fot. PAP/Wojciech Pacewicz

Włodarze wielkich miast wydają duże sumy na doradców

Ponad 2,5 mln zł – tyle rocznie włodarze największych miast w Polsce wydają na asystentów i ponad 30 doradców. Jak napisał Dziennik Gazeta Prawna, oprócz tego wiele z nich i tak przeznacza pokaźną kwotę na współpracę z zewnętrznymi firmami.

Najwięcej na wynagrodzenia dla swoich doradców przeznacza prezydent Wrocławia. W sumie rocznie 565,7 tys. zł zarabia pięć osób zatrudnionych w tym gronie. Swojego doradcę ma też prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz- Waltz, jednak urzędnicy nie chcieli ujawnić zarobków.

Zatrudnianie doradców i asystentów budzi wiele wątpliwości, gdyż są oni przyjmowani z pominięciem procedury konkursowej, natomiast zakres ich obowiązków i sposób ich rozliczania nie jest jasny.

Poseł Maciej Małecki z PiS-u zwraca uwagę, że w kwestii „gabinetów politycznych” potrzebna jest dyskusja i nadzór. Szczególnie – jak zauważa polityk – że w czasie rządów PO-PSL m.in. w ministerstwach wiele etatów było przyznawanych dzięki znajomości i pokrewieństwu.

– Czy te osoby przynoszą wartość dodaną dla miasta, które im wypłaca wynagrodzenie, czy te osoby przynoszą wartość dodaną dla kraju, pracując w ministerstwach lub w innych urzędach? To jest do dyskusji, ale nie dziwię się takiej dyskusji, bowiem w ostatnich 8 latach mieliśmy wiele przykładów patologii w tym obszarze i wiem z audytów przedstawianych przez rząd PiS o zastraszającej liczbie doradców, podobnie jak i innych stanowisk w ministerstwach PO i PSL, o rozdmuchiwanych etatach, gigantycznych premiach wypłacanych kadrze kierowniczej. W wielu przypadkach to były folwarki, do których trafiali ludzie o powtarzających się nazwiskach – powiedział poseł Maciej Małecki.

Nie wszyscy włodarze polskich miast mają grono doradców, np. prezydenci Gorzowa Wlkp., Rzeszowa i Kielc nie zatrudniają doradców, co oznacza, że nie ponoszą żadnych dodatkowych kosztów.

RIRM

drukuj