fot. pixabay.com

Warmińsko-mazurskie: Po decyzji o lockdownie branża hotelarska zapowiada pozwy zbiorowe

Po zapowiedzi rządu o ponownym zamknięciu od soboty hoteli na Warmii i Mazurach przedstawiciele tej branży zapowiedzieli pozwy zbiorowe. Zakopane się bawi, a Mazury zamykają – argumentowali przedsiębiorcy. Do wyjaśnienia powodów wprowadzenia regionalnego lockdownu wezwał rząd poseł Jacek Protas (KO).

Przedstawiciele branży hotelarskiej stwierdzili, że decyzja rządu o zamknięciu wszystkich hoteli w regionie jest niezrozumiała i niesprawiedliwa. Wskazywali, że rząd nie zdecydował się na taki krok w innych regionach, np. na Śląsku, gdy tam były wysokie wskaźniki zakażeń.

„Jak górale tupnęli nogą, to dostali. Czas chyba się zburzyć i z przysłowiowymi kosami pójść na przysłowiowy Belweder, bo inaczej nikt nas nie wysłucha i nam nie pomoże. Jest to nienormalne, mamy tysiące obiektów hotelowych, a funkcjonujemy jakbyśmy byli przedszkolem tego rządu. Będziemy przygotowywali pozwy zbiorowe, żeby walczyć z takim nastawieniem do nas. Nasze hotele to nie jest zabawka, żeby ją przestawiać. Ktoś musiał być kozłem ofiarnym, więc wskazano na najbardziej ubogie i spolegliwe województwo, żeby pokazać, że rząd rządzi. To jest skandal. Zaledwie dwa tygodnie temu hotelarze ponieśli ogromne koszty uruchomienia hoteli (ogrzanie pokojów, podgrzanie basenów, zatrudnienie obsługi, zakupy świeżej żywności itp.). Czy po tym lockdownie mamy się otwierać czwarty raz?” – mówił Andrzej Dowgiałło, który ma w regionie kilka dużych hoteli.

Przedstawiciele branży hotelarskiej wskazywali, że obecnie w hotelach regionu nie ma wielu gości, a ci którzy są, nie tłoczą się, nie urządzają imprez tak, jak to się dzieje w Zakopanem.

„Ponosimy ogromne koszty, zatrudniamy tyle ludzi, by spełnić wszystkie wymogi sanitarne nałożone przez rząd, nie mamy żadnej informacji, by ktoś się zaraził w hotelach w naszym regionie, a sami goście nie skarżyli się na brak szanowania obostrzeń. W Zakopanem, gdzie jest mnóstwo gości, gdzie ludzie tłoczą się wszędzie, tam hoteli nie zamknięto. Dlaczego tak się dzieje?” – mówiła Katarzyna Tkaczyk z hotelu Villa Palace w Olsztynie.

„Kowal zawinił, Cygana powiesili. Właśnie tak, jak w tym powiedzeniu jest u nas” – powiedział Marian Jurak, szef PTTK w regionie.

Katarzyna Tkaczyk powiedziała, że od ogłoszenia decyzji o ponownym zamknięciu hoteli urywają się telefony od gości, którzy zarezerwowali nocleg, bo oczekują na planową operację, a mieszkają daleko od Olsztyna.

„Ci ludzie przeżywają dramaty, niestety, musimy im odmawiać” – powiedziała Katarzyna Tkaczyk i dodała, że przedstawiciele handlowi już zapowiedzieli, że będą spali w samochodach na hotelowym parkingu.

Do wyjaśnienia wprowadzenia lockdownu w całym województwie wezwał rząd Jacek Protas, poseł PO i były marszałek województwa warmińsko-mazurskiego. W jego ocenie lockdown winien być wprowadzony w kilku powiatach, gdzie sytuacja epidemiczna jest poważna, a nie w całym regionie.

„Prosimy o podanie progu, od jakiego lokalny lockdown jest wprowadzany. Czy jeśli takie wskaźniki jak teraz u nas osiągnie inny region także zostanie zamknięty?” – pytał Jacek Protas i apelował, by premier „w dowolnym czasie” odbył w regionie dyskusję z samorządowcami i przedsiębiorcami.

„Premierze Morawiecki zapraszamy pana na rozmowę z przedsiębiorcami, samorządowcami, ze wszystkimi, którzy tutaj żyją. Niech pan przyjedzie, niech pan spojrzy nam prosto w oczy, porozmawiajmy o tym, w jaki sposób wyobraża pan sobie dalszą i bliższą przyszłość tego regionu. Dlaczego pan nie chce nam pomóc?” – mówił Jacek Protas podkreślając, że to pierwsza tego typu decyzja w kraju.

Burmistrz Mikołajek Piotr Jakubowski wskazywał, że „zdawało się przed dwoma tygodniami, że wszystko wraca do normy”.

„Niestety, nawet nie wiem jak mam przedsiębiorcom tę decyzję rządu tłumaczyć” – mówił Piotr Jakubowski.

Decyzją rządu od soboty w woj. warmińsko-mazurskim, gdzie jest największy wzrost zakażeń koronawirusem, zostaną zaostrzone rygory sanitarne: klasy I-III szkół podstawowych powrócą do nauki zdalnej, zamknięte zostaną hotele, baseny, miejsca uprawiania sportu i galerie handlowe. Decyzja ta oburzyła m.in. przedsiębiorców z branży hotelarskiej, którzy zaledwie dwa tygodnie temu uruchomili swoje obiekty, co wymagało od nich znacznych kosztów m.in. ogrzania hoteli, basenów, zakupu żywności, zatrudnienia pracowników. Rząd ogłaszając restrykcje, nie poinformował o wsparciu lokalnej gospodarki.

PAP

drukuj