fot. Katarzyna Cegielska

Prof. W. Roszkowski: Europejskość oderwano od prawdziwych korzeni historycznych

Przynależność do Europy jest dzisiaj hasłem otaczanym niemalże religijną czcią, natomiast nie wiadomo właściwie, co się za tym kryje. Europejskość oderwano od prawdziwych korzeni historycznych – mówił prof. dr hab. Wojciech Roszkowski, historyk, w swoim wystąpieniu pt.: „Korzenie Europy współcześnie odczytane” wygłoszonym podczas [XVII Międzynarodowego Kongresu „Katolicy a tożsamość Europy”]. 

Prof. Wojciech Roszkowski w swojej prelekcji „Korzenie Europy współcześnie odczytane” zaznaczył, że bez silnej tożsamości narodowej nie może być silnej tożsamości europejskiej.

– Przynależność do Europy jest dzisiaj hasłem otaczanym niemalże religijną czcią, (…) natomiast nie wiadomo właściwie, co się za tym kryje. Mam takie wrażenie, że w dzisiaj w języku potocznym słowa „Europa”, podobnie zresztą jak „demokracja”, są słowami chyba najbardziej nadużywanymi i najbardziej oderwanymi od tego, czym powinny one być. Europejskość oderwano od prawdziwych korzeni historycznych – mówił historyk.

Jako przykłady polityki odrywania europejskości od historii i pisania jej na nowo prelegent podał Dom Historii Europejskiej w Brukseli oraz francusko-niemiecki podręcznik do historii. Prof. Wojciech Roszkowski przedstawił w skrócie najważniejsze założenia programowe Domu Historii Europejskiej.

– Te założenia opierały się na dwóch kwestiach. Po pierwsze: tożsamość narodowa jest niedobra, bo prowadzi do nacjonalizmu, wojen i wszystkiego złego, a Kościół jest problemem do rozwiązania w duchu marksistowskim. (…) Można powiedzieć, że Dom Historii Europejskiej jest materializacją (w postaci polityki pamięci) manifestu z Ventotene. Tam chodzi o zbudowanie jednolitej pseudotożsamości europejskiej (…) kosztem narodu i religii – zwrócił uwagę prelegent.

Na muzealnej wystawie próżno szukać informacji o trzech filarach europejskości, jakimi są: filozofia grecka, prawo rzymskie i chrześcijaństwo. Na ekspozycji znalazło się za to miejsce dla Karola Marksa i walki klas w kontekście historii Europy (choć w starożytności i średniowieczu klas społecznych w rozumieniu marksistowskim nie było) czy rewolucji bolszewickiej. O powstaniu suwerennych państw narodowych po I wojnie światowej, takich jak Polska, Estonia, Litwa, Łotwa czy Węgry wspomina się tylko w kontekście problemów, jakie występowały tam z powodu nagromadzenia mniejszości etnicznych.

Prof. Wojciech Roszkowski zwrócił uwagę, że tego, co w formie obrazkowej przekazuje się w Domu Historii Europejskiej, wkrótce – jeśli w życie wejdą zmiany traktatowe – będzie uczyć się młodzież w całej Unii Europejskiej. Już teraz taki program realizuje francusko-niemiecki podręcznik do historii.

– Czym jest Europa [uczniowie – radiomaryja.pl] się nie dowiedzą. Myślę, że w podręczniku jakiś akapit ogólniejszej refleksji powinien się pojawić. Nie, tego nie ma. Uczniowie są zasypani mnóstwem drobiazgów, które właściwie nie składają się na obraz Europy jako czegoś wyjątkowego, a więc tego, że to jest teren po pierwsze scementowany przez chrześcijaństwo, ale także czerpiący z tradycji krytycznej filozofii greckiej i prawa rzymskiego. Również (…) – i to już jest kompletnie marksistowski odchył tego podręcznika – nie dowiedzą się, dlaczego Europejczycy ekspandowali w świat. A jeżeli się dowiedzą, to tylko, że dlatego, że byli bardzo niedobrzy, a nie dlatego, że byli sprawni ekonomicznie – zwrócił uwagę historyk.

W podręczniku ma mowy o rozwoju gospodarczym czy licznych wynalazkach poprawiających jakość życia i zrozumienie świata, a rewolucja przemysłowa została zaledwie napomknięta. Niewiele jest tam również informacji o Kościele, a przynajmniej nie pozytywnych. Pominięto np. wątek katolickiej nauki społecznej wypracowanej w obliczu wyzwań industrializacji i kapitalizmu. Bez poruszenia tej tematyki Kościół jawi się jako instytucja zacofana i skostniała.

Podręcznik przedstawia też bardzo czarno-biały podział na demokrację i autorytaryzm. Na mapce ilustrującej systemy polityczne w poszczególnych krajach zrównano np. totalitaryzm Trzeciej Rzeszy i ułomną demokrację w Polsce doby sanacji, oznaczając je tym samym kolorem reprezentującym „systemy autorytarne”.

– Uczeń z tego podręcznika nie dowie się, że istniało coś takiego jako rozróżnienie między autorytaryzmem a totalitaryzmem, a ono jest zasadnicze – zaznaczył prof. Wojciech Roszkowski.

W podręczniku zauważalna jest też narracja antyamerykańska. Nie ma w nim mowy m.in. o amerykańskiej polityce bezpieczeństwa w czasach zimnej wojny.

Po macoszemu potraktowano też kwestie dotyczące kultury – również materialnej.

radiomaryja.pl

drukuj