Pod biało-czerwoną szachownicą

Wśród uczestników wojny polsko-bolszewickiej byli lotnicy, żołnierze
najmłodszego wówczas rodzaju broni. Zasłynęli walkami w powietrzu,
brawurowo szturmowali kawalerię sowiecką, wzbudzając panikę w jej
szeregach. Tak wykuwała się legenda polskich skrzydeł, każde pokolenie
dopisywało do niej nową kartę chwały.

Stefan Drzewiecki, Adam
Haber-Włyński, Bronisław Matyjewicz-Maciejewicz, Grzegorz Piotrowski,
Czesław Tański czy Michał Scipio del Campo – to nazwiska znane
entuzjastom lotnictwa na całym świecie. Po wybuchu I wojny światowej
Polacy trafili do formacji lotniczych państw zaborczych. Nie było ich
wielu, lotnictwo predestynowało ludzi obytych z techniką, a o tych nie
było łatwo na ziemiach polskich. Dodatkowo Polacy nie cieszyli się
zaufaniem zaborców. Stosunkowo najtrudniej karierę lotnika można było
zrobić w kajzerowskich Niemczech. Niewątpliwie naszym najsłynniejszym
lotnikiem z tego zaboru był Mieczysław Garsztka, as myśliwski, który
niestety zginął w katastrofie lotniczej wkrótce po powrocie do kraju w
1919 roku. Lepsze perspektywy czekały naszych lotników w zaborze
rosyjskim czy austriackim. Jan Nagórski, pierwszy lotnik Arktyki,
zasłynął lotami bojowymi nad Bałtykiem, po I wojnie jednak w naszym
lotnictwie nie służył. Antoni Mroczkowski był jednym z
najskuteczniejszych pilotów myśliwskich carskiego lotnictwa i jednym z
wyróżniających się pilotów okresu walk o niepodległość. W lotnictwie
austriackim służyli m.in. Stefan Bastyr i Stefan Stec, o których będzie
jeszcze mowa. Kilku lotników trafiło też na szkolenie i staż do Francji.

Niewątpliwie najbardziej „egzotyczny” los przypadł Ludomiłowi
Rayskiemu. Kierownictwo Polskiej Organizacji Wojskowej usiłowało
umieszczać swoich członków tam, gdzie zdobyliby możliwie najlepsze
kwalifikacje, niezbędne przyszłemu państwu polskiemu. Rayski został więc
skierowany do… Turcji. Tam w wojskach samochodowych walczył z
desantem pod Gallipoli, a później zgłosił się do lotnictwa, stajął się
jednym z najbardziej zasłużonych lotników imperium otomańskiego. Po
powrocie do kraju służył w lotnictwie myśliwskim i bombowym, dosłużył
się stanowiska dowódcy lotnictwa. Po wybuchu II wojny światowej
prześladowany przez generała Władysława Sikorskiego i jego popleczników
przedostał się do Finlandii, ale nie zdążył wziąć udziału w walkach. W
Wielkiej Brytanii zgłosił się do transportu lotniczego i rozprowadzał
samoloty po Afryce i Dalekim Wschodzie. Po śmierci Sikorskiego powrócił
do polskiego lotnictwa, na ochotnika wykonywał loty bojowe na rzecz 2.
Korpusu i ze zrzutami dla powstańców w Warszawie. Zmarł na emigracji w
1977 roku.

Narodziny biało-czerwonej szachownicy

Gdy
jesienią 1918 r. niepodległość Polski stawała się faktem, lotnicy
zaczęli wracać do kraju, by służyć swoją wiedzą, swoim doświadczeniem,
ale też i licznymi kontaktami, które umożliwiły młodemu państwu zakup
tak pożądanych samolotów.
W powszechnym chaosie towarzyszącym
tworzeniu się lotnictwa znaki przynależności państwowej nie były
priorytetem. Każdy ośrodek polskiego lotnictwa wprowadzał więc własne
oznaczenia w formie biało-czerwonych pasów, wstęg, tarczy, znaków rodła
itp. Jednakże 15 listopada 1918 r. w Warszawie wylądował kurierski
samolot ze Lwowa z wymalowaną biało-czerwoną szachownicą. Godło to tak
się spodobało podpułkownikowi Hipolitowi Łossowskiemu, że już 1 grudnia
1918 roku zostało przyjęte jako znak rozpoznawczy lotnictwa polskiego.
Szachownica była godłem osobistym porucznika Stefana Steca jeszcze w
czasach austriackich, gdy był wyróżniającym się lotnikiem na froncie
włoskim. Stec, członek POW, przybył do Lwowa w październiku 1918 roku i
po wybuchu walk polsko-ukraińskich stał się jednym z pierwszych pilotów
wojskowych, który wykonywał loty z lotniska Lewandówka. To z tego
miejsca 5 listopada 1918 r. załoga w składzie: porucznicy Janusz de
Beaurain i Stefan Bastyr, wykonała historyczny pierwszy lot bojowy
polskiego lotnictwa. Eskadra Steca wkrótce uzyskała numer 6 i przypadł
jej zaszczyt pierwszego zwycięstwa powietrznego dla polskich skrzydeł:
24 lutego 1919 r. podchorąży Stanisław Pietruski, lecąc z sierżantem
pilotem Józefem Cagaskiem, zestrzelił ukraińskiego myśliwca Nieuport.
Sam Stec został w kwietniu 1919 r. dowódcą 7. Eskadry Wywiadowczej i 29
kwietnia 1919 r. zestrzelił ukraiński samolot, odnosząc tym samym
pierwsze zwycięstwo dla polskiego lotnictwa myśliwskiego.
Skierowany
do powstającego przemysłu lotniczego zginął w katastrofie lotniczej w
maju 1921 roku. Blisko rok wcześniej, w czerwcu 1920 r., w katastrofie
na lotnisku Lewandówka śmierć poniósł Stefan Bastyr. Janusz de Beaurain w
czasie kolejnej wojny został uwięziony w obozie karnym WP na Wyspie
Węży, gdzie przetrzymywano przeciwników politycznych gen. Władysława
Sikorskiego. Do czynnej służby już nie powrócił, zmarł w Edynburgu w
1959 r. i tam został pochowany.

