fot. flickr.com

Szef MSZ Turcji: oczekujemy, że kurdyjscy rebelianci wycofają się na wschód od Eufratu

Minister spraw zagranicznych Turcji Mevlut Cavusoglu wyraził w poniedziałek oczekiwanie, że po odbiciu w ubiegłym tygodniu z rąk tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) syryjskiego miasta Manbidż kurdyjscy rebelianci wycofają się na wschód od rzeki Eufrat.

Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), w skład których wchodzi kurdyjska milicja YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony), przejęły w piątek całkowitą kontrolę nad położonym w pobliżu tureckiej granicy miastem Manbidż. Siły te były wspierane z powietrza przez międzynarodową koalicję dowodzoną przez USA.

Władze w Ankarze uważają YPG za formację terrorystyczną z powodu związków z zakazaną w Turcji Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Natomiast USA uważają tych kurdyjskich bojowników za jednych z najbardziej skutecznych w walce z dżihadystami ISIS. Ta różnica zdań była wielokrotnie źródłem napięć na linii Ankara – Waszyngton.

– USA obiecały, że kurdyjskie oddziały rebeliantów wycofają się po zakończeniu operacji odbicia Manbidżu z rąk dżihadystów ISIS na wschód od Eufratu – podkreślił Cavusoglu.

Minister obrony USA Ash Carter nie odniósł się jednak w swoim poniedziałkowym oświadczeniu do kwestii kurdyjskich rebeliantów. Podziękował tureckim władzom za wsparcie i podkreślił, że koalicja nadal będzie pomagać lokalnym siłom w walce z ISIL (dawna nazwa ISIS).

– Mieszkańcy Manbidżu stoją teraz przed trudnym zadaniem, muszą odbudować swoje domy. Apeluję do naszych partnerów działających w ramach koalicji, aby pomogli im w tym trudnym zadaniu – powiedział Carter.

PAP/RIRM

drukuj