fot. PAP/EPA

Polska w ogniu krytyki niemieckich władz

Zachodnie media opublikowały wyniki śledztwa w sprawie Nord Stream. Oskarżają w nim polskie służby o współpracę z podejrzanym o zniszczenie gazociągu.

Niespełna dwa lata minęły od zniszczenia trzech z czterech nitek dwóch gazociągów Nord Stream. Do wybuchu doszło na głębokości około 80 metrów na dnie Morza Bałtyckiego. Polska prowadzi własne dochodzenie w sprawie eksplozji. Na razie nie przedstawiono nikomu zarzutów. Zarzuty natomiast przedstawiły niemieckie media polskim służbom.

W opublikowanym śledztwie dziennikarskim czytamy, że podejrzany przez niemieckich śledczych Wołodymyr Ż., mógł zostać ostrzeżony przez polskie służby o zamiarze aresztowania go. Reporterzy mieli ustalić, że mężczyzna przekroczył granicę samochodem należącym do ukraińskiej ambasady w Warszawie, który posiadał dyplomatyczne tablice rejestracyjne. Niemieckie służby mówią: „Nie zapomnimy tego Polsce”.

Szef polskiej dyplomacji, Radosław Sikorski, odpowiedział.

„My też nie zapomnimy” – powiedział Radosław Sikorski.

Gazociąg Nord Stream 1 przez lata dostarczał rosyjski gaz ziemny do Niemiec. Z kolei Nord Stream 2, po inwazji Rosji na Ukrainę, nie został uruchomiony. Niemiecka prasa pytała też o to, jaką rolę w całej sprawie odegrała Polska.

Oliwy do ognia dolała wypowiedź jednego z byłych szefów niemieckiej agencji wywiadowczej, który sugeruje, że Niemcy w reakcji na zniszczenie gazociągów powinny żądać odszkodowań. Padały sugestie, że wysadzenie gazociągów było elementem porozumienia prezydentów Polski i Ukrainy.

TV Trwam News

drukuj