Prof. W. Roszkowski: Pod wpływem sowieckiego terroru ludzie bali się chodzić do kościoła. Ks. Antoni Czerwiński pozostał z wiernymi
Pod wpływem terroru i ateizacji w szkołach sowieckich liczba wiernych parafii stale topniała. Pod koniec lat 30. ksiądz Antoni Czerwiński służy już tylko ok. 300 osobom we Władykaukazie. Ludzie po prostu bali się chodzić do kościoła – mówił w swoim wtorkowym felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja prof. Wojciech Roszkowski, historyk.
Prof. Wojciech Roszkowski, zwracając w swoim felietonie uwagę na znaczenie Kościoła w życiu Polaków, którzy po I wojnie światowej znaleźli się na terenach należących do Związku Sowieckiego, przywołał historię ks. Antoniego Czerwińskiego.
– Przyszedł na świat w 1881 r. w Biłgoraju, w rodzinie ubogiego rzemieślnika. (…) Potem rodzice małego Antoniego przeprowadzili się na Krym w poszukiwaniu lepszych źródeł utrzymania. W 1894 r. trzynastoletni Antoni rozpoczął naukę w seminarium w Saratowie. Kontynuował ją w seminarium duchownym wyższego szczebla, a w latach 1902-1906 studiował na Akademii Duchownej w Petersburgu. Święcenia kapłańskie przyjął jeszcze w trakcie studiów w kwietniu 1905 r. i został wikariuszem przy parafii katedralnej w Saratowie. Jednocześnie pełnił obowiązki sekretarza i kapelana biskupa tyraspolskiego Józefa Kesslera, którego znał od dzieciństwa. Lata 1906-1911 były w życiu księdza Czerwińskiego wypełnione ogromną aktywnością duszpasterską i edukacyjną wśród katolików diecezji tyraspolskiej, którzy byli najczęściej Niemcami lub Polakami. W 1911 r. biskup Kessler wysłał księdza Czerwińskiego na nową placówkę, mianując go administratorem parafii i katechetą w gimnazjach miasta Władykaukaz, gdzie musiał skonsolidować społeczność wiernych po skandalu, jakim było opuszczenie parafii przez księdza, który odszedł z kobietą. Dwutysięczna społeczność katolicka tej parafii składała się głównie z Polaków, Litwinów, Niemców i Ormian – mówił historyk.
Po rewolucji bolszewickiej, a także po odzyskaniu niepodległości przez Polskę i Litwę, na miejscu pozostało już nieco mniej niż połowa wiernych, zwłaszcza Polaków i Litwinów. Jednak ks. Antoni Czerwiński pozostał z nimi, na terytorium opanowanym przez skrajnie antyreligijny reżim.
– Przetrwał pierwszą falę prześladowań w latach 20., pozostając jednak ostatnim duchownym katolickim we wschodniej części północnego Kaukazu. [Rządy komunistów były dla księdza – radiomaryja.pl] Czerwińskiego poważnym zagrożeniem, gdyż władze sowieckie były w posiadaniu listu pasterskiego biskupa z lata 1918 r., w którym to przed wyjazdem nazwał bolszewików antychrystami i zapowiadał ekskomunikę wszystkim ich współpracownikom. Pod wpływem terroru i ateizacji w szkołach sowieckich liczba wiernych parafii stale topniała. Pod koniec lat 30. ksiądz Czerwiński służy już tylko ok. 300 osobom. Ludzie po prostu bali się chodzić do kościoła. Nasilały się aresztowania wśród wiernych. 2 grudnia 1936 r. NKWD uwięziło księdza Czerwińskiego pod zarzutem działalności w związku z ugrupowaniem kontrrewolucyjnym, czyli Kościołem, na podstawie zeznań wydobytych z udręczonych śledztwem aresztantów. Mimo że nie przyznawał się do zarzucanych win, oskarżono go dodatkowo o dokonywanie „aktów terrorystycznych” – opowiadał prof. Wojciech Roszkowski.
„Wspólnikami” ks. Antoniego Czerwińskiego mieli być wszyscy, z którymi miał styczność, w tym jego siostra i zaufany organista. Na początku listopada 1937 r. kapłan został skazany na karę śmierci. Zamordowano go najprawdopodobniej w dniu 16 stycznia 1938 roku.
Całości felietonu można odsłuchać [tutaj].
radiomaryja.pl




