fot. PAP/Adam Warżawa

Odrestaurowano część przedmiotów należących do obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku

W Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku zaprezentowano część poddanych konserwacji przedmiotów należących do pocztowców, którzy 1 września 1939 r. bronili placówki. Chodzi o artefakty znalezione w latach 90. w masowym grobie: będą one eksponowane na wystawie głównej placówki.

W czwartek – w 78. rocznicę rozstrzelania przez Niemców 38 obrońców poczty, którzy przeżyli szturm 1 września i nie zdołali zbiec, w gdańskiej placówce zaprezentowano około 50 odrestaurowanych przedmiotów. Znalazło się wśród nich m.in. wiele guzików, kilka par butów, patki z pocztowych mundurów, okulary, grzebienie, medalik i ślubna obrączka.

Jak wyjaśnił kierownik Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku dr hab. Janusz Trupinda, muzealnicy nie wiedzą, do których konkretnie pocztowców należały poszczególne przedmioty.

Poza obrączką, której właściciela udało się identyfikować” – powiedział w czasie prezentacji Janusz Trupinda.

Kierownik Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku wyjaśnił, że na obrączce wygrawerowana była data – 4 kwiecień 1926 roku i inicjał „PV”.

Ponieważ udało się ustalić, że jeden z pocztowców – Franciszek Klinkosz, w sierpniu 1927 roku ożenił się z Praksedą z domu Vogel, sądzimy, że była to obrączka zaręczynowa” – wyjaśnił Janusz Trupinda.

Jak dodał, konserwacji poddane zostaną wszystkie przedmioty, które w 1991 r. znaleziono w zbiorowej mogile, przy szczątkach pocztowców. Wyjaśnił, że artefaktów jest, około 300, choć w muzealnym inwentarzu kryją się ona pod około 150 pozycjami.

W styczniu przyszłego roku wszystkie odrestaurowane przedmioty mają zostać pokazane na wystawie w Muzeum Poczty Polskiej. Będzie to jednak ekspozycja tymczasowa, bo w placówce trwają prace nad nową wystawą główną. Ulokowana ona będzie nie tylko na parterze historycznego pocztowego obiektu, jak to ma miejsce obecnie, ale także w piwnicach budynku, w których miały miejsce dramatyczne wydarzenia związane z obroną poczty.

Właśnie w piwnicach chcemy zaprezentować wszystkie odnowione, należące do pocztowców przedmioty znalezione w ich mogile” – wyjaśnił Janusz Trupinda.

Konserwację należących do pocztowców przedmiotów przeprowadzają pracownicy Muzeum Archeologicznego w Gdańsku. Cztery piąte środków na ten cel – ponad 68 tys. zł, gdańskie Muzeum Poczty Polskiej pozyskało z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach projektu „Witajcie koledzy! Konserwacja i udostępnienie pamiątek po rozstrzelanych obrońcach Poczty Polskiej w Gdańsku”.

Jak wyjaśnił w czasie czwartkowej uroczystości Janusz Trupinda, tytuł projektu nawiązuje do słów, jakie – nad zbiorową mogiłą pocztowców miał wypowiedzieć Stanisław Tysarczyk – jeden z pracowników polskiego Urzędu Pocztowego, który skończył dyżur 31 sierpnia 1993 r., dzięki czemu ocalał. Słowa te miały brzmieć: „Witajcie koledzy. Niewiele brakowało, a byłbym tutaj razem z Wami”.

Po powołaniu w listopadzie 1920 r. Wolnego Miasta Gdańsk, władzę i kompetencje podzielono w nim pomiędzy II Rzeczpospolitą a Niemcy. Polacy, którzy według różnych źródeł stanowili w Wolnym Mieście od 9 do 14 proc. mieszkańców, otrzymali m.in. przywilej posiadania własnej służby pocztowej i kolejowej. Poczta Polska w Gdańsku miała status instytucji rządowej, a samym urzędom pocztowym nadano przywileje przysługujące jednostkom eksterytorialnym.

Jeszcze wiosną 1939 r., gdy zaczęły przybierać na sile agresywne działania Niemców wobec Polaków, a wojna stawała się coraz bardziej realna, polskie władze postanowiły wzmocnić placówki pocztowe na terenie Gdańska, w tym najważniejszą z nich – Polski Urząd Pocztowo-Telegraficzny nr 1. Pocztowcy z tej placówki, wśród których było sporo rezerwistów, zgromadzili m.in. kilka ręcznych karabinów maszynowych, pistolety oraz niewielką ilość granatów.

1 września 1939 r. o godz. 4.48, równocześnie z ostrzałem z pancernika Schleswig-Holstein polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte, rozpoczął się niemiecki atak na główny polski urząd pocztowy w Gdańsku. W placówce przebywało wówczas około 60 Polaków (historycy nie są w stanie określić ich dokładnej liczby), głównie urzędników pocztowych, ale też dozorca, jego żona i ich 11-letnia wychowanica.

Ze strony niemieckiej w akcji brało udział około 180 policjantów (część z nich była w odwodzie) oraz nieustalona liczba esesmanów. Niemcy przypuścili kilka ataków na pocztę, w tym z użyciem dział i wozów pancernych. Zniszczenia w naziemnej części obiektu zmusiły Polaków do zejścia do piwnicy, skąd kontynuowali obronę. Aby zmusić pocztowców do kapitulacji, hitlerowcy podpalili budynek, tłocząc najpierw do jego piwnic benzynę. Zabarykadowana w piwnicy załoga poczty około godz. 18.00 postanowiła się poddać.

Według najnowszych ustaleń dokonanych przez historyka Jana Daniluka, w walce – od kul, ognia i innych obrażeń, zginęło ośmioro obrońców: tożsamości dwóch z nich – ofiar pożaru, nie udało się ustalić. Na skutek odniesionych ran zmarło pięć kolejnych dorosłych osób oraz 11-letnia wychowanica pocztowego dozorcy. Pięciu pocztowców zdołało uciec w zamieszeniu powstałym po kapitulacji.

We wrześniu 1939 r. 38 obrońców poczty, którzy przeżyli wrześniowy szturm i nie zdołali zbiec, stanęło przed niemieckim sądem wojennym, który – wbrew międzynarodowym konwencjom i lokalnemu prawu, skazał ich na śmierć za „działalność partyzancką”. 5 października hitlerowcy rozstrzelali skazanych. Ciała pochowano w nieoznaczonym miejscu. Na zbiorową mogiłę natrafiono w sierpniu 1991 r. w czasie prac budowlanych na gdańskim osiedlu Zaspa.

W maju 1998 r. Krajowy Sąd w Lubece uniewinnił obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, skazanych na śmierć i rozstrzelanych. Sąd uznał, że we wrześniu 1939 r. na terenie Wolnego Miasta Gdańsk nie obowiązywało prawo wojenne III Rzeszy, na mocy którego – i to „z rażącym naruszeniem” tych przepisów – skazano polskich obrońców gdańskiej poczty. Lubecki sąd stwierdził, że postępowanie członków sądu, który wydał wyrok na pocztowców, można zakwalifikować jako zbrodnię sądową (justizmord).

 

PAP/RIRM

drukuj