Burka dzieli Francję

Społeczność muzułmańska we Francji coraz częściej odmawia przestrzegania prawa, tłumacząc się, że stoi ono w sprzeczności z wymogami islamu. Pomimo prób dialogu, tworzenia stowarzyszeń islamskich, finansowania budowy meczetów z budżetu państwa coraz więcej muzułmanów opowiada się za ideologią głoszącą nienawiść do Zachodu.

Po pierwszej fali entuzjazmu na rzecz uchwalenia ustawy zabraniającej we Francji noszenia muzułmańskiej burki – ubioru zakrywającego całkowicie ciało kobiety, można zauważyć tendencję do bagatelizowania tego problemu. W Zgromadzeniu Narodowym głoszone są tezy bazujące na deklaracjach stowarzyszeń muzułmańskich, że problem burki jest „nieistotny”, bo dotyczy ok. 400 kobiet, a rząd bardziej przychyla się do stanowiska przewodniczącego Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego Dalila Boubatera niż do alarmów swoich deputowanych. Okazuje się jednak, że podnoszony od wielu lat przez Front Narodowy problem inwazji islamu we Francji, a lekceważony przez kolejne rządy, jest coraz bardziej niebezpieczny i daje się we znaki Francuzom. Ostatnio alarmował o tym zjawisku burmistrz miasta Vénissieux, wchodzącego w skład aglomeracji Lyonu, André Gérin. Jego zdaniem, żyje tam największy procent muzułmanów w stosunku do pozostałych mieszkańców, a problem burki jest tutaj tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Bezradność urzędów
W pewnych dzielnicach Vénissieux wszystkie kontakty między kobietami i mężczyznami są pod kontrolą islamistów. „Islam nam realnie zagraża” – alarmuje burmistrz, tłumacząc się z propozycji powołania parlamentarnej komisji dla zbadania tego problemu na terytorium całej Francji. Po 25 latach zarządzania miastem André Gérin postanowił zrezygnować ze swojego stanowiska, ostrzegając Republikę przed „muzułmańskim integryzmem, który zgangrenował jego miasto i inne regiony Francji”. Ponad połowa mieszkańców Vénissieux jest obcego pochodzenia, głównie arabskiego, a religią dominującą jest islam. Większość miejsc ich modłów znajduje się pod wpływem fanatycznych salafitów. Codziennie, zdaniem André Gérina, szerzy się idee rygorystycznego islamu, np. w postaci przekonania, że „wokół kobiety znajdującej się blisko mężczyzny krąży szatan”. Dlatego najczęściej mąż czy bracia towarzyszą wszędzie zamężnym islamskim kobietom. Na ulicach niewiasty noszą tzw. nigab, chustę zakrywającą całkowicie oblicze. To właśnie ze względu na ich ubiór i zachowanie dochodzi do codziennych konfliktów w biurach merostw. Problemy pojawiają się, gdy trzeba np. przedłużyć kartę pobytu lub wyrobić nowy paszport, co wiąże się z koniecznością zrobienia zdjęcia, ale bez nakrycia głowy. Niejednokrotnie staje się to powodem awantur i burd. „Konflikty stały się codziennością” – powiedziała dla „Le Figaro” HélÝne Mexis, szef pionu odpowiedzialnego za sprawy administracyjne w Vénissieux. „Jakakolwiek uwaga – kontynuuje – jest traktowana jako przejaw rasizmu. Grożą nam fizycznymi konsekwencjami”. Przepisy wymagają weryfikacji tożsamości osób zawierających związek małżeński m.in. przez przeprowadzenie z nimi rozmowy bez nakrycia głowy, by ocenić, czy deklarowany związek został zawarty bez jakichkolwiek zewnętrznych nacisków. Również zawarcie świeckiego ślubu wymaga odkrytej głowy panny młodej, co wywołuje gniew, bo sprzeciwia się islamskim regułom. Coraz częściej, zdaniem HélÝne Mexis, tego typu protesty wyrażają Francuzki, które przechodzą na islam i chcą zawrzeć związek małżeński z Arabem. Problem w tym, że merostwa nie mają praktycznie możliwości kontroli islamskich związków, które najczęściej zawierane są na drodze negocjacji rodzin znajdujących się po obu stronach Morza Śródziemnego. Kobiety, pozbawione głosu, stanowią jedynie element przetargów i akceptują wybranego przez rodzinę narzeczonego. W tej sytuacji niewielkie są również możliwości kontroli zjawiska poligamii.

