fot. TV Trwam

R. Bahjat: chrześcijanie nadal są w Iraku i nigdy nie zginą

Chciałbym wam powiedzieć, że chrześcijanie nadal są w Iraku i że nigdy nie zginą. Zachowamy naszą wiarę, choć jest nas już niewielu – powiedział Ryan Bahjat, chrześcijanin mieszkający w Iraku. Ryan Bahjat w rozmowie z TV Trwam opisał sytuację chrześcijan w swoim kraju oraz ich relację z muzułmanami.

***

Jak masz na imię? skąd pochodzisz?

Nazywam się Ryan Bahjat. Pochodzę z Kirkuk w Iraku, obecnie też mieszkam w Iraku.

Jestem żonaty. Mam jednego syna. Z zawodu jestem inżynierem paliw, pracuję dla koncernu naftowego w Kirkuk. Oboje z żoną jesteśmy katolikami. Moja żona pochodzi z Bagdadu i jest lekarzem. Współpracuje z Caritasem przy naszym kościele. Jesteśmy wierzącą rodziną, angażujemy się w działanie Grupy Emmaus działającej przy naszym kościele, która skupia młodych katolików z naszej diecezji.

Irak to kraj, który można nazwać kolebką chrześcijaństwa. Wiemy jednak, że dziś jest to kraj muzułmański. Jak wyglądają codzienne relacje między wyznawcami chrześcijaństwa a muzułmanami?

Irak to kraj położony na Bliskim Wschodzie. Tak naprawdę jest to łono chrześcijaństwa w tym regionie. Chrześcijaństwo przyniósł, bowiem do Iraku św. Tomasz Apostoł już w I wieku. Dziś w Iraku współżyje ze sobą wiele religii i nacji – mamy i chrześcijan, i muzułmanów, Kurdów, Arabów czy Turkmenów, ale żyjemy wszyscy w pokoju i wzajemnej miłości. Ja sam mówię po arabsku i kurdyjsku oraz w języku aramejskim – języku Jezusa Chrystusa. Chrześcijanie i muzułmanie w Iraku żyją ze sobą w pokoju, odwiedzamy się wzajemnie z muzułmanami w ich święta, okazujemy im swoją miłość. Nasze codzienne życie i relacje wyglądają właśnie tak.

W związku z tym to nieprawda, że wszyscy muzułmanie są wyznawcami radykalnego islamu?

Nie, oczywiście że tak nie jest. Skłonność do zła jest niestety elementem ludzkiej natury. Jak wszędzie jedni są ludźmi nastawionymi pokojowo, inni z kolei są źli. Sprawcami tych wszystkich strasznych rzeczy są fundamentaliści islamscy, którzy zwykłych wyznawców islamu ukazują przez to w złym świetle. My dziś w Iraku jesteśmy sąsiadami z muzułmanami, którzy są naszymi przyjaciółmi. Ale przez to, że jestem chrześcijaninem, mogę pokazać im, że religia ma nas zbliżać do Boga, a nie dzieje się tak wtedy, kiedy przeradza się ona w radykalny fanatyzm.

Jak wygląda sytuacja polityczna w Iraku?

Aktualnie sytuacja polityczna jest bardzo zła. Po wojnie wywołanej przez Amerykanów w 2003 roku poziom bezpieczeństwa w naszym kraju zaczął drastycznie spadać. Po tym jak w 2014 roku do północnego Iraku wkroczyło Państwo Islamskie i zaczęło okupować chrześcijańskie miasta i wioski, setki tysięcy wyznawców Chrystusa musiało opuścić swoje domy i gospodarstwa, niektórzy musieli wręcz opuścić kraj. A to tylko dlatego, że wierzą w Chrystusa. Przedtem społeczność chrześcijan w Iraku liczyła 2 miliony mieszkańców, dziś jest nas zaledwie 200 tysięcy. Wielu młodych ludzi opuściło Irak w poszukiwaniu bezpieczeństwa. Niestety, sytuacja w Iraku jest dziś bardzo zła. Ponad połowa mieszkańców naszego kraju musiała opuścić swoje domy i uciekła do innych, bezpieczniejszych miast.

Czy można powiedzieć, że bycie chrześcijaninem w Iraku jest dziś niebezpieczne?

Niestety, dziś na całym Bliskim Wschodzie być chrześcijaninem nie jest łatwo. Stale jesteśmy zagrożeni ze strony islamskich fundamentalistów i złej mentalności islamskiej, która wpływa na naszą sytuację w wielu aspektach. Każdy, kto nie jest muzułmaninem, jest uważany za niewiernego. Oczywiście są muzułmanie, którzy nie podzielają tych poglądów i wierzą w to, że choć na różne sposoby, ale wyznajemy wiarę w tego samego Boga i jesteśmy braćmi w wierze. Nie zmienia to jednak faktu, że my dziś – jako chrześcijanie w Iraku -jesteśmy zagrożeni. Zwłaszcza w miastach, w których nie ma dobrego prawa, działają swego rodzaju grupy milicji, które mają za zadanie zastraszać chrześcijan i zmuszać ich do opuszczenia swoich domów, żeby na ich miejsce mogli przyjść muzułmanie, którzy zajmą ich posiadłości. Staramy się wieść normalne życie, wyznawać nasza wiarę i żyć spokojnie, tak jak to się dzieje w Europie czy chociażby w Polsce, ale oczywiście nasza sytuacja jest zgoła inna i jest to niestety niemożliwe.

