„Sercem Polak” – opowieść o Fryderyku Chopinie (10) „I w Ojczyźnie spoczął”
W jednym z ostatnich listów ze Szkocji jesienią 1848 r. Chopin napisał
rozdzierająco: "Świat mi ten jakoś mija, zapominam się, nie mam siły". Księżna
Marcelina Czartoryska, ulubiona uczennica Fryderyka i wielka przyjaciółka
kompozytora, prosiła kuzyna w Paryżu w liście datowanym na 23 listopada 1848 r.,
by "dał wiadomość o Chopinie; wyjechał on dzisiaj z Londynu, mocno był cierpiący
i bardzo się obawiam, żeby mu droga jeszcze więcej nie zaszkodziła. Bądź więc
tak dobry i pójdź do Niego, dowiedz się, jak podróż odbył i czy łatwiej oddycha
w Paryżu niż w ciężkiej atmosferze londyńskiej". Niestety – nie oddychał.
"Ostatni uśmiech życia"
"Wszyscy doktorzy są zgodni, że potrzebny mi jest dobry klimat, spokój,
odpoczynek. Odpoczynek znajdę pewnego dnia…" – to słowa Chopina z listu do
Solange. Sławna śpiewaczka paryska Paulina Viardot, która mistrzowsko śpiewała
mazurki Chopina do własnego francuskiego tekstu, informowała matkę Solange,
czyli panią George Sand, wiosną roku 1849: "Zdrowie jego pogarsza się stopniowo
(…), pluje krwią i ma napady kaszlu. Nie wychodzi już wieczorami. Jednakże
może jeszcze dawać trochę lekcji, a w dobre dni umie nawet być wesół". W
kwietniu Chopin uśmiechnie się do Solange: "…mam nadzieję, że słońce wiosenne
będzie moim najlepszym lekarzem". Do matki musiał napisać, że czuje się lepiej,
bo pani Justyna Chopinowa w liście z czerwca 1849 r. wołała z radością: "Kochany
Fryderyku, odebrałam Twój list, w którym donosisz, żeś zdrowszy; to prawdziwy
dla mnie wiązarek. O! jakżebym chciała być z Tobą, pilnować Cię jak dawniej, a
że to być nie może, trzeba się z wolą Najwyższego zgodzić, a On ze swego
miłosierdzia ześle Ci przyjaciół, którzy mnie zastąpią. Miej tylko w Nim ufność
i bądź spokojny, mój najdroższy. (…) Niech Cię Bóg błogosławi i da Ci zdrowie,
o to Go błaga Ciebie kochająca Matka".
Do przyjaciela wiernego – Wojciecha Grzymały, Chopin napisze: "Jestem
mocniejszy, bom się podjadł i odrzucił lekarstwa – ale tak samo dyszę i kaszlę,
tylko że znoszę łatwiej; grać jeszcze nie zacząłem, komponować nie mogę, nie
wiem, jakie siano będę jadł niedługo". Bo do kłopotów zdrowotnych Chopina
dołączają się problemy finansowe. Nie ma już siły udzielać lekcji i oddaje do
sprzedaży swój cenny zegarek.
25 czerwca 1849 r. napisze ze wzruszającym smutkiem do ukochanej siostry
Ludwiki: "Moje Życie. Jeżeli możecie, to przyjedźcie. Słaby jestem i żadne
doktory mi tak, jak Wy, nie pomogą (…). Moi przyjaciele i dobrze życzące mi
osoby znajdują najlepszym dla mnie lekarstwem przybycie tutaj Ludwiki (…).
Więc przywieźcie, matko Ludwiko i córko Ludwiko, naparstek i druty, dam Wam
chustki do znaczenia i pończochy do robienia i spędzicie tu na świeżym powietrzu
parę miesięcy ze starym bratem i wujem (…). Tak mi się Ludwiki chce (…). Mam
nadzieję, że konsylium familijne mi ją przyślę; kto wie, czy jej nie odprowadzę,
jeśli pozdrowieję. Dopiero byśmy się wszyscy uścisnęli. Tylko jeszcze bez peruk
i z zębami! (…) Wasz brat – przywiązany, ale słaby…".
