O. John Bartunek dla „Naszego Dziennika”: W Polsce usłyszałem głos powołania
Nie rozumiałem teologii, ale nie mogłem zaprzeczyć prawdziwości wiary tych ludzi i realnej obecności Boga podczas Mszy św. [w Nowej Hucie]. Gdy wracałem do akademika, w tramwaju otrzymałem powołanie do kapłaństwa. Po prostu rozmyślałem o tym, czego doświadczyłem i co usłyszałem, jak nasz Pan powiedział do mnie bardzo wyraźnie: „John, powinieneś zostać księdzem”. Prawie się roześmiałem, bo nawet nie byłem katolikiem, a jako ewangelik nigdy nie myślałem o byciu pastorem. Ale to był początek mojego powołania – powiedział o. John Bartunek, wykładowca akademicki i duchowy opiekun na planie filmu „Pasja” Mela Gibsona, [w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”].
„Nasz Dziennik”: Zanim przyjął Ksiądz wiarę katolicką i został kapłanem, był protestantem, nauczycielem historii, aktorem i trenerem baseballu. Historia wstąpienia Księdza do Kościoła katolickiego to materiał na dobry film, a Polska i kościół Arka Pana w Nowej Hucie zajmują w niej ważne miejsce. Proszę opowiedzieć o tym naszym Czytelnikom.
O. John Bartunek: Na początku moich studiów historycznych na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii spędziłem rok we Florencji we Włoszech, a potem przez wiosenny kwartał 1989 roku przebywałem w Krakowie, to było jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego. Podczas pobytu we Włoszech zakochałem się w sztuce, kulturze i historii Kościoła katolickiego. Byłem wtedy nawróconym ewangelikiem, ale nie rozumiałem katolicyzmu. Niektórzy nawet mnie uczyli, że katolicy nie są chrześcijanami. Nie rozumiałem wówczas wiary katolickiej. Zgłębiałem w Polsce sytuację waszego kraju w czasach komunizmu. Poznawałem podczas studiów polską kulturę i stało się dla mnie jasne, że Kościół katolicki był dla Polaków prawdziwym bastionem nadziei i światła w tych trudnych czasach. To naprawdę mnie zaintrygowało. We Włoszech zgłębiałem historię Kościoła i podziwiałem sztukę katolicką, a w Polsce mogłem obserwować żywą obecność wiary katolickiej w życiu Narodu i Kościół broniący ludzi, godności ludzkiej i sprawiedliwości. Poszedłem do kościoła Arka Pana w Nowej Hucie, ponieważ słyszałem, że jest to bardzo ważne i symboliczne miejsce dla tamtejszych katolików. Powody tej wizyty były czysto poznawcze – pewnego niedzielnego poranka udałem się tam na Mszę św. w ramach doświadczenia kulturalnego, związanego z przedmiotem moich studiów.
Dotarłem tam wcześniej, wszedłem na balkon i znalazłem miejsce, gdzie nikt by mnie nie widział, ale mogłem obserwować, co się dzieje. Nie rozumiałem wtedy istoty Mszy św., ale bardzo dobrze pamiętam kościół zapełniający się ludźmi. Wydaje mi się, że w kościele nie było ławek, ludzie po prostu stali i klęczeli na podłodze. Przynajmniej tak to zapamiętałem. A potem w momencie konsekracji i podniesienia Hostii te setki ludzi w kościele na kolanach, w całkowitej ciszy, adorowało naszego Pana, który właśnie stał się obecny w Eucharystii. Poruszyło mnie to bardzo głęboko. Nie rozumiałem teologii, ale nie mogłem zaprzeczyć prawdziwości wiary tych ludzi i realnej obecności Boga podczas tej Mszy św. Gdy wracałem do akademika, w tramwaju otrzymałem powołanie do kapłaństwa. Po prostu rozmyślałem o tym, czego doświadczyłem i co usłyszałem, jak nasz Pan powiedział do mnie bardzo wyraźnie: „John, powinieneś zostać księdzem”. Prawie się roześmiałem, bo nawet nie byłem katolikiem, a jako ewangelik nigdy nie myślałem o byciu pastorem. Ale to był początek mojego powołania.
