Neostalinowska wersja historii
Niniejszy artykuł ma za zadanie opisać fenomen szkoły polskich studiów
historycznych, która powstała na przestrzeni ostatniej dekady w Stanach
Zjednoczonych i innych krajach anglojęzycznych. Filozofię tej szkoły można
określić mianem neostalinowskiej, chociaż historycy do niej należący nie
akceptują tego terminu. Celem niniejszego artykułu jest precyzyjne opisanie cech
polskiej historiografii neostalinowskiej w anglojęzycznym świecie akademickim,
bez poruszania indywidualnych motywacji i uprzedzeń historyków do niej
należących.
Znaczenia szkoły neostalinowskiej nie wolno bagatelizować, ponieważ różni się
ona w zasadniczy sposób od innych w polskiej historiografii. W przeciwieństwie
do nich, celem historiografii neostalinowskiej nie są bezinteresowne badania,
poszukiwanie obiektywnej prawdy lub bardziej klarowne spojrzenie na dzieje
Polski. Celem neostalinizmu jest całościowe przepisanie od nowa historii Polski,
a następnie całkowita zmiana polskiej kultury i tożsamości. Praktycy
neostalinizmu dążą do stworzenia nowej, "świeckiej" polskiej tożsamości, którą
uważają za bardziej oświeconą, postępową i ogólnie górującą nad wszystkim, co
przeszłe – w sumie chodzi więc o nowego, postmodernistycznego Polaka.
Ten cel najlepiej ilustrują słowa Jana Tomasza Grossa – naukowca, którego
twórczość zaczęła wręcz definiować neostalinizm. W wywiadzie udzielonym w 2008
r. stwierdził, że jednym z jego celów jest zmuszenie nacjonalistycznych i
katolickich Polaków do wyspowiadania się ze swych grzechów, a szczególnie z
antysemityzmu. O swej książce "Strach" Gross powiedział: "Mam nadzieję, że
książka ta po prostu pomoże Polakom być samymi sobą oraz samooczyścić się".
Podczas niedawnego wykładu w Instytucie Yad Vashem jeszcze bardziej
jednoznacznie potwierdził swe dążenia. "Cele jego [Grossa] pracy badawczej są,
wyjaśnia, ambitne i obszerne: stworzyć nową historiografię, a przez to napisać
na nowo historię holokaustu". Polska tożsamość jest, według Grossa, oparta na
"kłamstwach". Musi więc być zmieniona wedle formuły przez niego ułożonej.
Wykorzystywanie nauki o przeszłości w celu przerobienia teraźniejszości i
"ulepszenia" przyszłości, niezależnie od szlachetności czy też niegodziwości
tejże wizji jest podstawowym składnikiem mentalności totalitarnej, nawet jeżeli
osoby tak czyniące same nie są wyznawcami totalitaryzmu. Historia, dowody i
nauka stają się wyłącznie środkami do celu, instrumentem wykorzystywanym do
czynienia rzekomego wielkiego dobra. Opis olbrzymich pokus metodologicznych
wynikających z tego podejścia leży poza zakresem tego artykułu. Jednakże rzut
oka na ostatni wiek w dziejach Europy unaocznia niebezpieczeństwo przyzwalania
na manipulację przeszłością w służbie teraźniejszości – niezależnie od celu i
ideologii. Stąd też istotne jest, aby nie tylko naukowcy, ale również opinia
publiczna zrozumiała i poddała uczciwej dyskusji tenże neostalinowski zwrot w
opisywaniu dziejów Polski.
Komunizm jest dobry
Jakie są główne cechy neostalinowskiego podejścia do historiografii? Większość
naukowców należących do tej szkoły skupia się przede wszystkim na stosunkach
polsko-żydowskich, II wojnie światowej i holokauście na terenie Polski. W
związku z tym lwia część przykładów dotyczy tej właśnie tematyki.
