjskie drony znów masowo zaatakowały Ukrainę. Według służb zagrażały Polsce; poderwano myśliwce. Na wschodzie kraju zawyły syreny. Mieszkańcy kilku powiatów województwa lubelskiego dostali alert RCB o możliwym ataku z powietrza. Zagrożenie po czasie ustąpiło, ostatecznie żaden dron nie przedostał się do Polski. Musimy dmuchać na zimne – mówi wiceminister obrony Cezary Tomczyk.
– Musimy wszyscy się przyzwyczaić do tego, że będą się pojawiały tego typu komunikaty i robić wszystko, żeby polskie społeczeństwo było przygotowane, przeszkolone – powiedział Cezary Tomczyk.
W tym samym czasie rosyjski dron przedostał się nad terytorium Rumuni. Został zestrzelony. Kiedy Rosja testuje wschodnią flankę NATO, Donald Trump pisze list do liderów Sojuszu, że wprowadzi nowe sankcje na Moskwę. Warunek – Europa odetnie się od rosyjskich surowców.
– Nie chcę, żeby kupowali ropę, a sankcje, które nakładają, nie są wystarczająco surowe. Jestem gotów nałożyć sankcje, ale oni będą musieli zaostrzyć swoje sankcje, proporcjonalnie do tego, co robię – akcentował prezydent stanów Zjednoczonych.
Donald Trump jest zniecierpliwiony brakiem postępów w rozmowach pokojowych.
– Myślałem, że to będzie dla mnie łatwe, ale okazało się trudne. Nienawiść między Zełenskim a Putinem jest niepojęta – dodał.
Do pokoju się nie przybliżamy, ale pojawiają się pomysły, jak działać w obecnych warunkach. Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski bierze pod uwagę zestrzeliwanie przez Polskę rosyjskich obiektów nad zachodnią Ukrainą.
„Jeżeli Ukraina poprosi nas o zestrzeliwanie nad jej terytorium, to będzie to dla nas korzystne” – oznajmił minister spraw zagranicznych.
Kijów prosi o to od dawna. Przypomniał o tym w zeszłym tygodniu, po ataku dronów na Polskę, szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha.
– Szybka decyzja, na którą bardzo liczymy w sprawie zestrzeliwania rosyjskich obiektów powietrznych nad terytorium Ukrainy. Poruszyliśmy tę kwestię z naszymi sąsiadami: Rumunią, Polską i innymi państwami – mówił minister spraw zagranicznych Ukrainy.
Tymczasem były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew ostrzega Zachód.
„Wdrożenie prowokacyjnego pomysłu Kijowa i innych idiotów, aby stworzyć »strefę zakazu lotów nad Ukrainą« i pozwolenie krajom NATO na zestrzeliwanie naszych dronów będzie oznaczać tylko jedno: wojnę z Rosją” – wskazał wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji.
Prawo i Sprawiedliwość ma obawy, że Rosja uzna zestrzeliwanie obiektów nad Ukrainą za włączenie się wojny.
– Na pewno trzeba byłoby to głęboko przeanalizować, żeby nie wywołało odwrotnego skutku – powiedział Jacek Ozdoba, poseł do Parlamentu Europejskiego.
W koalicji rządowej pojawiają się głosy, aby wesprzeć w ten sposób bezpieczeństwo Polski i Ukrainy.
– Powinniśmy wspólnie z sojusznikami z NATO, za zgodą Ukrainy oczywiście, stworzyć system wczesnego reagowania, który obejmowałby część Ukrainy – zaznaczył Andrzej Szejna, poseł Lewicy.
Podobnie mówi prof. Krzysztof Kubiak: nie możemy bezczynnie czekać na kolejne ataki rosyjskich dronów.
– Wyprzedzające niszczenie obiektów zbliżających się do terytorium państwa członkowskiego jest możliwością, która bardzo poważnie powinna zostać rozważona – powiedział ekspert.
To jednak nie rozwiąże w całości problemu z dronami, które wlatują ze Wschodu nad terytorium Polski. Podczas zeszłotygodniowego ataku bezzałogowce dostały się w naszą przestrzeń powietrzną nie tylko znad Ukrainy, ale i z Białorusi.
TV Trwam News



