Protest pracowników służby zdrowia w Warszawie
Ulicami Warszawy w sobotę przeszedł protest medyków. Uczestnicy manifestacji chcieli m.in. wyższych pensji, na poziomie średniej europejskiej. Za nierealne ich postulaty uznał rząd. Do protestu nie przyłączyła się „Solidarność”.
Wśród protestujących byli rezydenci, lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni. Na transparentach pojawiły się hasła: „Żądamy godnych zarobków” czy „Pandemia braków pielęgniarek i położnych trwa od lat”.
Protestujący żądali zwiększenia nakładów na służbę zdrowia, odejścia od biurokracji i wyższych zarobków.
– Chcemy, żeby nakłady na całą służbę zdrowia były bliższe średniej europejskiej, a nie znajdowały się gdzieś na dnie – mówił jeden z protestujących.
Na ulicach Warszawy wiele razy wybrzmiał postulat o natychmiastowej zmianie w Ustawie o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, która została przyjęta niedawno.
– Ustawa bardzo dyskryminuje koleżanki, zwłaszcza z dużym doświadczeniem, nie mające wykształcenia akademickiego, bo magisterium nie jest podniesieniem kwalifikacji zawodowych, tylko jest to tytuł naukowy – wyjaśniła jedna z protestujących.
Wśród protestujących nie było „Solidarności”. Przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”, Maria Ochman, tłumaczy, że rząd nie unika rozmów ze związkowcami i właśnie ustawa o minimalnym wynagrodzeniu w służbie zdrowia była ważnym krokiem naprzód. Oznaczała wyższe pensje dla tysięcy osób.
– Domyślam się, dlaczego ustawa nie podoba się środowisku lekarskiemu i pielęgniarskiemu – dlatego że w tej ustawie zauważono wszystkich pracowników, począwszy od salowych po lekarzy – powiedziała Maria Ochman.
Ci, którzy wyszli w sobotę na ulice, mówią o braku dialogu i rozczarowaniu rządem.
– W obecnych czasach jest dużo mówione, a guzik robione – mówiła jedna z protestujących.
– Pan minister w ogóle nie dyskutuje z pielęgniarkami – wtórowała inna z uczestniczek.
Minister zdrowia jest innego zdania. Zaznaczył, że to protestujący zerwali rozmowy. Mieli już przed piątkowym spotkaniem otrzymać informację, że udziału w rozmowach nie planuje premier. Kiedy do rozmów zasiadł jedynie minister, protestujący odeszli od stołu. Postulaty, jakie zgłaszają, rząd uznał za nierealne.
– To jest 105 mld zł i to nie w dalszej perspektywie czasowej, tylko w perspektywie kilku miesięcy (od przyszłego roku). A w tym roku miałoby to być dodatkowe 25 mld zł – poinformował minister Adam Niedzielski na antenie Radia Zet.
Protestujących nie przekonują zapewnienia premiera, że w najbliższych latach wydatki na zdrowie będą rosły, by osiągnąć 7 procent PKB. Premier powiedział, że 100 mld zł na zdrowie Polska wydaje dzisiaj.
– To tak, jakby to było drugie tyle. My dążymy do tego, ale w ciągu kilku lat, a nie w ciągu roku czy dwóch – wskazał premier Mateusz Morawiecki.
Także „Solidarność” uznała, że postulaty osób, które wyszły w sobotę na ulice, mają charakter zaporowy. Maria Ochman przypomniała, że „Solidarność” protestowała wtedy, kiedy przyszłość służby zdrowia naprawdę można było kreślić w ciemnych kolorach.
– Protestowała wtedy, kiedy w grę wchodziła obrona szpitali przed prywatyzacją, kiedy przez osiem lat rządów PO-PSL nie było ani jednego grosza podwyżki. Wtedy środowiska, które jest dzisiaj, (z nami – red.) nie było – powiedziała Maria Ochman.
„Solidarność” postulowała, by skończyć z porozumieniami zawieranymi tylko z wybranymi grupami pracowników służby zdrowia. Sobotni protest zakończył się przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Powstało Białe Miasteczko. Na wtorek protestujących do rozmów zaprosił minister zdrowia, Adam Niedzielski.
TV Trwam News