To straszne, że w Iraku, w którym chrześcijaństwo istnieje już od I wieku, mają miejsce wydarzenia, które zmuszają Irakijczyków do ucieczki z własnego kraju.

To smutne, ale niestety tak jest. Chrześcijaństwo na Bliskim Wschodzie rodziło się właśnie m.in. w Iraku. Mamy wiele antycznych świątyń z tamtego czasu, blisko 700 znajdowało się na terenie opanowanym przez Państwo Islamskie. Niestety zostały zniszczone, wysadzone w powietrze. Tak jak wspominałem, liczba chrześcijan w Iraku drastycznie spadła po 2014 roku. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w każdą niedzielę żegnamy się przynajmniej z jedną rodziną. Nasi przyjaciele decydują się na ucieczkę i to ma na nas ogromny wpływ. Tracimy naszych przyjaciół i rodziny, czasami to są nawet 2-3 rodziny jednego dnia. To bardzo smutne. Ale jednocześnie te doświadczenia czynią nas silniejszymi. Nie chcemy i nie opuścimy naszych domów. Oczywiście to wielkie niebezpieczeństwo, ale coś w środku każe pozostać w naszych domach i kościołach. Nie jest łatwo opuścić kościół, w którym spędziło się całe życie, w którym zostałem ochrzczony, wziąłem ślub. Wielu ludzi pyta się mnie „Kiedy opuszczę kościół?”. Odpowiadam, że wtedy, kiedy księża zamkną drzwi – wtedy opuszczę kościół. Wystarczyło zaledwie 12 ludzi, 12 uczniów, żeby zanieść Słowo Boże na cały świat. Było ich tylko 12. Z pewnością stać nas przynajmniej na tyle samo, co ich.

Miłosierdzie – to słowo w ostatnim roku pojawiało się w wielu kontekstach. Właśnie przeżywamy ostatnie dni Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia ogłoszonego przez Papieża Franciszka. Jak to miłosierdzie wyraża się w waszym życiu?

Miłosierdzie jest czymś niezwykle pięknym. Wiedział o tym doskonale Papież Franciszek. Bardzo potrzebowaliśmy tego Roku Miłosierdzia w Kościele. Ten czas nauczył nas tego jak mamy postępować, aby być miłosiernymi. Mamy patrzeć w oczy Jezusa Chrystusa i pytać samych siebie – jak mamy kochać innych tą miłością, jaką kocha Jezus? Papież mówił o 14 aktach miłosierdzia względem bliźnich. “Głodnych nakarmić” – brzmi jeden z nich. Posłuchaliśmy tego wezwania i pomagaliśmy w obozach dla uchodźców poprzez zbieranie żywności i odzieży, którą dzieliliśmy się z tymi biednymi ludźmi, którzy musieli opuścić swoje domy. Pomagamy nie tylko chrześcijanom, ale również muzułmanom. Pomagamy chorym. Opłacamy ich rachunki medyczne i pomagamy dostać się do szpitala. Zbieramy ubrania dla ludzi, którzy uciekając ze swoich domów musieli zostawić wszystko za sobą, nie mogli nic zabrać ze sobą. Zakładamy specjalne fundusze, odkładając pieniądze z naszych pensji, żeby móc pomóc ludziom, którzy dziś są bez domu, wygnani z własnych miast.

Jak wobec tego wszystkiego powinna się zachować Europa?

Myślę, że w tym Roku Miłosierdzia, który jeszcze przeżywamy, państwa europejskie muszą sobie uświadomić, że utrzymanie pokoju to nie jest kwestia tylko i wyłącznie pokoju w samej Europie, ale również na Bliskim Wschodzie. Jeśli miałbym o coś prosić kraje Europy, naszych braci i siostry w wierze, to o to, aby nie uważali zapraszania uchodźców do siebie za rozwiązanie obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie. To naprawdę nie jest kwestia przyjęcia ich w Europie. Rozwiązaniem jest zaprowadzenie stałego pokoju na Bliskim Wschodzie. Potrzebujemy wsparcia duchowego, ale również finansowego. Ale nie jest dobrym rozwiązaniem masowe przyjmowanie uchodźców. Tak jak każdy, również my chcemy zostać w naszym kraju, w naszych domach, gospodarstwach. Bardzo trudno jest zacząć żyć w obcym społeczeństwie. Dlatego prosimy Europę o pomoc w zaprowadzeniu stałego pokoju w naszych krajach, żebyśmy mogli tam dalej żyć, jako chrześcijanie w swoim kraju.

Jakie przesłanie chciałbyś przekazać dziś światu?

Chciałbym wam powiedzieć, że chrześcijanie nadal są w Iraku i że nigdy nie zginą. Zachowamy naszą wiarę, choć jest nas już niewielu. Prosimy jednak o pomoc naszych chrześcijańskich braci z Europy. I chcemy też podziękować tym wszystkim, którzy modlą się za nas i wspierają nas chrześcijan w Iraku. Kiedy spotykamy chrześcijan z innych krajów i pytają się nas, czy jesteśmy chrześcijanami – z dumą odpowiadamy, że tak, nie wstydzimy się tego, jesteśmy częścią Chrystusowego Kościoła i będziemy trwać w wierze w Jezusa Chrystusa.

Marta Telakowska, TV Trwam/RIRM

drukuj