[TYLKO U NAS] M. Kozłowski: Pierwsze kłamstwo katyńskie zaczęło się już wiosna 1940 roku

Między październikiem 1939 r. a kwietniem 1940 r. cały czas trwała korespondencja rodzin w Polsce z jeńcami z Ostaszkowa, Starobielska i Kozielska. Już od kwietnia, maja te listy do rodzin były zwracane z pieczątką, że nie ustalono adresata, albo że tych jeńców w tym obozie już nie ma. Już w 1940 r. było jasne, że Rosjanie rozpoczęli kampanię dezinformacyjną, żeby uniknąć odpowiedzialności za zbrodnię – zaznaczył Michał Kozłowski, historyk z Wojskowego Biura Historycznego, podczas „Polskiego punktu widzenia” w TV Trwam.

5 marca 1940 roku podjęło uchwałę o rozstrzelaniu polskich jeńców. Mija 80. rocznica od tej tragicznej decyzji.

– Decyzja była osobiście podjęta przez Józefa Stalina (…). Pakt Ribbentrop-Mołotow spowodował rozbiór państwa polskiego, stąd też armia polska była niepotrzebna i polscy oficerowie, którzy znaleźli się w niewoli sowieckiej musieli być rozstrzelani, jako elementy najbardziej patriotyczne, gdyż nie zamierzano w przyszłości reaktywować państwa polskiego. W tym celu NKWD kierowane przez Ławrientija Berię złożyło propozycję, która miała na celu – jak to napisano ładnie – „rozładowanie obozów”. Osoby osadzone w Starobielsku, Kozielsku bądź w Ostaszkowie, a także inne osoby uwiezione na terenach – jak to nazywano – Zachodniej Białorusi i Ukrainy miały zostać rozstrzelane – mówił Michał Kozłowski.

Historyk wskazał, że nie wszyscy Polacy, którzy znajdowali się w rękach sowieckich, zostali rozstrzelani.

– Osoby pochodzenia niemieckiego zostały wyłączone, bowiem w przyszłości miano ich przekazać Niemcom, co – jak wiemy – nie nastąpiło. Niektóre osoby pochodzenia arystokratycznego, np. Józef Czapski, miały za sobą interwencję różnych rządów. Interweniował rząd włoski w celu zwolnienia arystokratów zaprzyjaźnionych z włoską rodziną królewską. Inna grupa to osoby, które „w jakiś sposób mogły się przydać” sowietom. Bardzo dobrym przykładem jest prof. Stanisław Swianiewicz, przedwojenny sowietolog. On w kwietniu 1940 r. został wyłączony w ostatniej chwili z transportu na stacji Gniezdowo, skąd już jechały furgonetki do dołów katyńskich – wyjaśnił gość TV Trwam.

Wiosną 1940 roku zamordowano około 22 tys. Polaków.

– Osoby z Kozielska zostały zamordowane w Lesie Katyńskim obok Smoleńska, osoby ze Starobielska zostały zamordowane w Bykowni pod Charkowem, a osoby, które były umieszczone w Ostaszkowie (było tam dużo policjantów) zostały zgładzone w Kalininie (dzisiejszym Twerze). Ta liczba 22 tys., obejmuje też osoby zgładzone w więzieniach Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej i Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Mamy trzy główne miejsca zbrodni, ale oprócz tego jeszcze mniejsze miejsca na terenie obu republik sowieckich – powiedział Michał Kozłowski.

Znamy nazwiska pomordowanych oficerów w Katyniu, w Miednoje, w Charkowie, ale nie znamy jeszcze tzw. listy białoruskiej.

– Zapewne znajduje się w osobistym archiwum prezydenta Federacji Rosyjskiej i tam należałoby jej szukać. To, że w latach 90-tych jej nie znaleziono, to nie znaczy, że jej nie ma. Ona zapewne jest. Jest zapewne przedmiotem jakiejś gry politycznej ze strony władz rosyjskich – podkreślił.

Historyk zaznaczył, że w momencie rozstrzelania jeńców rozpoczęło się kłamstwo katyńskie kontynuowane głównie przez rosyjski Czerwony Krzyż. To kłamstwo trwa do dziś.

– Pierwsze kłamstwo zaczęło się już wiosną 1940 roku. Przypomnijmy, że między październikiem 1939 r. a kwietniem 1940 r. cały czas trwała korespondencja rodzin w Polsce z jeńcami z Ostaszkowa, Starobielska i Kozielska. Już od kwietnia, maja te listy do rodzin były zwracane z pieczątką, że nie ustalono adresata, albo że tych jeńców w tym obozie już nie ma. Już w 1940 r. było jasne, że Rosjanie rozpoczęli kampanię dezinformacyjną, żeby uniknąć odpowiedzialności za zbrodnię. Kolejny aspekt to sierpień 1941 r., kiedy pojawia się możliwość tworzenia armii polskiej. Do tej armii zgłasza się niewiele, bo ok. 5 tys. oficerów i trwają poszukiwania. W grudniu 1941 r. mamy spotkanie na Kremlu gen. Władysława Andresa i premiera oraz naczelnego wodza Władysława Sikorskiego. I Stalin odgrywa komedię dzwoniąc do NKWD, pytając Mierkułowa, Berii – czyli osób odpowiedzialnych za zbrodnię – co się z tymi osobami stało. Tam pada słynne zdanie, że „uciekli do Mandżurii”. Praktycznie już w 1940-1941 latach Rosjanie rozpoczęli operację dezinformacyjną, żeby zatuszować sprawę zniknięcia 22 tys. oficerów – wskazał Michał Kozłowski.

radiomaryja.pl

drukuj