Wojciech Grzymała pisał o ostatnich miesiącach Chopina: "Lato spędził w Chaillot.
Ale ani przecudowne położenie, ani promienie słońca nie zdołały go rozweselić,
nie dały mu nawet zapomnieć o cierpieniu. Jedna tylko prawdziwa pociecha
wzmocniła na nowo bicie słabego serca. Przyjechała siostra Chopina, którą tak
bardzo kochał; przyjechała z dalekiej Północy, mimo wielkich trudności, jakie
musiała zwalczać, by pozwolono jej opuścić Warszawę i przyjechać do Paryża.
Musiała nadto rozstać się z matką, mężem i dziećmi, by objąć obowiązki
pielęgniarki przy biednym swym bracie. Przez kilka dni zmiana była widoczna i
dobroczynna, ale był to ostatni uśmiech życia".
Donosiła Ludwika z Paryża,
14 sierpnia 1849 r.: "Jestem więc tutaj z moim najdroższym Fryderykiem, który
jest bardzo cierpiący (…), bardzo zmęczony i więcej niż kiedykolwiek cierpi na
bezsenność i napady kaszlu". Chopin dopisał z rezygnacją: "Upadam z senności i
osłabienia. Będzie, jak ma być (…). Dyszę, kaszlę i ospały jestem; nic nie
robię, nic mi się nie chce". Cyprian Kamil Norwid odwiedził Chopina owych dni
ostatniej jesieni. Wspomina w "Czarnych kwiatach": "Siostra artysty siedziała
przy nim, dziwnie z profilu doń podobna (…). On w cieniu głębokiego łóżka z
firankami na poduszkach oparty i okręcony szalem, piękny był bardzo, tak jak
zawsze…".
Ludwika pisała mężowi: "Długo w nocy przy nim siedzę (…). Przyjechałam go
dozorować, pocieszać, znosić wszystko, byle jemu chwilę ulgi w cierpieniach
przynieść, a on w nocy lubił gawędzić, opowiadać mi smutki swoje i przelewać w
kochające i pojmujące go serce to, co go najmocniej dotykało. Do ostatniej
chwili łudziłam się nadzieją…".
Norwid opowiada, że gdy żegnał Chopina, "on, uścisnąwszy mię za rękę, odrzucił
sobie włosy z czoła i rzekł: 'Wynoszę się’. I począł kaszlać, (…) całując go w
ramię, rzekłem, jak się mówi do osoby silnej i męstwo znającej: 'Wynosisz się
tak co rok… a przecież, chwała Bogu, oglądamy cię przy życiu’. A Chopin na to,
kończąc przerwane mu kaszlem słowa, rzekł: 'Mówię ci, że wynoszę się z
mieszkania tego na plac Vendôme’".
Miało to być jego mieszkanie ostatnie.
"Jest w niebie"
Jednej z ostatnich nocy prosił siostrę, by zabrała jego serce do Warszawy, a do
trumny wsypała mu ziemię polską, którą ofiarowano mu, gdy wyjeżdżał w
listopadzie 1830 r. z Warszawy i którą zawsze w srebrnej czarce miał ze sobą.
