fot. ks. Paweł Kłys

[TYLKO U NAS] Red. S. Karczewski: Przyzwyczailiśmy się, że atak na biskupów przychodzi ze środowisk antykościelnych. Dzisiaj o wiele groźniejsza sytuacja dzieje się wewnątrz Kościoła

Przyzwyczailiśmy się, że atak na biskupów przychodzi ze środowisk antykościelnych. Dzisiaj o wiele groźniejsza sytuacja, z którą mamy do czynienia, dzieje się wewnątrz Kościoła – podkreślił red. Sebastian Karczewski, dziennikarz śledczy „Naszego Dziennika” i autor książki „Pedofilią w Kościół”, podczas „Rozmów niedokończonych” w TV Trwam. Rozmówca próbował wyjaśnić przyczyny atakowania biskupów i kardynałów oraz decyzje niektórych z nich o rezygnacji z kościelnego urzędu.

Red. Sebastian Karczewski zwrócił uwagę, iż w czasach komunizmu prześladowania księży i biskupów odbywały się spektakularnie. Za to, że ktoś wyznawał wiarę w Chrystusa – trafiał do więzienia. Stwierdził, że dziś mamy do czynienia z tym samym, chociaż przy pomocy innych środków.

– Oczywiście dzisiaj nikt nie wsadza księży czy wiernych do więzienia za to, że mają odwagę świadczyć o swojej wierze (aczkolwiek pierwsze symptomy czegoś takiego już są), natomiast robi się to w sposób bardziej subtelny. Niby w imię dobra, porządku, sprawiedliwości, robi się z pewnych duchownych, biskupów – osoby odpowiedzialne za coś, czego nigdy nie uczyniły. U nas w Polsce mieliśmy przykład ks. abp. Stanisława Wielgusa, gdzie na podstawie fałszywego oskarżenia doprowadzono do unieważnienia decyzji Ojca Świętego i usunięcia biskupa z urzędu – przypomniał dziennikarz śledczy.

Gość „Rozmów niedokończonych” wskazał, iż sprawa ks. abp. Stanisława Wielgusa, oskarżonego o bycie tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL, była przełomowym wydarzeniem.

– Pomruki pod adresem duchowieństwa, biskupów zaczęły się podczas pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II w 1991 r. do Polski. Po pielgrzymce zwracano uwagę (i to również tzw. otwarci katolicy), że Ojciec Święty nie ma pojęcia o Kościele w Polsce. Jako że przypomniał
Dekalog, zarzucano mu, że nie zna rzeczywistości w Polsce (…). Było słynne hasło, że „Kościół nie może mieszać się do polityki” i na tym bazowano. Napięcie i poziom tego typu oskarżeń rosły przez lata. Już wcześniej próbowano podjąć kroki w stosunku do niektórych biskupów, natomiast sprawa abp. Wielgusa była sprawą przełomową. W książce „Zamach na Arcybiskupa” napisałem, że to, co nie udało się zrobić komunistom przez 50 lat, to udało nam się w rzekomo demokratycznym kraju. Komunistyczne władze prześladowały i księży i biskupów. Biskupi trafiali na wygnanie, trafiali do więzień, chociażby sprawa ks. bp. Kaczmarka. Księża trafiali do więzień, ponosili śmierć z rąk ludzi sprawujących władzę. Jednak nigdy w tamtym czasie nie udało się zrobić jednej rzeczy – nie udało się anulować decyzji Ojca Świętego
– zauważył.

Redaktor podkreślił, że 13 lat temu, 7 stycznia 2007 roku, w Niedzielę Chrztu Pańskiego ks. abp. Stanisław Wielgus złożył rezygnację z pełnionego urzędu kościelnego, ale „został do tego zmuszony”. Wskazał przy tym na wiele niejasności wokół sprawy arcybiskupa.