Co wydarzyło się później, jak potoczyły się Księdza losy?
To była wiosna 1989 roku, od tamtego momentu ten pomysł tak naprawdę nigdy nie zniknął z mojej głowy. Wróciłem do Stanów Zjednoczonych, do Kalifornii, na ostatni rok studiów. Zacząłem wówczas spotykać się z katolickim księdzem, który posługiwał na terenie kampusu jako kapelan tamtejszej wspólnoty katolickiej. W ten sposób mogłem dowiadywać się więcej o wierze katolickiej. Skończyłem studia i podjąłem pracę jako nauczyciel w liceum. Uczyłem młodzież historii zachodniej cywilizacji, miałem więc okazję przestudiować na nowo rolę katolicyzmu w rozwoju kultury Zachodu, nad czym tak naprawdę wcześniej się nie pochylałem. Bardzo mnie to intrygowało. Z perspektywy czasu widzę, że po prostu coraz bardziej zakochiwałem się w Kościele katolickim. Miałem kilku przyjaciół i nauczycieli, którzy mi w tym towarzyszyli, i zawsze miałem kierownika duchowego, godnego zaufania księdza, który mi pomagał. W grudniu 1991 roku zostałem rzymskim katolikiem i chciałam od razu wstąpić do zakonu, ale poradzono mi, abym poczekał i jeszcze to rozeznał. Kolejny rok poświęciłem wtedy pracy w teatrze w Chicago, także jako aktor. Ale moje serce było cały czas gdzie indziej, nie opuszczała mnie myśl o kapłaństwie. Powołanie było tak silne.
Dziś należy Ksiądz do Zgromadzenia Legionistów Chrystusa i podkreśla, że jest to miejsce realizacji osobistego powołania. Co wpłynęło na ten wybór?
W 1993 roku wstąpiłem do seminarium duchownego Legionistów Chrystusa w Cheshire w stanie Connecticut, a 10 lat później w Wigilię Bożego Narodzenia przyjąłem święcenia kapłańskie w Rzymie. Byłem po studiach filozoficzno-teologicznych i humanistycznych, po dwuletniej formacji do nowicjatu i kilkuletnim stażu apostolskim. Legioniści mają bardzo głęboką formację – zwykle potrzeba 10-12 lat, zanim zostanie się wyświęconym. I tak zostałem kapłanem katolickim. Moja rodzina nie była zbyt przychylna mojemu powołaniu, ale ostatecznie zaakceptowała mój wybór.
To, co naprawdę kocham w moim zgromadzeniu, to radosna ortodoksja – wierność Kościołowi i Papieżowi. Kocham głęboką i wymagającą formację, silnego ducha wspólnoty, prawdziwe braterstwo i naszą misję, polegającą na pracy ramię w ramię ze świeckimi, aby naprawdę formować chrześcijańskich przywódców i odnawiać kulturę chrześcijańską. Odnawiamy chrześcijański etos, gdziekolwiek jesteśmy. Nasza duchowość jest dla mnie ujmująca, także dlatego, że jest niezmiernie prosta – bardzo chrystocentryczna i bardzo maryjna. Formacja przyszłego kapłana w naszym zgromadzeniu ma także silny rys liturgiczny i koncentruje się wokół Eucharystii, co wpisuje się w moją osobistą duchowość.
Nie jest Ksiądz jedyną osobą, która nawróciła się po doświadczeniu obecności Chrystusa w Eucharystii. Tam gdzie adoruje się Jezusa w Najświętszym Sakramencie, dzieją się wielkie rzeczy. Duchowość eucharystyczna prowadzi Księdza przez życie?
