fot. PAP/EPA

Niespokojne obrady amerykańskiego Kongresu. Zginęły cztery osoby

Amerykański Kongres uznał Joe Bidena zwycięzcą wyborów prezydenckich. Decyzji towarzyszyły protesty i zamieszki. Zwolennicy Donalda Trumpa wtargnęli na Kapitol. Doszło do starć, w których zginęły 4 osoby.

Po głosowaniu elektorów wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych miał jeszcze zatwierdzić amerykański Kongres. Obradom przewodniczył wiceprezydent Mike Pence. Donald Trump naciskał na niego, by zakwestionował wyniki głosowania. Dla Mike’a Pence’a było to zbyt wiele.

– Konstytucja ogranicza mnie w ubieganiu się o jednostronne decydowanie o tym, które głosy elektorskie powinny być policzone, a które nie – wskazał Mike Pence, wiceprezydent USA.

Mike Pence wydał oświadczenie, w którym tłumaczył, że podziela obawy Amerykanów dotyczące uczciwości wyborów. Decyzje o ważności głosowania przerzucił na parlamentarzystów, co spotkało się z krytyką prezydenta Donalda Trumpa.

– Mike Pence nie miał odwagi zrobić tego, co należało zrobić, aby chronić nasz kraj i konstytucję – podkreślił Donald Trump.

Obrady Kongresu rozpoczęły się zgodnie z planem.

– Senat i Izba Reprezentantów zbierają się na wspólnej sesji, aby zweryfikować i policzyć głosy elektorów kilku stanów na prezydenta i wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych – powiedział Mike Pence.

W tym samym czasie przed Kapitolem, który jest siedzibą Kongresu, trwały demonstracje zwolenników Donalda Trumpa.

– USA! USA! USA! – skandowali demonstrujący.

Demonstrującym udało się wtargnąć na Kapitol. Wdarli się do sali obrad Izby Reprezentantów, zajęli biuro przewodniczącej izby Nancy Pelosi. Część protestujących była uzbrojona.

Interweniowały służby. W trakcie zamieszek w siedzibie amerykańskiego Kongresu została postrzelona kobieta, która zmarła w szpitalu. Oblężenie Kapitolu wymusiło reakcję prezydenta elekta.

W tej chwili nasza demokracja jest atakowana w sposób niemający precedensu. Nigdy czegoś takiego nie widziano we współczesnych czasach – mówił Joe Biden.

Joe Biden oskarżył demonstrujących o atak na wynik wyborów.

– Wzywam prezydenta Trumpa, aby wystąpił teraz w telewizji krajowej, wypełnił swoją przysięgę i bronił konstytucji oraz zażądał zakończenia oblężenia. To nie protest. To powstanie – stwierdził prezydent-elekt USA.

Donald Trump wezwał swoich zwolenników do rozejścia, ale ponownie oskarżył Demokratów o sfałszowanie wyborów.

– Mieliśmy wybory, które zostały nam skradzione. Były to miażdżące wybory i wszyscy o tym wiedzą, zwłaszcza druga strona, ale teraz musisz wracać do domu. Musimy mieć spokój, prawo i porządek – powiedział Donald Trump.

Aby odeprzeć demonstrujących Mike Pence sięgnął po ponad 1000 żołnierzy Gwardii Narodowej. Łącznie w zamieszkach zginęły 4 osoby. Ponad 50 osób zostało aresztowanych.

– 14 policjantów odniosło obrażenia podczas demonstracji. 1 z nich odniósł poważne obrażenia, po tym jak został wciągnięty w tłum i zaatakowany. Jest w szpitalu. Inny doznał poważnych obrażeń. Został powalony pociskiem i również przebywa w szpitalu – zaakcentował Robert Contee, szef policji metropolitarnej.

Do 21 stycznia, czyli pierwszego dnia po inauguracji prezydentury Joe Bidena, w Waszyngtonie będzie obowiązywał stan wyjątkowy. Po kilku godzinach udało się wznowić obrady Kongresu.

– Dzisiejszy dzień był mrocznym dniem w historii Kapitolu Stanów Zjednoczonych – podsumował Mike Pence.

Kongres ostatecznie uznał Joe Bidena zwycięzcą wyborów prezydenckich. Do zaprzysiężenia prezydenta dojdzie 20 stycznia.

TV Trwam News

drukuj