Mamy wiele relacji różnorodnych – mniej lub bardziej wiarygodnych,
opowiadających o odejściu Chopina. Jego ostatnim chwilom towarzyszyli, obok
Ludwiki, przyjaciele i uczniowie. Była wśród nich Jane Stirling – kochająca go
Szkotka, która dyskretnie wspierała go w tych tragicznych dniach pomocą
finansową. Być może była także Solange. Delfina Potocka – nierozstrzygnięta do
dziś tajemnica młodzieńczej miłości – śpiewała na jego prośbę prawdopodobnie
hymn "Do Matki Boskiej"… Z Rzymu przyjechał przyjaciel lat dziecinnych, ksiądz
Aleksander Jełowicki. Zachował się jego obszerny list z października 1849 r.,
relacjonujący ostatnie spotkania z Chopinem: "Pobiegłem do tego od lat
dziecinnych przyjaciela mego, którego dusza tym droższa mi była. Uścisnęliśmy
się wzajem (…). Nędzniał i gasł widocznie…". Żarliwie wierzący kapłan
przekonał Chopina, by zechciał się wyspowiadać. "Jakżeż wziąć tę miłą duszę, by
ją oddać Bogu? (…) I podałem Chopinowi Pana Jezusa ukrzyżowanego, składając Go
w milczeniu na jego dwie ręce. I z obu oczu trysnęły mu łzy. 'Czy wierzysz?’ –
zapytałem. Odpowiedział: 'Wierzę’. 'Jak Cię matka nauczyła?’. Odpowiedział: 'Jak
mię nauczyła matka!’. I wpatrując się w Pana Jezusa ukrzyżowanego, w potoku łez
swoich odbył spowiedź świętą. I przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam
prosił (…). Cierpliwość, zdanie się na Boga, a często i rozradowanie
towarzyszyły mu aż do ostatniego tchnienia (…). W samym skonaniu jeszcze raz
powtórzył Najsłodsze Imiona: Jezus, Maria, Józef, przycisnął krzyż do ust i do
serca swego i ostatnim tchnieniem wymówił te słowa: 'Jestem u źródła
szczęścia!…’. I skonał. Tak umarł Chopin! Módlcie się, ażeby żył wiecznie".
Kilku wiarygodnych świadków przywołuje jeden z ostatnich okrzyków Chopina:
"Matka, moja biedna matka!". Wydawało mu się, że ujrzał ją przy sobie,
zapłakaną. Gdy lekarz zapytał, czy bardzo cierpi, usłyszał krótką i przytomną
odpowiedź: "Już nie".
Ludwika napisała do męża jedno zdanie, datując "z Wtorku na Środę, 17
października, druga w nocy roku 1849.
O mój najdroższy, już go nie ma".
Chopin prosił, by na jego pogrzebie zaśpiewano "Requiem" Mozarta. Ludwika
napisała: "Byli jego najlepsi przyjaciele, prosiłam ich, aby się wszystkim, co
potrzeba, zajęli. On nigdy nie lubił zbytków, ale lubił wszystko szlachetne i
uczciwe, więc niech nie będzie zbytków, ale niech niczego nie żałują na pogrzeb
mego najdroższego brata".
30 października 1849 r. po nabożeństwie żałobnym w kościele
św. Magdaleny w Paryżu odbył się pogrzeb Fryderyka Chopina na cmentarzu PÝre
Lachaise, gdzie rok później miał stanąć pomniczek dłuta Augusta Clesingera, męża
Solange, która żegnała Chopina takim epitafium: "Chopin! To wspaniały człowiek,
oryginalny i cudowny geniusz, to czułość, oddanie, honor, doskonałe maniery,
łagodny dowcip, wesoły i lekko ironiczny, niezmierzona hojność… Hojność
każdego rodzaju: umysłu, serca, talentu, sakiewki. Dorastałam pod fortepianem
Chopina, a oczarowanie jego boską muzyką pozostało mi w pamięci wśród nazbyt
rzadkich miłych wspomnień z dzieciństwa (…). Szacunek, uwielbienie, prawdziwy
kult przetrwał w uczuciach wszystkich, którzy go znali i słyszeli. Nikt nie był
podobny do Chopina. Nikt nie wyjaśni, kim naprawdę był i jaka męczeńska śmierć,
jakie męczeńskie życie stało się udziałem istoty tak doskonałej i czystej. Na
pewno jest w niebie".
