„Pan Tadeusz” we fragmentach, „klasycy” PRL w całości

W gimnazjach i liceach realizowany będzie program „Filmoteka szkolna”. Dobór reżyserów, w tym „pieszczochów” PRL, i tytułów obrazów budzi kontrowersje. Poza tym czy nie lepiej, by młodzież poznawała sztukę wysoką, np. teatr czy operę?

Kiedy ponad trzy lata temu powoływano do życia Państwowy Instytut Sztuki Filmowej, z budżetem 120 mln zł rocznie, wiele osób obawiało się, że nic dobrego z tego nie będzie. Środowisko polskich filmowców skwapliwie sięgnęło do publicznej kasy, choć wcześniej wielokrotnie angażowało się w kampanie polityków krytykujących „publiczne rozdawnictwo”. Teraz Instytut wspólnie z Ministerstwem Edukacji Narodowej i Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego uruchomił pierwszy etap projektu „Filmoteka szkolna” polegający na wyposażeniu gimnazjów i liceów w komplety filmów autorstwa reżyserów, w tym osoby hołubione w PRL. Realizatorem projektu jest Polskie Wydawnictwo Audiowizualne, w którego radzie zasiada związany z Platformą Obywatelską Ryszard Grobelny. Wydawnictwo dostało już pierwszą transzę pieniędzy – 1,1 mln złotych.

W ramach upowszechniania „sztuki filmowej” w szkołach pokazane zostaną m.in. filmy Szulkina, Leszczyńskiego, Fidyka, Łozińskiego, Piwowskiego, Munka, Bajona, Marczewskiego, Wajdy, Kieślowskiego i Hasa. O tym, jak mają je interpretować, powiedzą dzieciom Tomasz Lis i artyści kabaretu Mumio.

Program „Filmoteka szkolna” będzie realizowany przez Państwowy Instytut Sztuki Filmowej oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które objęło projekt swoim patronatem honorowym, a także Polskie Wydawnictwo Audiowizualne.

Projekt został opracowany przez Radę Programową PISF, w skład której poza resortem kultury weszło też m.in. Ministerstwo Edukacji Narodowej, a także przedstawiciele katedr wszystkich głównych ośrodków akademickich w Polsce, filmoznawcy i teoretycy filmu oraz pedagodzy.

Jak zapewnia Agnieszka Odorowicz, dyrektor PISF, uruchomienie programu jest konieczne, gdyż „jest paradoksem, że w dobie niezwykłego rozwoju kultury audiowizualnej, kiedy film jest uznanym zjawiskiem kultury współczesnej, w szkole, obok wychowania literackiego, plastycznego i muzycznego, nie znalazło jeszcze miejsca wychowanie filmowe”.

– Tak jak należy uczyć odbioru dzieła literackiego, trzeba uczyć świadomie odbierać przekazy audiowizualne; uczyć patrzenia, interpretowania i krytycznego przeżywania filmu. Chcieliśmy nauczyć dzieci, że kino nie służy tylko do wyrażania treści, ale też innych informacji, na przykład za pomocą montażu – tłumaczy Odorowicz.

Pierwszy etap programu ma ruszyć jeszcze w pierwszym semestrze tego roku szkolnego. Wszystkie gimnazja oraz licea, czyli ponad 14 tys. szkół, zostanie wyposażonych w specjalne zestawy materiałów. W pakiecie znajdzie się 55 polskich filmów, ułożonych w 26 cykli tematycznych oraz opracowania merytoryczne dla nauczycieli, które mają pomóc w prowadzeniu zajęć. Na każdej płycie DVD znajdzie się film fabularny, jego dopełnieniem będzie z kolei film dokumentalny, animowany oraz eksperymentalny, zawierający wypowiedzi osób ze świata filmu, które będą starały się przekonać młodzież, dlaczego warto zobaczyć dany obraz.

Te osoby to m.in. Tomasz Lis czy członkowie Kabaretu Mumio. Filmy będą emitowane na lekcjach historii, języka polskiego, wiedzy o społeczeństwie i wiedzy o sztuce lub w ramach zajęć pozalekcyjnych.


To będzie „burza mózgów”


Na jednej płytce DVD obok filmów znanych reżyserów znajdą się obrazy młodych twórców. I tak obok filmu fabularnego Kazimierza Kutza „Sól ziemi czarnej” (jest to ballada ludowa osnuta wokół dramatycznych wydarzeń II Powstania Śląskiego z sierpnia 1920 roku) został umieszczony obraz dokumentalny młodego twórcy Grzegorza Packa „Jestem zły”, opowiadający o życiu grupy „dzieci ulicy” jednej z dzielnic Warszawy.

