Świąteczne życzenia
Nasze świąteczne spotkania obfitowały w składane sobie nawzajem życzenia.
Nie są one tylko jakąś sympatyczną dekoracją, ale zawierają bardzo głęboki
moralny sens. Skoro pragniemy dobra dla naszych bliskich, to staramy się im te
pragnienia zakomunikować słowami. Wiarygodność tych słów oparta jest jednak na
założeniu, iż wypowiadający je będzie starał się wesprzeć czynem pojawienie się
"życzonego" dobra. Cóż po życzeniu zdrowia i stu lat dziadziusiowi i babuni,
jeśli przy najbliższych wyborach zafundujemy im władzę, która będzie się starać
o zagłodzenie, zamarznięcie i pochorowanie się na śmierć najbiedniejszych? Przy
stole wigilijnym zobowiązaliśmy się zatem starać o osiągnięcie przez bliskich "życzonego"
im dobra i trzeba z tych zobowiązań rachować sumienie.
W epoce traktującej człowieka jako istotę albo czysto duchową, albo wyłącznie
materialną zanika sens najgłębszych ludzkich życzeń. Życzenie komuś np. zdrowia
traktuje się często jako wyraz hedonistycznej zasady "carpe diem", bo przecież
bez dobrego zdrowia nie sposób zorganizować sobie przyjemnego życia. Traktujący
zaś ludzkie ciało jako jakieś więzienie ducha – z którym utożsamia się człowieka
– uważają życzenia zdrowia jako przejaw niedojrzałości duchowej i religijnego
prymitywizmu. "Prawdziwi" chrześcijanie oczekiwać mają większych i
wznioślejszych dóbr, a zatem "ziemskich" spraw nie traktują poważnie. Takie
ujęcia regularnie pojawiają się na obrzeżach – a nieraz i głębiej –
chrześcijaństwa. Dyskutował z nimi także św. Augustyn, obszernie i wielokrotnie
przekonując, iż np. prokreacja jest czymś dobrym, a nie czymś złym, jako sprawa
ciała, jak zwodzili ówcześni manichejczycy. Ojciec Kościoła musiał nawet
powstrzymywać zapędy chrześcijan, którzy spragnieni Królestwa Niebieskiego
popełniali samobójstwa, aby jak najszybciej się w nim znaleźć, skoro powinniśmy
tam być. Życzenie im "stu lat" traktowane było zapewne przez tych sekciarzy jako
niegodne prawdziwego chrześcijanina. Cóż jednak zarzucić staropolskiej
życzliwości, która w życzeniu "stu lat" dostrzegała, że także do Nieba trzeba
dojrzewać, a to wymaga odpowiedniego czasu?
Życzenia zdrowia i stu lat świadczyć mogą zatem o traktowaniu ciała poważnie,
jako elementu współkonstytuującego człowieka. Bez dobrego zdrowia nawet modlitwa
sprawia coraz większe trudności. Jakże dobrze wykonać i inne swoje codzienne
obowiązki moralne bez dobrego zdrowia? Obowiązkiem moralnym jest przecież
pracować, napalić w piecu, pójść na zakupy, przyrządzić posiłek i przyjąć gości.
Czy da się to zrobić bez dobrego zdrowia? Czyżby zatem doskwierał nam
neomanicheizm, jeśli nie widzimy osobowego sensu w głębokim życzeniu innym
zdrowia i stu lat?
"Prawdziwi" chrześcijanie mają też problemy z rozumieniem sensu i takich życzeń,
jak zdanie matury, znalezienie dobrej pracy czy zarobienie pieniędzy. Wprawdzie
wszystkie te wartości złemu człowiekowi mogą tylko zaszkodzić, to jednak
stanowią one moralne zadania, z których niewykonania należy rachować swoje
sumienia. Uczeń powinien – powinien w sensie moralnym – zdać maturę, małżonek i
ojciec powinien pracować i dobrze zarabiać. Wszystko to są moralne obowiązki,
chociaż nieraz pojawiają się jakieś ograniczenia możliwości ich spełniania, bo
najlepsze starania o zdrowie nie zawsze mogą zakończyć się sukcesem. Za biedę i
chorobę są odpowiedzialne nie tylko moralne zaniedbania, ale nieraz tak właśnie
jest, tak jak za niezdaną maturą zazwyczaj kryje się moralna wada lenistwa.
Trzeba zatem innym życzyć wypełnienia ich obowiązków moralnych, ale nie wprost,
tylko pośrednio, poprzez życzenie zaistnienia wszystkich okoliczności, które
uczynią możliwym spełnienie tych obowiązków. Nie ma bowiem sensu – a nawet może
być zniewagą – życzenie innym rozwoju w roztropności, sprawiedliwości, męstwie i
umiarkowaniu, bo rozwój tych cnót kardynalnych zależy wpierw od samych
zainteresowanych. Życzenie im zdobycia tych cnót zakładałoby zatem, że w oczach
życzącego druga osoba w jakimś stopniu czy w jakimś zakresie owych cnót byłaby
pozbawiona. Byłaby to forma upominania czy też raczej łajania drugiej osoby.
Tego w czasie świątecznym nade wszystko należy unikać, chociaż tzw. braterskie
upomnienie – czyli upomnienie przy zachowaniu szeregu dodatkowych warunków –
mieści się w ramach życzenia komuś dobra.
Po latach PRL wypadła, być może, z życzeń świątecznych i inna nasza podstawowa
moralna odpowiedzialność. Oprócz odpowiedzialności za własne zdrowie i życie, za
rodzinę jest przecież jeszcze odpowiedzialność za Ojczyznę i własne państwo;
odpowiedzialność lokowana niezwykle wysoko, bo w ramach obowiązku czci dla
rodziców, czyli IV przykazania. W warunkach demokracji przyjmuje ona graniczną
formę, ponieważ władzę sprawuje tutaj każdy obywatel, a nie tylko niektórzy czy
jeden z nich. Bez dobrej władzy, która w imieniu wszystkich podejmuje decyzje
dotyczące nas wszystkich, możemy tylko marzyć o dobrym zdrowiu, długim życiu i
dobrej pracy. Trudno nawet marzyć o znalezieniu się w Królestwie Niebieskim,
jeśli wybrana przez nas władza promuje in vitro i wszelaki inny występek. Ku
jakiej przyszłości kieruje nasz Naród jego prezydent? Tuż przed świętami zawitał
w redakcji "Super Expressu", czołowego polskiego (?) tabloidu, na co dzień
specjalizującego się w celebrowaniu najgorszych ludzkich występków, włącznie z
podglądactwem, obmową i seksualnym kanibalizmem. Jakże ta polityka odległa jest
od sprawowania władzy przez cezara Oktawiana Augusta (stuprocentowego poganina),
który skazał na wygnanie w chłodniejsze strony Owidiusza – jak należy
domniemywać – za promocję rozwiązłości seksualnej w swojej poezji. Życzę zatem
naszej władzy – czyli nam wszystkim sprawującym demokratyczną władzę – aby mogła
bywać tylko w jak najlepszych miejscach i mogła promować tylko jak najlepsze
wzory zachowań.
Marek Czachorowski