"Był czysty jak łza"
Prawdziwym aniołem opiekuńczym pamiątek po Chopinie okazała się Jane Stirling. W
Warszawskim Towarzystwie imienia Fryderyka Chopina znajdują się listy Jane do
Ludwiki z Chopinów Jędrzejewiczowej, ukochanej siostry Fryderyka. Pisane
angielską francuszczyzną były tłumaczone po raz pierwszy przez panią Hannę
Wróblewską-Straus do mego telewizyjnego serialu "Kobiety ich życia", do odcinka
"Muzy Fryderyka". Oto monolog Jane Stirling zawierający tych listów
najistotniejsze fragmenty: "Byłam na PÝre Lachaise. Wieńce położone przez nas są
zielone jeszcze. Zaniosłam mu trochę białych wrzosów – kwiatów szczęścia mojej
Szkocji. Wysyłam do Polski skrzynię z książkami, listy, firanki, bibeloty i
kwiaty z doniczek, które stały w jego salonie. Wysyłam małe krzesełko i poduszkę
z czerwonej skóry, którą on własnymi rękami tak często na nie kładł. Pozwoliłam
sobie zrobić kopię dla siebie. Prace przy budowie pomnika trwają. Czy
moglibyście mi przysłać grudkę ziemi z Polski?
Najdroższa przyjaciółko! Wiem, jak wszystkie Wasze serca opłakują te straszne
chwile roku 1849. Ale dla niego czas już nie jest ciężarem – on jest wyzwolony
od swych cierpień. Niechaj droga Matka Pani nie myśli, że o Niej zapomniano.
Proszę serdecznie Ją ucałować ode mnie i powiedzieć, że Jej błogosławieństwo
noszę w swym sercu.
Fortepian winien być wysłany drogą morską. Zamawiam więc specjalną blaszaną
skrzynię, aby uchronić fortepian od wilgoci i niechaj Bóg sprawi, żeby ta
drogocenna relikwia dotarła bez uszkodzeń do Polski. Wczoraj zagrałam na nim to,
co zawsze nazywałam Modlitwą – preludium c-moll dwudzieste. To akordy raczej
niebiańskie niż ziemskie".
W pierwszą rocznicę śmierci Chopina, 17 października roku 1850, Jane pisała do
rodziny Chopina w Warszawie: "Powracam stamtąd. Rankiem była mgła, potem
rozproszyła się i nastał piękny, nieomal letni dzień. Kwiaty zamówiłam wcześniej
– u tego kwiaciarza, gdzie je zawsze kupował. Białe wrzosy, primule, białe dalie
i fijołki. W pudełko za medalionem, który utrwala ze wzruszającym podobieństwem
rysy tej drogiej twarzy, włożyłam napis zawierający nazwisko, daty urodzenia i
śmierci… Uroczystość odsłonięcia pomnika była pełną prostoty. Nie było ludzi
obcych ani obojętnych. Wśród bliskich mu widziałam Solange. Polski ksiądz wziął
grudkę ziemi, którą przysłaliście, i rzucił ją na grób. Powiedział też po
polsku: 'Odpoczywaj w spokoju, zmartwychwstań w chwale’. Zerwałam dla Was białą
różę z bukietu położonego u stóp pomnika. Nie mam odwagi pisać więcej… Nie
chcę powiększać Waszego bólu… Nikt go ukoić nie potrafi… Śmierć jego była
zgonem duszy czystej, pełnej rezygnacji i wiary, najlżejsza obawa życia
pozagrobowego nie pojawiła się i nie omroczyła ostatnich jego chwil. Była w nim
ufność wiary i miłości, bo był czysty jak łza".
Gdzie skarb Twój – tam serce Twoje!
Ignacy Jan Paderewski w stulecie urodzin Chopina, w 1910 r., powiedział, że
Chopin "był kapłanem, co nas rozproszonych w święty Ojczyzny zaopatrywał
sakrament".
Powróciło do Polski – tak jak sobie życzył – jego serce. Napisał młody Stefan
Żeromski: "W kościele Świętego Krzyża patrzyłem na pomnik Chopina i na napis
'Gdzie skarb Twój – tam serce Twoje!’. Nie można było geniuszowi temu położyć
innego napisu – skarbem był dla Niego kraj – skarbem wyśpiewanym w pieśniach –
melodiach serca". Serce Chopina ocalało cudem podczas pożogi Powstania
Warszawskiego.
