fot. pl.wikipedia.org

USA zapewniają Kurdów, że nie wycofają się z Manbidżu

Do Manbidżu przyjechała w czwartek amerykańska delegacja, która zapewniła miejscową administrację o poparciu USA. Również Departament Stanu zapowiedział, że USA nie wycofa się stamtąd. Tymczasem w piątek Turcja ponawia groźby ataku na ten region w Syrii.

O wizycie delegacji USA, w której skład wchodzili ambasador USA w Bahrajnie William V. Roebuck oraz gen. Jamie Jarrard, dowódca ds. operacji specjalnych koalicji antyterrorystycznej w Iraku i Syrii, poinformowano w piątek rano. Agencja dpa cytuje członka lokalnych władz Manbidżu, który stwierdził, że „celem wizyty jest podkreślenie wsparcia dla mieszkańców Manbidżu i przekonanie ich, że ich los nie będzie przypominał tego, co spotkało mieszkańców Afrinu”. Manbidż, podobnie jak Afrin, znajduje się pod kontrolą Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), koalicji powstałej z inicjatywy syryjskich Kurdów, ale zrzeszającej również oddziały arabskie. Siły tureckie zajęły Afrin 18 marca, po dwóch miesiącach walk. W przeciwieństwie do Manbidżu w Afrinie nigdy jednak nie było sił amerykańskich.

Również rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert poinformowała w czwartek, że siły amerykańskie nie opuszczą Manbidżu i żadne porozumienie z Turcją w tej sprawie nie zostało zawarte. Wcześniej władze tureckie informowały o rzekomym porozumieniu z USA w sprawie wycofania się kurdyjskich Oddziałów Ludowej Samoobrony (YPG) z tego miasta. YPG stanowią trzon SDF, choć rejon Manbidżu kontroluje Rada Wojskowa Manbidżu, również wchodząca w skład SDF, oraz administracja cywilna. W środę 21 marca szef tureckiego MSZ Mevlut Cavusoglu sprostował, iż chodziło o „wzajemne zrozumienie”, a nie „porozumienie”. Tego samego dnia turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan stwierdził jednak, że USA „nie mają prawa być w Manbidżu, gdyż nie jest to ich ziemia”, oskarżając USA o zbrojenie Kurdów po to, by atakowali oni Turcję i Iran.

W piątek Erdogan znów zapowiedział, że armia turecka nie zatrzyma się w Syrii na Afrinie i zajmie następnie Idlib oraz Manbidż.

„Turcja nie zrobi kroku w tył w Syrii” – stwierdził Erdogan na spotkaniu jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w Stambule, dodając że w czwartek powiedział to w czasie rozmowy telefonicznej amerykańskiemu prezydentowi Donaldowi Trumpowi, a w środę rosyjskiemu prezydentowi Władimirowi Putinowi.

Tymczasem Departament Stanu wydał w piątek lakoniczny, zaledwie dwuzdaniowy komunikat z rozmowy Trumpa z Erdoganem, w którym stwierdzono tylko, że obaj przywódcy „podkreślili wagę silnych relacji między USA i Turcją jako sojusznikami NATO i strategicznymi partnerami i wymienili poglądy na temat wydarzeń w regionie” oraz że „są zdecydowani do kontynuowania wysiłków na rzecz intensyfikacji współpracy w zakresie wspólnych strategicznych wyzwań i odpowiedzi na obawy obu krajów, które wpływają na wzajemne relacje”.

Manbidż to miasto i region w północnej części muhafazy Aleppo, na prawym brzegu Eufratu. W końcu sierpnia 2016 r. po dwumiesięcznej bitwie, SDF wyparł stamtąd tzw. Państwo Islamskie. Wcześniej Turcja ostrzegała SDF przed przekroczeniem rzeki Eufrat, uznając to za naruszenie „czerwonej linii”. USA wsparły wówczas ofensywę SDF, a obecnie na terenach kontrolowanych przez tę koalicję przebywa około 2000 amerykańskich żołnierzy.

PAP/RIRM

drukuj