Wełtawa wzbiera. „Najgorsze przed nami”

W poniedziałek po południu Wełtawa w Pradze nadal wzbierała. W każdej sekundzie przepływało przez czeską stolicę 2900 metrów sześciennych wody na sekundę. „Najgorsze jeszcze przed nami” – ostrzegł premier Petr Neczas.

Stalowe zapory przeciwpowodziowe, zmontowane w ciągu 19 godzin na nadbrzeżach Wełtawy, wytrzymają napór 3400 metrów wody na sekundę. Synoptycy uspokajają, że w najbliższych godzinach opady będą mniej intensywne.

W ciągu dwóch dni w okolicach Pragi spadło jednak tyle wody, ile spada w ciągu dwóch miesięcy. Wciąż wzbiera rzeka Berounka, która wpływa do Wełtawy na południowych krańcach Pragi. Przepełniony jest także zespół zapór na Wełtawie, tzw. wełtawska kaskada, o długości 44 km.

Właśnie ten kompleks spędza teraz prażanom sen z powiek. – Niestety w nocy z poniedziałku na wtorek będziemy musieli wypuścić część wody z wełtawskiej kaskady, co oznacza, że w każdej sekundzie przez Pragę popłynie Wełtawą 3300 metrów sześciennych wody – ostrzegł Neczas.

Dla wielu mieszkańców czeskiej stolicy decyzja sztabu antykryzysowego jest równoznaczna z ewakuacją. W poniedziałek rozpoczęto ewakuację kilkudziesięciu domów przy ujściu Berounki do Wełtawy. Obie rzeki utworzyły tam ogromne jezioro. Mieszkańcom pomaga 350 funkcjonariuszy policji.

Władze miasta przygotowują do ewakuacji mieszkańców Karlina – jednej z najstarszych dzielnic Pragi, przez którą w roku 2002 przeszła fala powodziowa.

Na ewakuację czekają także obywatele dzielnicy Smichov. Dojdzie do niej, jeśli ilość wody przekroczy 3200 metrów na sekundę. Fala kulminacyjna ma przechodzić przez czeską stolicę co najmniej przez 6 godzin.

W centrum stolicy nadal nie kursuje metro. Zamknięte są szkoły. Nieprzejezdnych jest 50 odcinków ulic w pobliżu Wełtawy.

Polska ambasada w Pradze zaleciła ograniczenie podróży do Czech, prosząc jednocześnie o nieprzyjeżdżanie do Pragi do czasu ustabilizowania się sytuacji. Poradziła również, by polscy obywatele przebywający na terenie Czech stosowali się do zaleceń miejscowych władz.

Stan klęski żywiołowej obowiązuje na całym terytorium Czech z wyjątkiem kraju (województwa) pardubickiego. Dotychczas w falach wezbranych rzek poniosło śmierć siedem osób. Wśród ofiar powodzi jest pracownik elektrowni, który odłączał transformator. Ewakuowano ponad 9000 osób.

Najgorsza sytuacja utrzymuje się na zachodzie i południu Czech, gdzie nieprzerwanie pada deszcz. Tysiące ludzi ewakuowano z centrum Kralup nad Wełtawą. Woda zalała centrum Pilzna i Czeskiego Krumlova. Ludzie nie chcą jednak opuszczać swoich mieszkań. Policja odnotowała pierwsze przypadki rabowania opuszczonych domostw.

Ewakuowano również dziesiątki mieszkańców małych miejscowości w Karkonoszach. Sytuację ocenia się jako krytyczną na 50 odcinkach rzek w ośmiu krajach (województwach). Bez prądu pozostają tysiące gospodarstw domowych.

12 linii kolejowych na 150 odcinkach nadal blokują przewrócone drzewa.

Nieprzejezdnych jest 146 odcinków dróg, na których zalega woda bądź błoto. Najwięcej nieprzejezdnych odcinków znajduje się w południowych Czechach.

Na wtorek synoptycy przewidują ustawanie opadów, ale na Morawach ma spaść aż 30 litrów wody na metr kwadratowy.

PAP/RIRM

drukuj