Dobiega oto końca Rok Chopinowski. W naszym Konkursie "Arsenał Warszawa",
adresowanym do młodzieży szkół warszawskich, a przygotowywanym pod patronatem
Stowarzyszenia Katolickiego Karan i pani prezydent miasta stołecznego Warszawy,
udało nam się nie tylko przygotować piękny wieczór poświęcony Chopinowi o
powiązaniu jego życia z twórczością, lecz także nagrodziliśmy Grand Prix
znakomitą pracę ucznia Gimnazjum imienia świętego Stanisława Kostki – Maćka
Malinowskiego, opowiadającą dzieje pomnika Fryderyka Chopina w Łazienkach
Królewskich w Warszawie. Maciek Malinowski zrelacjonował dramatyczne losy
pomnika od roku 1902, gdy narodził się pomysł wzniesienia tego monumentu,
poprzez wielki dzień odsłonięcia go jako pierwszego pomnika w wolnej Warszawie
14 listopada 1926 r. – po dramatyczną chwilę, gdy w maju 1940 r. Niemcy
wysadzili ten pomnik w powietrze. Przetopiony na amunicję, zbezczeszczony, miał
dzielić los jego muzyki zabronionej przez niemieckich okupantów. Przypomnijmy,
że fortepian Chopina, który z takim pietyzmem Jane Stirling wysłała do Polski,
został zniszczony przez innego okupanta – podczas Powstania Styczniowego Moskale
wyrzucili ten bezcenny instrument przez okno mieszkania siostry Fryderyka –
Izabeli, co stało się genezą poematu Norwida "Fortepian Chopina", gdzie "ideał
sięgnął bruku".
W maju roku 1958 pomnik Chopina powrócił do Łazienek. Maciek Malinowski w swojej
znakomitej pracy przeprowadził niezwykle cenny wywiad z wnukiem i imiennikiem
twórcy pomnika – znakomitego rzeźbiarza Wacława Szymanowskiego. Wzbogacił także
swą pracę bardzo ciekawą ankietą, zadając pytanie odwiedzającym Łazienki
turystom: Jakie refleksje budzi pomnik? Oto niektóre odpowiedzi: wiatr, zaduma,
tajemnica, kruchość życia, nostalgia, wierzba – symbol odrodzenia.
Piętnastoletni autor pracy przypomniał także, iż na cokole pomnika wyryto słowa
Adama Mickiewicza:
Płomień rozgryzie malowane dzieje
Skarby mieczowi spustoszą
złodzieje –
Pieśń ujdzie cało!
I zakończył swo ją pracę młody warszawiak pytaniem: Czy jest pieśń tak ukochana,
droga i wzruszająca?
Powiedział Żeromski: "Z Chopinem trzeba być sam na sam, aby z nim cierpieć,
śnić, kochać i tęsknić". Dziękuję wszystkim, dzięki którym mogłam być przez
dziesięć miesięcy sam na sam z Chopinem. Dziękuję Redakcji "Naszego Dziennika" –
jedynego pisma polskiego, które poświęciło genialnemu kompozytorowi cały cykl
publikacji o jego życiu i twórczości. Dziękuję Andrzejowi Matulowi, który
wywalczył w I Programie Polskiego Radia jedną godzinę w miesiącu dla Chopina.
Grażyna Barszczewska rewelacyjnie zagrała w tym naszym serialu radiowym postać
pani George Sand. Dziękuję dwóm wspaniałym dziewczętom z "Arsenału Warszawa":
Oleńce Rutkowskiej i Monice Powierży, które współtworzyły ze mną każdy odcinek.