Gwiaździsta Eskadra

W
połowie 1919 r. do generała Tadeusza Rozwadowskiego zgłosili się
amerykańscy lotnicy – Merian C. Cooper i Cedric Fauntleroy. Za ich
namową Rozwadowski zdecydował się rozpocząć zaciąg wśród amerykańskich
lotników. Plany utworzenia Legionu Amerykańskiego zostały jednak
zablokowane przez marszałka Józefa Piłsudskiego. Pierwsi lotnicy zostali
przydzieleni do słynnej z walk o Lwów 7. Eskadry w październiku 1919
roku. W listopadzie, w miejsce Ludomiła Rayskiego, dowództwo objął major
Fauntleroy. Pod jego rozkazami eskadra wzięła udział w wyprawie
kijowskiej i późniejszej obronie Lwowa. Z powodu braku przeciwnika w
powietrzu lotnicy zajmowali się atakowaniem celów naziemnych, w tym
konnicy Budionnego.
Przez eskadrę przeszło w sumie 21 amerykańskich
lotników. Jeden z nich, porucznik Elliot Chess, zaprojektował
charakterystyczne godło jednostki, od 31 grudnia 1919 r. noszącej imię
Tadeusza Kościuszki. W eskadrze służyło też kilku pilotów polskich,
obsługa także była polska, rozpowszechniane więc informacje, że to
Amerykanie stworzyli polskie lotnictwo, są mocno przesadzone. Oprócz
lotników amerykańskich w naszym lotnictwie służyli też ochotnicy z
różnych krajów europejskich, a w personelu naziemnym jednej z eskadr
poznańskich trafili się nawet murzyni.
Amerykańscy lotnicy stali się
bohaterami najdroższej produkcji dwudziestolecia – nakręconego w 1930 r.
batalistycznego filmu „Gwiaździsta eskadra” w reżyserii Leonarda
Buczkowskiego. Niestety, do tej pory nie udało się odnaleźć żadnej kopii
filmu, który prawdopodobnie uległ całkowitemu zniszczeniu. Kolejny film
o Eskadrze Kościuszkowskiej planował nakręcić amerykański producent
filmowy S. Benjamin Fisz, twórca takich klasyków filmu lotniczego, jak
„Bitwa o Anglię” czy „Aces High”. Niestety, przedwczesna śmierć Fisza,
notabene polskiego lotnika, udaremniła te plany.
Eskadra
Kościuszkowska służyła Rzeczypospolitej do końca kampanii wrześniowej.
Odtworzona w Wielkiej Brytanii, święciła triumfy w bitwie o Anglię.
Stała się najskuteczniejszą jednostką myśliwską w historii polskiego
lotnictwa i jedną z największych jego legend.

