[TYLKO U NAS] M. Merta o śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej: Trzeba było wyjątkowo złej woli, żeby wierzyć w pancerną brzozę
Żyliśmy w przekonaniu, że musimy zajmować się katastrofą smoleńską, ponieważ ci, którzy zginęli, mają tylko nas, by stać na straży ich pamięci i uczciwego zbadania przyczyn katastrofy – podkreśliła Magdalena Merta, wdowa po zmarłym w katastrofie smoleńskiej wiceministrze Tomaszu Mercie, podczas programu „Polski punkt widzenia” w TV Trwam.
W niedzielę, 10 kwietnia br., obchodziliśmy 12. rocznicę katastrofy smoleńskiej, w której zginęli przedstawiciele polskiej elity, m.in. prezydent Lech Kaczyński wraz z żoną Marią.
– Rodziny smoleńskie nie miały szans na to, aby pożegnać ból związany ze stratą swoich bliskich. W pewnym sensie każdego dnia przeżywamy dzień 10 kwietnia 2010 roku. Za spotęgowanie bólu odpowiedzialna jest machina kłamstwa, propagandy i szyderstwa, która zatrzymała nas w tamtym momencie i nie pozwoliła odejść do innych obowiązków. Żyliśmy w przekonaniu, że musimy zajmować się katastrofą smoleńską, ponieważ ci, którzy zginęli, mają tylko nas, by stać na straży ich pamięci i uczciwego zbadania przyczyn katastrofy – wyjaśniła Magdalena Merta.
Kilka miesięcy po rozbiciu się polskiego samolotu powstało stowarzyszenie skupiające rodziny ofiar smoleńskich, które walczyły o poznanie prawdziwych przyczyn katastrofy. Stowarzyszenie powstało w związku z podejrzeniem, że prokuratura oraz organy odpowiedzialne za zbadanie sprawy nie wykonują należycie swoich obowiązków.
– Była seria konferencji smoleńskich, na których wypowiadali się dendrolodzy na temat drzewa i specjaliści od materiałów, z których robi się samoloty. Ci eksperci uważali, że pomysł wpływu brzozy na uszkodzenie skrzydła jest śmieszny. Sam minister Jerzy Miller, publikując swój raport, mówił wprawdzie o udziale pancernej brzozy, ale równolegle podawał informacje, według których samolot był co najmniej kilkadziesiąt metrów nad nią – poinformowała rozmówczyni.
Od momentu katastrofy smoleńskiej co roku w całej Polsce odbywają się odchody upamiętniające poległych Polaków. Magdalena Merta wskazała, że ta forma upamiętnienia wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej ma ogromne znaczenie dla rodzin.
– Przy każdej okazji staramy się dziękować za dar modlitwy w intencji naszych bliskich zmarłych oraz nas samych. Jest to dla nas wielkie wsparcie. Myślę, że bez tych modlitw, okazywanego nam serca i solidarności ze strony naszych rodaków nie wytrzymalibyśmy tych 12 lat – oceniła wdowa po wiceministrze kultury.
Gość „Polskiego punktu widzenia” wyjaśniła, że tegoroczne obchody upamiętnienia ofiar smoleńskich różniły się od poprzednich. Zdaniem Magdaleny Merty Polacy ponownie się zjednoczyli w obliczu wojny na Ukrainie.
– Należy podkreślić, że podczas tej rocznicy nie towarzyszyły nam wyzwiska i przemysł pogardy, który próbował odebrać godny wymiar wcześniejszym rocznicom. Rocznica przebiegła bardzo spokojnie, co niezmiernie doceniamy. Chcielibyśmy, aby zawsze tak było – wskazała rozmówczyni.
Parę godzin od katastrofy smoleńskiej rosyjskie władze narzuciły Polakom narrację, że do wypadku doprowadziły błędy pilotów. Takie stanowisko przyjęła ówczesna władza w Polsce. Magdalena Merta porównała rosyjskie kłamstwa dotyczące katastrofy smoleńskiej do obecnej propagandy w sprawie wojny na Ukrainie.
– Na szczęście Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy, nie jest tak skory do przyjmowania wrogiej narracji, jak były nasze ówczesne władze. Dziś wyraźniej widzimy to, jak działa rosyjska machina kłamstwa – dodała.
Po 12 latach prowadzenia licznych badań i ekspertyz podkomisja do ponownego zbadania katastrofy lotniczej opublikowała raport, z którego jasno wynika, że samolot Tu-154M uległ całkowitemu zniszczeniu w wyniku dwóch eksplozji.
– Część tych informacji była nam znana. Każdy, kto interesował się przebiegiem prac nad wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej, miał szanse wcześniej pozyskać te informacje. Obecnie zostały one zebrane i uporządkowane. W raporcie są również elementy, które stanowią pewne novum (…). Trzeba było wyjątkowo złej woli, żeby wierzyć w pancerną brzozę. Już w maju 2010 roku, gdy wybieraliśmy logo naszego stowarzyszenia, wiedzieliśmy, że rozbicie samolotu nie miało nic wspólnego z brzozą – podkreśliła rozmówczyni.
Brak profesjonalizmu rosyjskiej strony podczas badań zwłok przyczynił się do tego, że rodziny zmarłych tragicznie Polaków musiały dokonywać ekshumacji zwłok po kilku latach od tragedii.
– Przeprowadzenie autopsji w Polsce po przywiezieniu ciał było prawnym wymogiem, który powinna wyegzekwować prokuratura. Fakt, że do tego nie doszło i że skazano nas po tylu latach na gehennę i traumę ekshumacji, wynikał z zaniedbania obowiązków przez prokuraturę. Prawdopodobnie dlatego, że działała na polityczne zlecenie. Dzisiaj ludzie, którzy dopuścili się zaniedbania, są ścigani na mocy prawa. Toczy się przeciwko nim postępowanie. Mam nadzieję, że za swój brak profesjonalizmu, tudzież za uleganie politycznym naciskom (od Norymbergi wiemy, że wykonywanie rozkazów nie zwalnia z odpowiedzialności), poniosą oni za to odpowiedzialność i zostaną ukarani za nasz ból, swoje niechlujstwo i nieznajomość lub świadome łamanie prawa – podsumowała wdowa po zmarłym w katastrofie smoleńskiej Tomaszu Mercie.
radiomaryja.pl