Islamofobia i rasizm?
Dzieci muzułmańskich rodziców uczą się w szkołach publicznych. Grono pedagogiczne musi samo wypracować możliwie najlepsze relacje z rodzicami tak, by służyły one interesom ucznia. Dlatego nauczyciele, mimo że jest to zabronione, akceptują kobiety w czadorach na terenie budynków szkolnych w czasie wywiadówek czy podczas indywidualnych spotkań. Zdaniem nauczycieli, presja religijna jest coraz silniejsza i dotyka coraz młodsze uczennice. Dyrektor szkoły podstawowej im. Charlesa-Perrault w Vénissieux twierdzi, że już 13-letnie dziewczynki zaczynają nosić islamskie chusty, a prawie połowa matek ubiera się w muzułmańskie stroje. Trudności powstają wówczas, gdy kobieta w burce przychodzi zapisać dziecko do szkoły. Żądanie odkrycia głowy dla sprawdzenia jej tożsamości wywołuje protesty i rodzi konflikty. Problemy nie ograniczają się jedynie do burki czy czadoru. Już w przedszkolach i szkołach podstawowych część muzułmańskich dzieci (mimo że nie jest dla nich obowiązkowy) przestrzega 30-dniowego postu, tzw. ramadanu, w czasie którego posiłek spożywany jest dopiero po zachodzie słońca. Informowanie rodziców, że postu tego nie można pogodzić z aktywnością szkolną ucznia, nie przynosi żadnych efektów. Niemal codziennością stały się problemy w stołówkach szkolnych i zakładowych. W wielu szkołach na przedmieściach francuskich miast ponad połowa uczniów nie je mięsa wieprzowego. Mimo że stołówki są na to przygotowane, zdarza się czasami, że nie dostają zamówionej wołowiny czy drobiu, i konflikt jest gotowy. Zarzuca się wówczas obsłudze rasizm i islamofobię. Część dzieci odmawia spożywania sałatek i potraw z marchewki, bo nie była ona odpowiednio, zgodnie z islamskim rytuałem, wycięta, tylko wyrwana.

Islam rośnie w siłę
Wydawało się, że to właśnie Vénissieux może być przykładem integracji i asymilacji arabskich imigrantów. W 1983 r. z tego miasta kilka muzułmańskich dziewcząt zorganizowało marsz do stolicy, wyrażając życzenie bycia „pełnymi Francuzkami”. Do Paryża dotarło 100 tys. dziewcząt, by powiedzieć francuskiemu społeczeństwu, że chcą zostać we Francji, chcą się integrować i domagają się równości. Lewica, która wówczas doszła świeżo do władzy (1981 r.), dała imigrantom 10-letnie karty pobytu (co praktycznie oznacza stały pobyt). Do równości wciąż jeszcze daleko, rozgoryczenie rośnie, a wraz z nim rośnie w siłę islam. Muzułmańscy kaznodzieje przemierzają przedmieścia w kotlinie Renu. To w Vénissieux odbył się w 1992 r. pierwszy kongres Unii Młodych Muzułmanów. Inspirowani ideami ekstremistów z organizacji Bracia Muzułmanie, liderzy ruchu młodzieżowego wyolbrzymili zjawisko niesprawiedliwości społecznej, krzyczeli o pogardzie rasowej i wrogości do islamu. Co najgorsze, tego typu wizja sytuacji i społeczeństwa przekonała wielu muzułmańskich wychowawców, animatorów, mediatorów i nauczycieli sportu.
Dopiero wydalenie w 2002 r. salafity, mułły Bouziana, umożliwiło urzędowi miejskiemu kontrofensywę. Zamiast wielu miejsc modlitwy zorganizowanych w suterenach i piwnicach powstają dwa nowe meczety. Chodzi w tym projekcie o „wyjście islamu na powierzchnię” i wzmocnienie związków z tradycyjnym, mniej agresywnym jego odłamem twierdzącym, że rozwiązaniem jest danie religijnej odpowiedzi na wypaczenia islamskiego integryzmu reprezentowanego przez salafitów. Praktyka wykazuje jednak, że wszelkie próby dialogu, tworzenia stowarzyszeń islamskich, finansowanie meczetów z budżetu państwa nie zmniejszają problemów z muzułmanami, których coraz więcej opowiada się za ideologią głoszącą nienawiść do Zachodu, „pluje” na niewiernych, ale w pełni korzysta z francuskich przywilejów socjalnych.


Franciszek L. Ćwik

drukuj