fot. pixabay.com

Warmińsko-mazurskie: podejrzany o zabójstwo księdza trafi do zakładu psychiatrycznego

Z powodu niepoczytalności podejrzany o zabójstwo proboszcza ze Szczytna trafi do zakładu psychiatrycznego – zdecydował Sąd Okręgowy w Olsztynie i umorzył wobec niego postępowanie.

Rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie, sędzia Adam Barczak, poinformował w czwartek, że przed podjęciem decyzji w tej sprawie sąd skierował Szymona K. na trwającą kilka tygodni obserwację. Stało się tak, mimo że już w trakcie śledztwa prokuratura uzyskała opinię biegłych o tym, że Szymon K. jest niepoczytalny.

„Sąd uznał jednak, że znajdująca się w aktach sprawy opinia sądowo-psychiatryczna sporządzona w toku postępowania przygotowawczego budzi wątpliwości, co do wniosków w niej zawartych. Sąd zwrócił między innymi uwagę, że biegli wydając tę opinię nie dysponowali pełną dokumentacją medyczną dotyczącą leczenia podejrzanego, jak też nie odnieśli się do kwestii związanych z używaniem przez podejrzanego substancji psychoaktywnych i ich wpływu na zachowanie podejrzanego” – wyjaśnił sędzia Adam Barczak.

Przyznał, że wnioski z zamówionej przez sąd opinii były identyczne jak te z opinii sporządzonej na zlecenie prokuratury, to jest stwierdzały całkowitą niepoczytalność Szymona K.

Sędzia Adam Barczak poinformował, iż na niejawnym posiedzeniu sąd ustalił, że Szymon K. dokonał zabójstwa księdza ze Szczytna.

„W chwili popełnienia tego czynu miał on zniesioną w stopniu całkowitym zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i do pokierowania swoim postępowaniem. Tym samym postanowieniem sąd orzekł środek zabezpieczający w postaci pobytu Szymona K. w zakładzie zamkniętym leczenia psychiatrycznego” – podał rzecznik sądu.

Szymon K. w listopadzie ubiegłego roku wieczorem wszedł do plebanii w Szczytnie. Miał ze sobą metalowy toporek. W prokuraturze mówił, że szedł na plebanię po to, by ją okraść, ale że nikt mu nie otwierał drzwi, zdenerwował się. Z tej złości zdecydował, iż zabije księdza, dlatego gdy zobaczył duchownego, który szedł do drzwi, zaatakował go. Prokuraturze nie udało się ustalić, ile ciosów toporkiem Szymon K. wymierzył starszemu duchownemu – z kompletnie rozbitą głową trafił do szpitala i tam po kilku dniach zmarł.

Po ataku Szymon K. uciekł z plebanii, bo zaalarmowana hałasem w holu gospodyni zabrała ze sobą gaz pieprzowy i poszła do drzwi wejściowych. Gdy zobaczyła leżącego w kałuży krwi księdza, psiknęła w stronę agresora gazem. Sama uciekła do innego pokoju i zadzwoniła po pomoc.

Policja zorganizowała obławę i zatrzymała Szymona K. następnego dnia nad ranem.

Podczas przesłuchania w prokuraturze K. przyznał się do winy.

Decyzja olsztyńskiego sądu nie jest prawomocna.

PAP

drukuj