Z perspektywy czasu widzę, że doświadczałem obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, która pocieszała mnie i wzmacniała w różnych momentach życia. Mój zakon jest częścią ruchu kościelnego zwanego Regnum Christi, który skupia świeckich, konsekrowane świeckie kobiety i mężczyzn, a także legionistów Chrystusa. W Regnum Christi zawsze dajemy centralne miejsce Najświętszemu Sakramentowi.
W najtrudniejszych momentach mojego powołania, przeżywania kapłaństwa i różnych wyzwań, jakich doświadczałem przez lata, prawdziwą kotwicą był dla mnie czas spędzany w kaplicy z Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Codzienna Msza św. jest dla mnie najważniejszym momentem dnia. Jezus w swojej mądrości chce być obecny w Eucharystii i to jest dla nas wielki dar. On dobrze wie, że nie zawsze wszystko rozumiemy, że bywa nam ciężko i chce być obecny w naszej rzeczywistości. Nie jest Bogiem odległym, ale Bogiem bliskim. Jego wcielenie w pewnym sensie trwa przez Eucharystię w bardzo szczególny sposób. To zawsze była ważna część mojej osobistej duchowości, jak i duchowości mojego zakonu.
W lipcu w USA odbywa się doroczna piękna inicjatywa pod nazwą Narodowa Pielgrzymka Eucharystyczna. To część programu Narodowego Odrodzenia Eucharystycznego, który trwa w USA od 2022 roku. Czy widzi Ksiądz owoce tej inicjatywy w USA?
Odrodzenie pobożności eucharystycznej widać szczególnie wyraźnie wśród młodych ludzi. To niezmiernie ważne, aby Kościół nadal rozwijał pobożność eucharystyczną i pomagał wszystkim wiernym głęboko przeżywać Mszę św. oraz zachęcał do adoracji Najświętszego Sakramentu. W Stanach Zjednoczonych Konferencja Episkopatu w ostatnim czasie podejmuje intensywne działania, które są wezwaniem do odrodzenia eucharystycznego. Tego lata odbył się w USA Kongres Eucharystyczny. To naprawdę jednoczy Kościół. Jak zapewne wiecie, w Stanach Zjednoczonych środowisko polityczne jest bardzo spolaryzowane, co wpływa również na życie katolików. Tym, co nas wszystkich łączy i buduje jedność, jest właśnie przeżywanie Eucharystii.
Jest Ksiądz także autorem wielu książek o duchowości, m.in. „Inside the Passion”, która jest zakulisowym opisem filmu „Pasja” Mela Gibsona. Był Ksiądz duchowym konsultantem przy tej produkcji. Jak trafił Ksiądz na plan „Pasji” i jaki ślad odcisnęło to w Księdza życiu?
Kiedy Mel Gibson kręcił „Pasję” w Rzymie, studiowałem we Włoszech i zaangażowałem się w ten projekt. Udzieliłem duchowego wsparcia osobom pracującym nad filmem, a następnie napisałem książkę, o której pani wspomniała. Zawiera ona jedyne oficjalne wyjaśnienie przebiegu filmu scena po scenie. Spędziłem dużo czasu z Melem Gibsonem i innymi osobami pracującymi nad filmem, dużo rozmawialiśmy, zadawałem im wiele pytań o rozumienie poszczególnych scen pod względem artystycznym i duchowym, a owoce tych rozmów znalazły się właśnie w książce „Inside the Passion”. To było naprawdę wspaniałe doświadczenie. Kiedy zaczynałem pracę nad filmem, kończyłem studia teologiczne, a tuż przed premierą filmu przyjąłem święcenia. Więc gdy przygotowywałem się do bycia kapłanem, aby celebrować mękę naszego Pana poprzez ofiarę Mszy św., spędziłem rok na planie tego wspaniałego dzieła sztuki, które obrazuje mękę Chrystusa. To było dla mnie naprawdę opatrznościowe i bardzo poruszające przeżycie, a zarazem potwierdzenie mojego powołania. Ponieważ, jak wspomniałem wcześniej, moją pierwotną ścieżką kariery, gdy byłem młody, było aktorstwo, a także pisanie scenariuszy i produkcja filmów o tematyce historycznej. Biorąc udział w tym filmie, połączyłem doświadczenia artystyczne i formację kapłańską, i dzięki temu mogłem pomóc przełożyć niektóre duchowe znaczenia na artystyczną interpretację. Zatem było to wspaniałe doświadczenie. Jestem wdzięczny, że mogłem pracować z Melem Gibsonem, a wszyscy ludzie zaangażowani w ten film naprawdę wykonali niezwykłą pracę.
