Kolejka do wróżki

W pewnej dużej korporacji urządzono wyjazdowe „spotkanie integracyjne”. Rozmiękczeni alkoholem uczestnicy i uczestniczki plenerowej imprezy naigrawali się z kolegi, który nie ukrywał, że jest praktykującym katolikiem. Przygadywali mu: „Jak w dzisiejszym świecie można chodzić do kościoła – to jakaś straszna ciemnota, trzeba być wyzwolonym”. W pewnym momencie na scenie pojawiła się znana z mediów wróżka i zapowiedziała, że chętnym będzie wróżyła z kart. Stoliki natychmiast opustoszały i ustawiła się ogromna kolejka pragnących poznać swą „przyszłość”.

Ta sytuacja przypomina się nieodparcie, gdy pod koniec lata w „Gazecie Wyborczej” pojawiła się informacja o tym, że 58 proc. Polaków wierzy w zabobony. Tak przynajmniej wynika z przeprowadzonego rok temu przez OBOP sondażu, na który powołuje się gazeta. Wśród kobiet ten wskaźnik jest jeszcze wyższy – wierzą dwie na trzy. Co przynosi szczęście? Według statystyk po kolei: kominiarz, czterolistna koniczyna, talizman. A pecha? Czarny kot, powitanie przez próg, rozbite lustro. Zabobony i praktyki wróżbiarskie są nie tylko bałwochwalstwem i formą władzy jednych (tych, co wiedzą) nad drugimi (niewtajemniczonymi), lecz są także wyrazem astralnego determinizmu, w świetle którego wszystko jest zapisane w gwiazdach i człowiek na nic nie ma wpływu, jego przeznaczenie zależy na przykład od dnia narodzin. Jaki to fatalizm i degradacja ludzkiej egzystencji. Człowiek jest redukowany do bezwolnej masy modelowanej przez żywioły i kosmos! Żerując na ludzkiej łatwowierności i pragnieniu poznania przyszłości, dechrystianizuje się cywilizację, tworząc nową mitologię ludzkości „wyzwolonej” od Boga, ale zniewolonej przez gusła i szamanów.
Cóż się jednak dziwić, że zabobon otumania ludzi, skoro nie tylko bulwarówki i kolorowe magazyny, ale również tak zwane „poważne” dzienniki i czasopisma, a nawet niektóre media publiczne od wielu lat regularnie zamieszczają horoskopy. Wystarczy posłuchać radia, pooglądać telewizję, przejrzeć prasę, by dowiedzieć się, kiedy rozleci się małżeństwo, kto może być dobrym kochankiem, czy w nadchodzącym tygodniu dopiszą finanse. I co charakterystyczne, im bardziej stacja telewizyjna, radiowa czy gazeta odwołuje się do swej „europejskości”, „postępowości”, „niezależności” czy „nowoczesności”, tym szerzej otwiera podwoje recydywie pogaństwa.
Nie tylko media, ale również państwo sankcjonuje współczesne pogaństwo i działalność szamanów „tajemnych niemocy” określających przyszłość człowieka na podstawie przypadkowo rozrzuconych kart czy „magicznej” analizy martwej masy gwiazd. Kilka miesięcy temu ministerstwo pracy kierowane przez Jolantę Fedak wpisało na oficjalną listę zawodów „astrologów”, „wróżbitów” i „refleksjologów”, przeciwko czemu, z inicjatywy naukowców z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, zaprotestowało blisko 900 uczonych. W liście otwartym sprzeciwili się klasyfikacji tych profesji, które „są całkowicie pozbawione podstaw racjonalnego myślenia, zawierają elementarne błędy naukowe i przyczyniają się do szerzenia zabobonów i pseudonaukowego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość”.
Paradoksem naszych czasów jest to, że wróżbiarstwo uzbrojone w zdobycze technologii urasta do rangi nauki z własną metodologią określającą status teraźniejszości i strukturę przyszłości. I już właściwie nie dziwi, że astronauci noszą amulety, które mają przynieść szczęście i chronić przed złymi duchami, przywódcy wielkich państw korzystają z „przepowiedni” szamanów, a profesorowie renomowanych uczelni z wypiekami czytają komputerowe horoskopy. Im większy rozwój nauki i techniki, tym bardziej współczesny człowiek, nieposiadający głębokiej wiary i ugruntowanej wiedzy religijnej, w sposób naiwny szuka w gusłach i przesądach sensu życia, rozwiązania swoich problemów i niepokojów egzystencjalnych.
Różnego rodzaju horoskopy, kabały, tarot, magia, chiromancja, astrologia, wróżbiarstwo, nekromancja, wirujące stoliczki, magiczne kule, seanse spirytystyczne czy okultyzm – czyli religia szatana, to bardzo jaskrawe przejawy pogaństwa pochrześcijańskiego. Często się można spotkać (nawet w środowiskach katolickich!) z argumentacją, że jest to „rodzaj zabawy, traktowanej z przymrużeniem oka”, a do czytanych horoskopów zachowuje się dystans. Już przed laty znawca tych problemów prof. Pablo Capanna postawił trafną diagnozę: laicyzacja Zachodu nie była ani nie mogła być ostatnim etapem. Kiedy cykl dobiega końca, znowu odrastają korzenie starego pogaństwa, a magia i okultyzm jednoczą się z techniką.


Jan Maria Jackowski
drukuj