Spod obcego sztandaru

Wydarzenia
lat 1918-1920 zastały wielu Polaków w różnych zakątkach ogarniętej
rewolucją Rosji. Niewielka część z nich stanęła po stronie rewolucji,
inni wybrali walkę w szeregach białych. Większość próbowała się jednak
wydostać z matni. Juliusz Gilewicz, lotnik I Korpusu Polskiego, został
zmuszony do służby w czerwonym lotnictwie. Pewni jego postawy bolszewicy
oddali mu nawet pod dowództwo eskadrę lotniczą. Gilewicz dobrał sobie
ludzi spośród „elementu reakcyjnego” i bynajmniej nie zamierzał dochować
lojalności czerwonym. W czasie walk odwrotowych w 1919 roku zdarzyło mu
się „zgubić” transport kolejowy z większością wyposażenia eskadry,
który został przejęty przez Wojsko Polskie. Gdy dotarła do niego
informacja, że rodzina wydostała się spod władzy bolszewików, w lipcu
1919 r. przeleciał na stronę polską. Pozostały personel eskadry
zniszczył resztę wyposażenia i także przedostał się do Ojczyzny.
Porucznik Gilewicz z wyróżnieniem i ofiarnością kontynuował walkę w
polskich szeregach. W czasie okupacji niemieckiej działał w konspiracji,
organizował m.in. przerzut lotników na Zachód. Aresztowany, trafił do
KL Auschwitz. Jako komendant obozowego Związku Organizacji Wojskowej
został rozstrzelany 11 października 1943 roku.
W maju 1920 r. na
lotnisku w Żodzinie wylądował lotnik grupy Szyrynkina, Piotr
Abakanowicz. Podobnie jak Gilewicz poprzez szantaż został zmuszony do
służby w szeregach czerwonych, a przy nadarzającej się okazji uciekł na
stronę polską. Poddany weryfikacji, w walkach nie zdążył już wziąć
udziału. Podczas kolejnej wojny był wysokim oficerem sztabowym
Narodowych Sił Zbrojnych. Aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa w
październiku 1945 r., został zamordowany przez strażnika więziennego we
Wronkach 1 czerwca 1948 roku.

Rycerze przestworzy

Starcia
z samolotami wroga w czasie walk o niepodległość zdarzały się niezwykle
rzadko. Jedyną polską jednostką, która toczyła regularne pojedynki
powietrzne, była 19. Eskadra Myśliwska dowodzona przez porucznika
Antoniego Mroczkowskiego. Jednym z jej pilotów był podporucznik Stefan
Pawlikowski, oficer rosyjski, w czasie I wojny światowej wysłany na
szkolenie lotnicze do Francji, gdzie pod koniec wojny latał w eskadrze
myśliwskiej Spa 96, a w listopadzie 1918 r. przeszedł do Armii Polskiej
gen. Hallera we Francji.
W maju 1920 r. 19. Eskadra Myśliwska
toczyła boje w okolicach Borysowa nad Berezyną z samolotami sowieckimi
grupy Szyrinkina. Pawlikowski był jednym z najskuteczniejszych polskich
pilotów, odniósł kilka zwycięstw nad samolotami i balonami przeciwnika. W
1939 r. był dowódcą Brygady Pościgowej, a później polskiego lotnictwa
myśliwskiego w Wielkiej Brytanii. Zginął zestrzelony przez niemieckie
myśliwce w locie bojowym nad Caen 15 maja 1943 roku.

Szturmem w kawalerię Gaja

Zbliżająca
się do Warszawy nawała czerwonej kawalerii wydawała się nie do
powstrzymania. Mogła szybko i sprawnie zmieniać kierunek natarcia,
tropić najsłabsze punkty obrony i dezorganizować linię frontu. Odpowiedź
wrogowi dali polscy lotnicy. Jeszcze bardziej mobilni wyszukiwali
zgrupowania kawalerii i bezwzględnie je atakowali. Wśród wyróżniających
się lotników był podporucznik pilot Zbigniew Babiński z 1. Eskadry
Wywiadowczej. To on opracował taktykę walki z bolszewicką jazdą i jako
pierwszy ruszył do ataku. Zachodził kawalerię od tyłu i lecąc na małej
wysokości, ostrzeliwał ją z karabinów maszynowych, po czym uderzał w
jeźdźców podwoziem własnego samolotu. Wyróżnił się 14 sierpnia 1920 r.,
atakując kawalerię Gaja pod Pułtuskiem.
Szaleńcze ataki Babińskiego i
innych polskich lotników wywarły piorunujące wrażenie na bolszewikach. W
latach 20. przeprowadzili oni szereg manewrów i ćwiczeń wskazujących na
olbrzymią skuteczność lotnictwa w walce z kawalerią. Dalsze prace
studialne doprowadziły do powstania szturmowca Ił-2, jednego z
najsłynniejszych samolotów II wojny światowej. W czasie gdy Ił-2
przybierał swój ostateczny kształt, kpt. Babiński został zamordowany w
Katyniu.

Dziedzictwo

Polskie lotnictwo u progu
niepodległości było niezwykle słabe. Brakowało ludzi, sprzętu, zaplecza
przemysłowego i szkoleniowego. Dzięki ciężkiej pracy w dwudziestoleciu
udało się stworzyć w miarę sprawną i nowoczesną formację, zbudować
podstawy przemysłu lotniczego, wyszkolić pilotów, techników, inżynierów,
a przede wszystkim pozyskać dumę i entuzjazm społeczeństwa. To
wszystko, na co było stać Polskę, zbyt mało, by wygrać kolejną wojnę.
Lotnicy podjęli walkę na wychodźstwie, walkę skuteczną i efektowną.
Dzięki nim legenda polskiego lotnictwa wciąż żyje, a polski lotnik jest
synonimem ofiarności, poświęcenia i odwagi.

Franciszek Grabowski

Autor jest publicystą, znawcą lotnictwa.

 

drukuj