Chopinowską gościnę ofiarowały mi biblioteki polskie: imienia Władysława
Reymonta w Wieruszowie, imienia Stefana Żeromskiego w Kutnie, imienia Zbigniewa
Herberta w Gorzowie Wielkopolskim, w Chrzanowie i Ozorkowie imienia Krzysztofa
Kamila Baczyńskiego, a także w Woli Mysłowskiej, której kierowniczka – pani Ewa
Konieczna – zorganizowała szereg świetnych konkursów chopinowskich dla
młodzieży. Dziękuję za szansę opowieści o Chopinie Liceum imienia Polskiej
Macierzy Szkolnej w Mińsku Mazowieckim i Zamkowi Książąt Pomorskich w
Szczecinie. Dzięki burmistrzowi miasta Zakopane Januszowi Majchrowi oraz
naczelnik Wydziału Kultury druhnie Joasi Staszak dane nam było przygotować w
rocznicę pożegnania kompozytora – 17 października – wielki koncert "Chopin po
góralsku" z udziałem młodzieży z dwóch świetnych szkół zakopiańskich – Liceum
imienia Oswalda Balzera i Zespołu Szkół imienia Władysława Zamoyskiego,
recytującej wiersze o Chopinie. Oto jeden z nich, nadesłany w pięknym tomiku
"Poemat o moim Chopinie" przez młodego poetę z Poznania Dominika Górnego. Wiersz
ten recytowany przez harcerkę zakopiańską – Basię, ma szczególną wymowę wobec
faktu żałosnego ogołocenia dworu w Żelazowej Woli, który zieje smutkiem i
pustką: "Staję w progach muzyki/ Fryderyku/ za kilka nut/ z alei kasztanowców/
przeniosę się/ do zielonych/ krużganków wspomnień/ stary nokturn/ przywoła
korowód chmur/ etiudy rozedrgają/ akord tęsknoty/ za sonatą deszczu/ z jej tonów
/ swój bieg odgadnie/ nurt Utraty -/ rzeki której imię/ wywróżyło rozstanie z
Ojczyzną".
"Chopin po góralsku"! Znakomita kapela imienia Tomasza Skupnia – mistrza sztuki
dudziarskiej na Podhalu, która czerpie z najczystszych źródeł muzyki góralskiej
i działa pod dyrekcją młodego, fenomenalnie utalentowanego prymisty – Sławka
Zięby-Drzymalskiego, przygotowała na nasz koncert nie tylko mazurki i walce,
lecz także Etiudę Rewolucyjną, łącząc ją z burzliwą nutą melodii góralskich. Na
nasz koncert przyszły tłumy i wiwatom dla kapeli nie było końca. Utrwalił
wszystko w zapisie filmowym Maciek Stasiński ze Studia "Watra".
Chcę jeszcze wyrazić dziękczynienie Bogusławowi Kaczyńskiemu za przepiękny album
poświęcony Chopinowi, a także pani dyrektor Centrum Animacji Kultury w Poznaniu
Lenie Bednarskiej za nadesłanie cennej edycji pióra Joanny i Jerzego Sobczaków
"Chopin a Wielkopolska". I cieszę się, że już 18 grudnia na scenę Teatru
Wielkiego imienia Stanisława Moniuszki w Poznaniu powraca nasz spektakl "Wigilie
Polskie" z wielką sekwencją poświęconą Chopinowi. Z albumu "Chopin a
Wielkopolska" dowiedziałam się, że swój nekrolog, z którego przecież wzięliśmy
tytuł całego naszego cyklu, wysłał Cyprian Kamil Norwid właśnie do "Dziennika
Polskiego" w Poznaniu: "Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata
obywatel, Fryderyk Chopin zeszedł z tego świata… Umiał on najtrudniejsze
sztuki zadanie rozwiązywać z tajemniczą biegłością – umiał bowiem zbierać kwiaty
polne, rosy z nich ani puchu nie otrząsając. I umiał je w gwiazdy całej świecące
Europie, ideału sztuką przepromieniać. Przezeń Ludu polskiego porozrzucane łzy
po polach w dyjademie ludzkości się zebrały na dyjament piękna. I to uczynił
Fryderyk Chopin. Cały prawie żywot poza krajem – spędził dla kraju. Wszędzie
jest – bo w Ojczyzny duchu mądrze przestawał – i w Ojczyźnie spoczął, bo jest
wszędzie…".
Barbara Wachowicz
