Ojcowie Ojczyzny
Począwszy zwłaszcza od Cycerona, pojawił się w starożytnym Rzymie zwyczaj,
aby nazywać "ojcami ojczyzny" polityków szczególnie zasłużonych w walce o dobro
ojczyzny. Trafnie podkreślano w ten sposób, iż zadaniem rządzących jest czuwanie
nad istnieniem powierzonej im społeczności, czyli każdego obywatela, tak jak
ojcowie powinni czuwać nad swoimi dziećmi. Cyceron otrzymał miano "ojca
ojczyzny" z powodu uratowania Rzymu przed spiskiem Katyliny, który zamierzał
narzucić Rzymowi najordynarniejszą tyranię. Przed taką tyranią nie zamierza nas
chronić aktualnie rządząca w Polsce ekipa polityczna.
Nie zechciała bowiem pokazać wszystkim – a zwłaszcza młodzieży, czyli
pierwszym, którym należy się ojcowska troska ze strony rządzących – iż troszczy
się ona nade wszystko o nasze rozumne funkcjonowanie i z tego powodu pociągnie
Janusza Palikota do odpowiedzialności karnej za nonszalanckie łamanie polskiego
prawa w tym zakresie. Rozumne funkcjonowanie człowieka zostaje wyłączone na
drodze modyfikacji funkcjonowania ludzkiego rozumu za pomocą środków
odurzających, tworzących subiektywne wrażenie, iż jest się albo bestią, albo
bogiem. Tymczasem kondycją człowieka jest owo "pomiędzy", określane przez Hugona
od św. Wiktora jako "nec bestia – nec deus". Reklamowanie przez posła Palikota –
autorytetem posła i tuż pod siedzibą Sejmu, siedzibą samej władzy ustawodawczej
– używania środków odurzających to zatem zamach na samo sedno ludzkiej
egzystencji. Nie spotkało się to jednak z właściwą odpowiedzią ze strony
rozmaitej władzy poinformowanej o faktach (ja sam złożyłem tydzień temu
obywatelski "donos" na akcję Palikota), ale odpowiedzią było milczenie.
Wprawdzie ojcowie nieraz cierpliwie milczą, oczekując sprzyjającej okazji do
zabrania głosu, ale w tym wypadku upływ czasu wyklucza danie posłowi – i ofiarom
jego manipulacji – dobrej politycznej lekcji. Milcząca w tej sprawie władza,
także tzw. czwarta władza – milcząca pewnie nie z roztropności, ale z
tchórzostwa – pokazała zatem wyraźnie, że z "politycznym ojcostwem" nie ma nic
wspólnego. Nie może być jednak ważniejszych spraw niż dobro właściwego
funkcjonowania rozumu naszej młodzieży, stąd raczej także ci, którzy nazywają
się prawicą, nie przypominają "ojców ojczyzny", poszukujących obiektywnego
dobra. Jakiej zatem cnoty brakuje tzw. prawicowej opozycji w Sejmie, która do
tej pory także nie złożyła do prokuratury wniosku o zajęcie się tą arcyważną
"sprawą Palikota"? Podczas uroczystości 11 listopada 2011 r. ze zdumieniem
słuchałem przemówienia Janusza Korwin-Mikkego – stojącego w gronie innych
znanych polityków "prawicy" – skierowanego do młodych przeciwników narodowego
przemarszu. "Zniechęcał" on do PO – całkiem słusznie, ale metodami, z którymi
nie chcę mieć do czynienia – zarzucając tej formacji partyjnej utrudnianie
młodzieży dostępu do "dopalaczy". Obiecał jej też poparcie dla legalizacji
marihuany. Oto zatem także "prawicowe" polityczne deprawowanie i
dezinformowanie, które z ojcowaniem nie ma nic wspólnego.
Marek Czachorowski
