[TYLKO U NAS] W. Szmulewicz o rozwiązaniu kryzysu zbożowego: Musimy myśleć, co robić na przyszłość

To są rozwiązania na dzisiaj, ale musimy myśleć, co robić na przyszłość, jak z tego impasu wyjść, bo z Ukrainą trzeba żyć i ochronić się przed tym kolosem produkcji żywności, a naszym najbliższym sąsiadem. Przed nami wiele wyzwań – mówił Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, komentując w środowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja rozwiązania wypracowane ws. ukraińskiego zboża zalewającego polski rynek wskutek nieuczciwych praktyk biznesowych.

Zakończono polsko-ukraińskie rozmowy ws. tranzytu ukraińskiego zboża przez Polskę tak, by zapobiec dalszemu przedostawaniu się go na polski rynek. Od teraz transporty mają być monitorowane dzięki zastosowaniu systemu SENT oraz plomb z GPS. Pojawiły się też nieoficjalne informacje o tym, że Komisja Europejska przychyla się do wydanego przez Polskę zakazu importu produktów rolnych z Ukrainy.

– Gdyby to weszo, to wtedy możemy myśleć o rozwiązaniu problemu zejścia z tej całej górki (…). Oby tak było – powiedział Wiktor Szmulewicz.

Zaznaczył, że powinniśmy zahamować tranzyt, ponieważ Polska ma niską przepustowość portów. Innego zdania jest jednak wiceminister infrastruktury, Marek Gróbarczyk, o czym można przeczytać [tutaj].

– To zmniejsza nam możliwości wywozu zboża, które jest w kraju, a mamy sporą górkę. Sądzę, że to jest górka pięciu, a może więcej milionów ton. Możliwości przeładunkowe portów (…) to jest maksymalnie milion ton na miesiąc. Mamy trzy miesiące do żniw, więc gdyby dobrze się działo, to możemy zdjąć milion. Trzeba spróbować rozwiązań, żeby jeszcze w kraju zwiększyć wewnętrzne możliwości wchłonięcia tej górki – mówił prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Jednym z pomysłów jest zastosowanie niezdatnego do spożycia zboża w charakterze biomasy służącej do wytworzenia energii.

– Wiem, że mówienie dzisiaj, zwłaszcza ludziom wierzącym, praktykującym, szanującym ziarno i chleb, o paleniu zboża jest niezrozumiałe. Jako rolnik z tradycjami, wychowany w duchu, że okruszynę chleba podnosi się z szacunkiem, uważam, że jeśli do Polski wpłynęło zboże techniczne, skażone różnymi środkami, których nie wolno stosować w Unii Europejskiej i mogące szkodzić zdrowiu ludzi i zdrowiu zwierząt, to powinno się (…) sprawdzić, jakiej ono jest jakości. Jeśli nie ma żadnych możliwości z niego cokolwiek robić, to ono powinno pójść na spalenie w elektrociepłowniach jako wsad biologiczny – zwrócił uwagę rozmówca Radia Maryja.

Zboże niespełniające norm można też przerobić na składnik biopaliw, co spowodowałoby zwiększenie biologicznego dodatku o trzy procent.

– Każdy procent to jest zdjęcie ok. 30 tys. ton zbóż, więc milion można by było zdjąć – wskazał Wiktor Szmulewicz.

Podobnie sprawa ma się z rzepakiem, którego nadwyżka na rynku wynosi 900 tys. ton.

– To są rozwiązania na dzisiaj, ale musimy myśleć, co robić na przyszłość, jak z tego impasu wyjść, bo z Ukrainą nam trzeba żyć i uważam, że trzeba myśleć, jak ewentualnie ochronić się przed tym kolosem produkcji żywności w świecie, a naszym najbliższym sąsiadem, który ma bardzo dobre gleby (…). Przed nami wiele wyzwań – podkreślił szef Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Minister rolnictwa, Robert Telus, zapowiedział, że nadwyżka ukraińskiego zboża wyjedzie z Polski do końca lipca. Dodatkowo w środę szef litewskiego MSZ zaznaczył, że Litwa mogłaby przyjąć część ukraińskiego zboża idącego przez Polskę i eksportować je poprzez port w Kłajpedzie [czytaj więcej]

Istotnym problemem w tranzycie ziarna z Ukrainy są jednak ograniczenia techniczne dotyczące mocy przeładunkowej portów, a w przypadku Litwy rozstaw szyn niekompatybilny z polską siecią kolejową.

Z zalania polskiego rynku przez zboże pochodzące z Ukrainy wynika też problem niskich cen skupu zbóż, przez co dla polskich rolników nieopłacalna staje się sprzedaż własnych płodów rolnych. Z tego powodu gospodarze czekają na lepsze warunki rynkowe, a także liczą na wprowadzenie systemu dopłat.

– Do systemu dopłat też mam uwagi, bo mówi się, że cena za tonę pszenicy ma wynosić 1 400 zł, a za mniej będzie równanie dopłat. Ja na dziś bym proponował rozwiązanie o wiele prostsze, bo tamto może rodzić różne machlojki – zaznaczył Wiktor Szmulewicz.

Ocenił, że nasi rolnicy i przedsiębiorcy są skłonni do różnych przekrętów i proponowany przez rząd system mógłby doprowadzić nawet do sytuacji, w której dopłaty objęłyby zboże z Ukrainy.

– Wiemy, że rolnicy ponieśli stratę na wszystkich zmianach cen, różnych kłopotach z cenami nawozów, energii, więc ja bym proponował, że jeżeli rząd ma jakąś pulę (…), dać dopłatę do hektara upraw. To jest sprawa prosta – ustalić stawkę dodatkową na hektar i wywalczyć w Komisji Europejskiej na to zgodę – zwrócił uwagę gość „Aktualności dnia”.

Taki system przyznawania dopłat pozwoliłby też uniknąć zbędnej biurokracji.

Całość rozmowy z Wiktorem Szmulewiczem jest dostępna [tutaj].

 

radiomaryja.pl

drukuj