[TYLKO U NAS] Dr R. Derewenda o początkach „Solidarności”: Powstała solidarność pomiędzy poszczególnymi zakładami pracy. Wiara katolicka dodawała im odwagi
Pewna iskra, która wybuchła na nowo w połowie sierpnia, spowodowała pożar strajkowy w całej Polsce. Powstała solidarność międzyludzka, pomiędzy poszczególnymi zakładami pracy i wzajemne wspieranie się. Robotnicy mieli bardzo silne oparcie w wierze katolickiej i ogromne wsparcie od Kościoła. Wiara katolicka dodawała im odwagi – akcentował dr Robert Derewenda, w sobotnich „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam. Historyk opowiadał w ten sposób o początkach „Solidarności”.
Podczas sobotnich „Rozmów niedokończonych” dr Robert Derewenda opowiadał o trudnościach gospodarczych, z jakimi musieli zmagać się Polacy po II wojnie światowej. Jak wspominał, gospodarka komunistyczna była „bardzo nieracjonalna i nie podlegała kryteriom wolnego rynku”. Ciągły wzrost cen i brak podstawowych artykułów w sklepach doprowadzały do wielu strajków.
Historyk podkreślał niezwykłą rolę Ojca Świętego Jana Pawła II we wzmacnianiu odwagi i budowaniu w świadomości Polaków chęci walki o wolny naród.
– Od 1944 roku było publiczne milczenie na temat tego, że w Powstaniu Warszawskim nie pomogła armia sowiecka, że ona po prostu stanęła na Wiśle. O tym, przed Grobem Nieznanego Żołnierza, powiedział właśnie Jan Paweł II. Są to słowa, które może nam umykają, dlatego że najczęściej wspominamy zakończenie homilii Jana Pawła II, kiedy prosił o to, aby Duch Święty odnowił „oblicze tej ziemi”. W czasie homilii mówił również o tym, że Warszawa została osamotniona w 1944 roku. Wówczas nastąpiły ogromne owacje, które trwały kilkadziesiąt sekund. To było coś niesłychanego, dlatego że dla warszawiaków było to wypowiedzenie słów, których oni nigdy nie słyszeli po II wojnie światowej – wspominał gość TV Trwam.
– Jan Paweł II mówił językiem narodu. Tak naprawdę mówił w imieniu narodu, który w naturalny sposób podnosił się z kolan. To były już podwaliny pod to, co się miało wydarzyć w 1980 roku, kiedy doszło do strajków, które wydawały się władzom komunistycznym strajkami ekonomicznymi, bo głównie chodziło o podwyżki cen, o brak artykułów w sklepach, ale okazało się, że Polacy mają odwagę sięgania po więcej – chcą zmiany kraju, chcą zmiany tego, co działo się w Polsce Ludowej po II wojnie światowej – akcentował.
1 lipca 1980 roku władze komunistyczne Polski Ludowej wprowadziły podwyżki cen żywności. To stanowiło impuls do sierpniowych strajków i utworzenia NSZZ „Solidarność”.
W Stoczni Gdańskiej rozpoczęły się protesty w imieniu Anny Walentynowicz, która została zwolniona z pracy. Jak powiedział historyk, była ona osobą „niezwykle szanowaną przez robotników; ujmowała się za nimi, miała odwagę i była bardzo uczciwa”. Robotnicy domagali się przywrócenia Anny Walentynowicz do pracy.
– Władze Stoczni zgodziły się na przyjęcie jej do pracy, na uregulowanie niedoborów gospodarczych – dodatek drożyźniany. Mimo to strajk został utrzymany. Powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, dlatego że robotnicy mniejszych zakładów zaczęli docierać do Gdańska i potrzebowali wsparcia od stoczniowców. Stąd powstała solidarność międzyludzka, pomiędzy poszczególnymi zakładami pracy i wzajemne wspieranie się – mówił dr Robert Derewenda.
Wówczas zaczęto koordynować działania strajkowe pomiędzy poszczególnymi regionami. NSZZ „Solidarność” został zarejestrowany 10 listopada 1980 przez Sąd Wojewódzki w Warszawie.
– Pewna iskra, która wybuchła na nowo w połowie sierpnia, spowodowała pożar strajkowy czy też lawinę strajków w całej Polsce, dlatego że ludzie myśleli w podobny sposób – czuli się przede wszystkim upokorzeni sytuacją gospodarczą, że muszą stać w kolejkach za podstawowymi artykułami, które były im potrzebne do życia – zwrócił uwagę historyk.
– Fundamentalne znaczenie miał postulat żądający utworzenia niezależnych od władzy komunistycznej związków zawodowych. Początkowo władza ludowa kategorycznie nie chciała zgodzić się na postulat, bo oznaczało to, że robotnicy będą mieli własną reprezentację wobec władzy komunistycznej, która będzie broniła ich interesów – dodał.
– Robotnicy mieli bardzo silne oparcie w wierze katolickiej i ogromne wsparcie od Kościoła. Wiara katolicka dodawała im odwagi. (…) Nie spodziewano się w Europie Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych, że całe masy społeczne mogą mieć tyle odwagi, by zbuntować się przeciwko władzy totalitarnej – zwrócił uwagę gość „Rozmów niedokończonych”.
radiomaryja.pl


