fot. flickr.com

Polska i Węgry zablokowały projekt dot. utworzenia stałego mechanizmu oceny praworządności

Polska i Węgry zablokowały projekt konkluzji, przygotowany na podstawie propozycji Komisji Europejskiej, dotyczących utworzenia stałego mechanizmu oceny praworządności. 26 pozostałych delegacji poparło konkluzję lub nie wyraziło sprzeciwu.

Komisja Europejska zaproponowała utworzenie mechanizmu, który kontrolowałby wymiar sprawiedliwości, system antykorupcyjny, przestrzeganie konstytucji i wolności mediów we wszystkich państwach członkowskich. Obawy przed tak głębokim monitoringiem na własnym podwórku wyraziły Polska i Węgry.

– Trzeba powiedzieć, że jest to wyłącznie pretekst do tego, żeby mieć kolejne podstawy, już w tym momencie formalno–prawne, do atakowania Polski za suwerenne wykonywanie swojej władzy na terenie państwa – podkreślił adwokat Stanisław Zapotoczny.

Procedura zaproponowana przez szefową Komisji Europejskiej miała być ukłonem w stronę naszego rządu, który domagał się równego traktowania. Polska i Węgry chcą jednak, by kontrolę przeprowadzały same państwa, a nie Komisja.

– Wprowadzenie takiego aktu byłoby batem na wszystkie inne kraje, a w szczególności takie, jak Polska czy Węgry, które w nielicznych przypadkach pozwalają sobie mieć zdanie nieco odrębne niż przedstawiciele państw najsilniejszych, czyli Francji i Niemiec. W takim układzie niewątpliwie uchylenie się od wprowadzenia tych przepisów było słuszne – ocenił Stanisław Zapotoczny.

Z kolei Judit Varga, węgierska minister sprawiedliwości, napisała w jednym z artykułów, że nie można obiektywnie zmierzyć rządów prawa, więc zastosowanie jednakowej kontroli dla wszystkich państw członkowskich byłoby błędem.

– Troska o praworządność powinna bardziej uwzględniać specyfikę państw członkowskich i nie próbować narzucać sztucznych, uniwersalnych ram dla wszystkich. Unia Europejska próbuje kontrolować obszary, co do których nie ma kompetencji, a propozycja wprowadzenia mechanizmu praworządności jest sprzeczna z traktatami – zaznaczyła Judit Varga.

Nowa procedura zakładała również, że kraje, które nie będą przestrzegać ustalonych mechanizmów praworządności, zostaną pozbawione dopłat z budżetu Unii. Dlatego, jak podkreślił europoseł Zbigniew Kuźmiuk, reakcja Polski i Węgier była prawidłowa.

– Projekt przygotowany przez Komisję Europejską jest projektem kuriozalnym. Próbuje przy pomocy nieostrych kryteriów uzależnić wypłatę dużych pieniędzy dla poszczególnych krajów członkowskich, przy czym ocenę pozostawia urzędnikom, komisji i parlamentowi – wskazał europoseł Zbigniew Kuźmiuk.

Mechanizm oceny praworządności miałby być niezależny od istniejącej już procedury z art 7. unijnego traktatu, który dotyczył stwierdzenia wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez kraj członkowski wartości unijnych. W ocenie wielu polityków procedura okazała się jednak bezskuteczna.

– Tzw. procedura z art. 7 traktatu nigdy nie miała swojego właściwego uzasadnienia. Została utworzona ze względu na niezdolność do rozwiązania tego problemu przez ustępującą Komisję Europejską. Tak samo dziś nie ma swojego uzasadnienia – powiedział minister ds. europejskich Konrad Szymański.

To właśnie ta procedura podzieliła Unię Europejską na wschód i zachód. Komisja, zamiast doprowadzić do zaufania i jedności, które powinno być fundamentem Wspólnoty, oczekuje jednostronnego dostosowania się wszystkich członków, nie zwracając uwagi na charakterystykę poszczególnych państw.

TV Trwam News

drukuj