Jest Ksiądz zaangażowany w prace nad kolejną częścią „Pasji”, która ma być poświęcona zmartwychwstaniu?
Wiem, że pojawiały się doniesienia o pracy Mela nad kolejnym filmem, ale nie jestem już w to zaangażowany i nie znam żadnych szczegółów tych prac.
Przez wiele lat był Ksiądz wykładowcą na Regina Apostolorum w Rzymie, dzieląc czas między USA i Europę. Jak społeczeństwa Starego Kontynentu oraz Ameryki różnią się w obszarze religijności i jak możemy się wzajemnie ubogacać?
Istnieje zarówno wiele różnic, jak i podobieństw między społeczeństwem amerykańskim i europejskim. Powszechnym zjawiskiem jest rosnąca sekularyzacja w całej zachodniej cywilizacji, występuje ona nie tylko w USA, lecz także w Europie. My, chrześcijanie, musimy temu przeciwdziałać, odzyskując i w pewnym sensie ożywiając chrześcijański etos, który leży u źródeł naszych kultur i naszych społeczeństw. W USA obecność protestantów jest znacznie bardziej widoczna niż w takich krajach Europy, jak na przykład Polska, więc to nas różni. Jednak największym wyzwaniem, jakie stoi przez katolikami zarówno w Europie, jak i w USA, jest sekularyzacja. Postrzegam ją również jako szansę, ponieważ obecnie widzimy pokolenia ludzi, którzy dorastali bez wiedzy o chrześcijaństwie, i odkrywam w nich dużą otwartość na wartości duchowe. Musimy być w stanie odpowiedzieć na duchowe tęsknoty współczesnych ludzi. Musimy ich zrozumieć, nawiązać z nimi kontakt i pokazać, w jaki sposób sam Chrystus jest prawdziwym spełnieniem wszystkich tych tęsknot. Wyzwanie, jakie stoi przed nami, polega na znalezieniu nowych i twórczych sposobów ukazania, w jaki sposób wiara i Chrystus w swojej żywej obecności odpowiada na najgłębsze tęsknoty ludzkiego serca.
Za duchowymi bolączkami współczesnych ludzi kryje się de facto tęsknota za Bogiem?
Naturalnie, te duchowe zmagania nie są możliwe do zaspokojenia ludzkimi środkami. Jest to więc dla nas szansa. Myślę, że kryzys wiary, który obserwujemy w społeczeństwach Zachodu, wpisuje się w historię wielu prób, których doświadczał Kościół na przestrzeni wieków. Nasza rzeczywistość to współistnienie chwastów i pszenicy, nie martwię się więc szczególnie, że kryzys, przed którym stoimy, jest gorszy niż w przeszłości. A odpowiedź jest zawsze taka sama: żyć naszą wiarą, dawać świadectwo o Chrystusie, Jego miłości i Jego dobroci poprzez słowa, które wypowiadamy, i czyny, które podejmujemy. Mamy dziś ogromne możliwości działania, zarówno jeśli chodzi o pomoc pojedynczym bliźnim, jak i zakładanie nowych dzieł, apostolatów. Każdy z nas musi wykorzystywać swoje talenty w służbie budowania królestwa Chrystusowego. To jest nasze motto w Zgromadzeniu Legionistów Chrystusa: „Przyjdź królestwo Chrystusa”. Ono mnie nieustannie inspiruje.
Beata Falkowska/Nasz Dziennik