Podobnie obok filmu Krzysztofa Kieślowskiego „Gadające głowy” (to rodzaj sondy socjologicznej, w której bohaterowie mówią o swoich marzeniach, ale w warstwie obrazu właściwie nie dzieje się nic – po prostu głowy są pokazywane jedna po drugiej, a pod każdą umieszczona jest informacja o roku urodzenia), pojawi się film „Zmruż oczy” Andrzeja Jakimowskiego opowiadający o małej dziewczynce, która po ucieczce z domu chroni się u swojego byłego nauczyciela, outsidera, który zbuntował się przeciwko życiu w mieście i osiadł na opustoszałej farmie, pracując jako nocny stróż. Nowy opiekun nie poddaje się naciskom bogatych rodziców, którzy chcą, by dziecko do nich wróciło, i pozwala dziewczynce mieszkać razem z sobą. Analogicznie: obok „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy – krótki film Feliksa Falka „Solidarność, Solidarność”, składający się z 13 etiud na temat 25. rocznicy powstania NSZZ „Solidarność”.

Te same zestawy tematyczne, ale już ilustrowane innymi filmami, znajdą się na portalu internetowym, jaki ma być niebawem uruchomiony. Jak zapewnia PISF, takie „zderzenie” gatunków filmowych i tematów było celowe – chodziło o to, by dać nauczycielom możliwość wyboru w prowadzeniu zajęć, tak by „mogło z tego wyniknąć coś świeżego, by na lekcji mogła powstać ‚burza mózgów’, i by uczniowie zrozumieli, że film jest jedną ze sztuk, jest pewnym pryzmatem, przez który patrzymy na świat”.

Koszt realizacji pierwszego etapu wyniesie 3 mln złotych. Planowany jest również drugi etap, który będzie polegać na emisji filmów zagranicznych. Ma on być zrealizowany za rok i kosztować od 22 do 25 mln złotych. Tak wysoka kwota wynika z wyższych cen za licencję. Na razie Instytut szuka środków na wdrożenie tego projektu.

W opinii naukowców z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, tak zaplanowany repertuar to okazja do reaktywacji filmoteki PRL-owskiej, gdzie większość produkcji, na czele z Wajdą, miała charakter antypolski i miała uwiarygodnić lansowane przez reżim historyczne kłamstwa.

Ponadto nie wiadomo, w jakim stopniu emitowanie filmów na lekcjach – co zajmuje nieco czasu, zaważy choćby na omawianiu kanonu lektur. Próbowaliśmy uzyskać na te pytania odpowiedzi w ministerstwie edukacji. Niestety, daremnie. Otrzymaliśmy jedynie zapewnienie ze strony PISF, iż projekt w niczym nie zmieni zasadniczego programu nauczania.

Zdaniem etyka dr. Marka Czachorowskiego z Wydziału Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, mogą pojawić się w tym względzie pewne wątpliwości, zważywszy na dzisiejszą tendencję do ograniczania roli literatury pięknej w życiu młodego człowieka.

– Gdyby odbyło się to kosztem analizy literatury pięknej, to wówczas biada językowi polskiemu. Nawet gdyby zamiast promowania tej literatury promowało się całkiem dobry film – tłumaczy Czachorowski.

Niebezpieczeństwo to dostrzega również prof. Piotr Jaroszyński, kierownik Katedry Filozofii Kultury KUL, podkreślając przy tym, jak wielka jest siła oddziaływania poprzez obraz.

– Film jest bowiem montażem obrazów, scen, dialogów, którego analiza pod kątem prawdy wymaga współpracy wielu specjalistów i rozpisana musiałaby być na wiele miesięcy. A tego przecież szkoła nie zrobi. Dlatego też środowisko szkolne, czyli uczniowie i nauczyciele, jest w większości wypadków bezbronne wobec swoistej nadinwazji mediów, których rozumiejący i krytyczny odbiór jest w zasadzie niemożliwy. Ponadto pozostaje jeszcze kwestia interpretacji treści filmowej, która w ujęciu projektodawców ma być dowolna. W związku z tym rodzi się pytanie, czy odniesie się to także do filmów historycznych. W takim razie bowiem powstaje jeszcze kwestia nauczania młodzieży zafałszowanej historii. Efektem może więc być chaos, za którym spokojnie ukrywać się mogą najrozmaitsze manipulacje, od ideologicznych, poprzez historyczne, aż po etyczne – mówi prof. Jaroszyński.


Anna Ambroziak
drukuj