– Dlaczego dokumenty IPN zostały napisane jednym charakterem pisma? Dlaczego wgląd Kościelnej Komisji Historycznej w dokumenty był kilkanaście dni przed tym, jak ks. abp. Wielgus o to poprosił? Kto robił te podpisy, kto pisał te dokumenty? Zadałem w książce te pytania, po dzień dzisiejszy nie ma na nie odpowiedzi. Jest jeszcze jedna rzecz – ci, którzy oskarżali arcybiskupa: Rzecznik Praw Obywatelskich, prezes IPN, dziennikarze z Tomaszem Terlikowskim na czele. Dlaczego to, co mówili w mediach różni się od tego, co zeznawali w sądzie w tej sprawie? Dlaczego ci ludzie mimo upływu 13 lat nie wyjaśnili społeczeństwu, czemu oszukiwali? Bo nie sądzę, że kłamali w sądzie – mówił rozmówca TV Trwam.

Sebastian Karczewski przypomniał także inny przykład rezygnacji z kościelnego urzędu – papieża Benedykta XVI.

– Kilka dni później rozmawiałem z jednym z księży arcybiskupów, bliskich przyjaciół Ojca Świętego Benedykta XVI i zapytałem wprost: Co się stało? Jaka była przyczyna? Ksiądz arcybiskup odpowiedział, że to już lata, wiek (…). Odetchnąłem, a wówczas ksiądz arcybiskup powiedział, że jest jeszcze druga strona medalu. Powiedział: „Myślę, że początek rezygnacji Ojca Świętego Benedykta XVI miał miejsce 7 stycznia 2007 r. w Warszawie”. Jeżeli Papież nie ma wpływu na nominację biskupów, to jak ma prowadzić Kościół? Chodzę z tym pytaniem po dzień dzisiejszy – powiedział redaktor „Naszego Dziennika”.

Biskupi rezygnują, mimo że zostali powołani przez Papieża. Pytanie: dlaczego? – pytał dziennikarz.

– Przyczyn jest wiele. Między innymi dlatego, żeby ukryć mocodawców i tych, którzy atakują w ten sposób biskupów. W książce dałem tytuł „Zamach na Arcybiskupa”. Były pretensje: dlaczego zamach? Są ataki na biskupów, mamy przykład ks. abp. Marka Jędraszewskiego, natomiast zamach to operacja, która została dokładnie przygotowana i przeprowadzona w określonym celu (…). Przygotowuje się pewne okoliczności w ten sposób, by usunąć danego biskupa, arcybiskupa czy nawet kardynała z pełnionego urzędu. Nie trzeba daleko szukać przykładu: ks. kard. Bernard Law w Stanach Zjednoczonych, ks. kard. Pell, ks. abp. Wielgus, ks. kard. Groër w Austrii czy ks. bp Tebartz-van Elst w Niemczech – wyliczał Sebastian Karczewski.

Co łączy sprawy tych poszczególnych duchownych?

– W Starym Testamencie takie zamachy były na proroków, prorocy byli zabijani. Czy mamy tam jakiegoś proroka, który komfortowo przechodzi obok tych, których mu powierzono i który nie pada ofiarą spisku? Trudno znaleźć. Myślę, że w sprawie tych biskupów, analizując ich przypadki, są trzy kategorie. Pierwsza to prorocy – ci, którzy mieli odwagę wytykać możnowładcom ich nieprawidłowości, którzy mieli odwagę głosić prawdę. Druga kategoria to biskupi, którzy być może się nie wychylają, ale wierni Stolicy Apostolskiej sprawują swoją funkcję tak, jak należy, a tym samym stoją na przeszkodzie do realizacji pewnych celów przez określone środowiska. Trzecia kategoria to ci, na których „można zarobić”. Mówię tu konkretnie o Stanach Zjednoczonych, gdzie w atakach, oskarżeniach o pedofilię, można zarobić na biskupie, więc oskarżmy go, że tuszował, on złoży rezygnację, a my jeszcze z jego diecezji wyciągniemy pieniądze – mówił.

Dziennikarz śledczy „Naszego Dziennika” zwrócił również uwagę, iż „przyzwyczailiśmy się, że atak na biskupów przychodzi ze środowisk antykościelnych, a dzisiaj o wiele groźniejsza sytuacja, z którą mamy do czynienia, dzieje się wewnątrz Kościoła”.

radiomaryja.pl

drukuj