Trzeba nazywać rzeczy po imieniu


Z prof. Mieczysławem Rybą (KUL), historykiem, członkiem Kolegium IPN, rozmawia Zenon Baranowski


Władze Jastarni tłumaczą się, że brak sformułowań, takich jak II wojna światowa czy wojna obronna 1939 r., wynika z faktu, że są to rzeczy oczywiste…

– Jeżeli bierzemy pod uwagę starsze pokolenie, to rzeczywiście mogą to być rzeczy oczywiste. Ale z mojego doświadczenia z młodymi ludźmi to nawet najprostsze fakty nie są dla nich oczywiste. Tym bardziej że tego typu upamiętnienia mają charakter edukacyjny. Co więcej, poprzedni minister edukacji mówił o potrzebie pewnych wycieczek patriotycznych, które umacniałyby w młodzieży świadomość, również historyczną. Dlatego tego typu braki w dużym stopniu osłabiają walor edukacyjny takich tablic. Lakoniczna postać nie może przekroczyć pewnych granic niejasności.

Zwłaszcza że te tablice są także sporządzone po angielsku i niemiecku…

– Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Zwłaszcza że tutaj nie mieliśmy do czynienia z jakąś tam wojną, tylko z wojną obronną 1939 roku. Także ze względu na turystów z Zachodu, ponieważ tam młode pokolenie też ma niezwykle niską świadomość tego, co się działo podczas II wojny światowej. Działania wojenne toczyły się na całym terytorium Polski, ale należy jasno wskazywać na okoliczności tych działań, kto zaatakował kogo itp. Jeśli nie umieścimy podstawowych informacji, to zatracamy wszelkie możliwe treści poznawcze.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj