Uśmiech nie załata dziury
Z posłem Andrzejem Adamczykiem (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Infrastruktury, rozmawia Łukasz Sianożęcki
Jak Pan ocenia raport Światowego Forum Ekonomicznego na temat polskiej infrastruktury?
– Te fatalne oceny wydawane przez szacowne międzynarodowe instytucje przywodzą mi na myśl zeszłoroczną debatę na temat raportu NIK dotyczącego bezpieczeństwa na polskich drogach. W tym raporcie wyszczególnione były czynniki, które wpływają na dużą ilość wypadków drogowych. I jednym z głównych elementów wskazanych jako odgrywający największy wpływ, jeśli chodzi o przyczyny wypadków, a zarazem ich skutki, był właśnie stan dróg.
Czy ten stan można zmienić?
– Regularnie co roku występujemy z inicjatywami politycznymi, które zmusiłyby rządzących do zmiany myślenia w tej materii. Z jednej strony rząd chełpi się tym, że wydatkuje jedne z największych środków na budowę dróg, ale jednocześnie rządzący milczą jak zaklęci na temat tego, że drastycznie ograniczyli środki na utrzymanie już istniejących. Trzeba jasno powiedzieć, że skutkiem takiej niedbałości i szukania oszczędności na jakości istniejących dróg, a tym samym na stanie ich bezpieczeństwa, są ofiary śmiertelne.
Nie można więc stwierdzić, że rząd nie wiedział o całej sytuacji, gdyż, jak Pan poseł zauważa, nie są to pierwsze ostrzeżenia…
– To 125. miejsce jest najlepszą oceną nieudolnych starań rządu Donalda Tuska i jego ministrów: wcześniej Cezarego Grabarczyka, a teraz Sławomira Nowaka. A także ministra finansów Jacka Rostowskiego i wszystkich tych, którzy decydują o wielkości nakładów na utrzymanie bieżące dróg. Nie można się chełpić tym, że wydaje się olbrzymie kwoty na nowe inwestycje, a zupełnie zaniedbuje doraźne potrzeby. A przecież wszyscy dokładnie widzimy, co się dzieje także z tymi inwestycjami. Wyniki są i w tej kwestii bardzo marne. Nie dotrzymuje się terminów, jakość robót jest częstokroć porażająco niska, dopuszcza się do wyparowania części środków finansowych, a jednocześnie rząd chełpi się dokonaniami. To nie wymaga chyba komentarza. Ten rząd ma sobie wiele do zarzucenia w kwestii kondycji naszych dróg, a więc jest bezpośrednio odpowiedzialny za te ofiary – nie bójmy się tego powiedzieć. Obecnie widzimy tylko premiera i ministrów słodko uśmiechających się do kamer i powtarzających, że wszystko jest w porządku. A faktem jest niestety, że mamy do czynienia z regresem, jeśli chodzi o nakłady na jakość i bezpieczeństwo dróg. Stąd taka fatalna pozycja nie może dziwić. Władze chyba po prostu nie chcą się naszymi drogami zajmować. Ostatnio nawet ze strony rządzących padło hasło „Drogi nam nie są potrzebne”.
Pan premier do domu z Warszawy lata przecież samolotem…
– I pewnie właśnie dlatego nie wie, jak fatalny jest stan dróg. Raport mocno krytykuje także nasze lotniska i porty. Nieco lepiej ocenia kolej. W mojej ocenie, na kolei wcale nie jest lepiej. Nasza partia już wystąpiła o natychmiastowe zwołanie Komisji Infrastruktury, aby odpowiedzieć sobie na pytanie: co nas jeszcze czeka w transporcie kolejowym? Doświadczyliśmy przecież w ostatnim czasie całego pasma wypadków, co już powinno skłaniać rząd do poważnego pochylenia się nad tym problemem.
Dziękuję za rozmowę.
