Orlen wprowadza podwyżkę cen hurtowych przed obniżką cen paliw
Miało być taniej, a jest drożej. Orlen zdecydował się, by na poziomie hurtowym podnieść ceny oleju napędowego i benzyny. Rządzący przekonują, że zobaczymy niższe ceny na stancach benzynowych, ale dopiero za kilka dni.
W życie weszły ustawy i rozporządzenie obniżające ceny paliw, ale na stacjach benzynowych tego nie widać. Za litr oleju napędowego trzeba zapłacić powyżej ośmiu złotych. Litr benzyny, popularnej „dziewięćdziesiątki piątki”, kosztuje ponad 7 złotych. Senator Koalicji Obywatelskiej, Grzegorz Schetyna, przekonuje, że ceny zaczną spadać za kilka dni.
– We wtorek lub w środę. Te ceny muszą wejść. Cała ta konstrukcja wynikająca najpierw z nowelizacji ustawy, a potem z rozporządzenia potrzebuje czasu – przekonuje Grzegorz Schetyna.
W momencie, gdy Polacy czekają na obniżki cen, Orlen z dnia na dzień podnosi hurtowe stawki paliw mniej więcej o tyle, o ile maleje akcyza. Choć są to ceny hurtowe, to właśnie one stanowią punkt wyjścia dla stawek na stacjach. Przedsiębiorcy, którzy i tak odliczają VAT, nie mają żadnej korzyści – wskazuje kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek.
– Albo obniżamy cenę, albo podwyższamy. Obniżamy podatki, a w tym samym czasie Orlen zarządzany przez ten sam rząd, który obniża podatki, podnosi ceny hurtowe paliw. Po co więc to wszystko? Oszukuje się Polaków – zaznacza Przemysław Czarnek.
Mimo to rządzący przekonują, że już za kilka dni cena za litr benzyny i oleju napędowego ma spaść o około złotówkę. Istotną zmianą jest odprowadzanie podatków od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Rozwiązanie ma przeciwdziałać sytuacjom, w których wzrost cen surowców przekłada się na nieproporcjonalnie wysokie marże firm – mówi senator Centrum, Jacek Trela.
– Żeby nie zarabiano na tym, że cena jest obniżona, a na stacji będzie sprzedawana drożej. Po to też są ceny maksymalne, które będą codziennie weryfikowane – podkreśla Jacek Trela.
Poseł Konfederacji, Bartłomiej Pejo, przekonuje, że zaproponowany mechanizm może rodzić poważne ryzyka.
– Może być tak, że faktycznie zabraknie nam paliwa na stacjach paliw, bo niektórzy właściciele stacji paliw będą musieli ograniczyć sprzedaż albo wręcz zamknąć, jeżeli będzie to dla nich nieopłacalne – zwraca uwagę Bartłomiej Pejo.
W międzyczasie wystrzeliły w górę ceny nawozów azotowych, których rolnicy pilnie potrzebują do wiosennych prac polowych. U dystrybutorów za tonę mocznika trzeba zapłacić ok. 3 tys. złotych, a za tonę saletry amonowej ok. 2 tys. zł. Z wypowiedzi ministra energii, Miłosza Motyki, wynika, że rząd dopiero planuje interwencję.
– Będzie tutaj dyskusja pomiędzy ministrem rolnictwa a ministrem aktywów. Na pewno ta kwestia wymaga w poniedziałek lub we wtorek dyskusji na poziomie europejskim – przyznaje Miłosz Motyka.
Decyzje potrzebne są tu i teraz – mówią rolnicy. Nie dość, że ceny nawozów zwalają z nóg, to w wielu miejscach ich po prostu brakuje – informuje prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, Gustaw Jędrejek, i wskazuje na jedną z przyczyn.
– Zakłady azotowe w Puławach i inne wysyłają nawozy na Ukrainę, a odmawiają sprzedaży polskim rolnikom. Mam doniesienia, że w wagonach węglowych i w cysternach RSM wieziony jest mocznik – mówi Gustaw Jędrejek.
Rolnicy oczekują od resortu rolnictwa m.in. dopłat do wybranych nawozów.
TV Trwam News