Historycy neostalinowscy często wykorzystują na jednym poziomie zarówno
pierwotne, jak i wtórne źródła z epoki stalinowskiej. Przy czym nie wspominają,
lub czynią to w sposób niewystarczający, o ideologicznych i społecznych
warunkach, w których powstały te dokumenty. I tak, w "Sąsiadach" Gross powołuje
się na zeznania rzekomych sprawców masakry w Jedwabnem, nie ujawniając, że
uzyskano je w wyniku tortur. Czyni to świadomie i bez żadnych wyrzutów sumienia,
opierając się na wielu takich niepotwierdzonych i niepoddanych szczegółowej
analizie źródłach. W "Strachu" Gross uparcie podaje jako fakt liczby Żydów
zabitych wkrótce po zakończeniu II wojny światowej – mimo że zostały one
wygenerowane przez komunistów w celach propagandowych i podważone (na podstawie
dowodów) przez historyków Davida Engela (z Izraela) i Marka Jana Chodakiewicza.
Lecz Gross nie jest jedynym badaczem znanym z bezkrytycznego podejścia do źródeł
z epoki stalinowskiej. Niemiecki pisarz Klaus Peter-Friedrich oskarżający
Polaków o masową kolaborację z okupantem niemieckim, znajdujący wielu
zwolenników wśród neostalinistów w krajach anglojęzycznych, również opiera swe
twierdzenia na źródłach z epoki Stalina.
Istnienia sowieckiego terroru w Polsce i innych krajach neostaliniści nie uznają
za istotne. W najlepszym wypadku naukowcy neostalinowscy mocno bagatelizują
terror sowiecki w Polsce, ignorując go lub racjonalizując. Komunizm postrzegają
jako zjawisko neutralne lub nawet odrobinę pozytywne. W "Sąsiadach" Gross w
dużej mierze ignoruje rolę władz sowieckich w dramatycznie pogarszających się
stosunkach między grupami narodowymi w Polsce wschodniej, chociaż we
wcześniejszej Rewolucji z zewnątrz wziął tę rzeczywistość pod uwagę. Po
publikacji "Sąsiadów" większość neostalinowskich naukowców zaczęła podążać jego
tropem i ignorowała rolę Sowietów. W "Strachu" Gross opisuje narzucony przez
Sowietów w latach 1939-1941 reżim oparty na terrorze jako "sowietyzację".
Powojenny terror stalinowski nazywany jest "wyzwoleniem", a komunizm
przedstawiany jako godna alternatywa polityczna dla demokracji. Inni naukowcy
przyjęli podobną postawę w odniesieniu do stalinizmu w Polsce, ignorując masowy
terror, egzekucje, tortury i represje. Na przykład polsko-amerykańska historyk
Małgorzata Fidelis wychwala stalinowską politykę pracy, która pozwalała kobietom
przezwyciężyć ucisk płciowy poprzez pracę w przemyśle ciężkim.
Kolejną podstawową cechą literatury neostalinowskiej jest traktowanie Polaków
jako sprawców w pełni lub częściowo odpowiedzialnych za holokaust. Przypomina to
propagandę stalinowską lat 40. i 50., obwiniającą "polskich faszystów" za śmierć
każdego zabitego w Polsce Żyda. Chociaż niewielu neostalinistów otwarcie
przyzna, że uważa Polaków za współodpowiedzialnych za holokaust, to cała ich
twórczość zdaje się to potwierdzać. W niektórych wypadkach oskarżenie to jest
dość prymitywne. Przykładowo, Gross otwarcie powołuje się na prace Goldhagena,
przedstawiając sprawców mordu w Jedwabnem jako "ochoczych katów". W wywiadzie
udzielonym "Rzeczpospolitej" powiedział, że "Polacy, podobnie do Ukraińców,
Litwinów, Białorusinów uczestniczyli w holokauście". Czasami tego typu poglądy
wygłaszane są w sposób bardziej subtelny, np. pewien recenzent "Strachu"
opatrzył recenzję tytułem "Zwykli Polacy" (Ordinary Poles), co stanowi aluzję do
książki Christophera Browninga pt. "Ordinary Germans" – o roli niemieckiego
batalionu policyjnego. Chociaż Gross i inni neostaliniści nie negują udziału
nazistów w holokauście, ich rola w masakrach Żydów jest jednak umniejszana, a
działalność polskich kolaborantów, niezależnie od jej zakresu, stawiana w
centrum uwagi. Jak zauważył Gross, dla neostalinistów polskie doświadczenia z
czasów II wojny światowej niewiele różnią się od doświadczeń Litwinów i
Ukraińców.
Trzecim elementem neostalinizmu jest ignorowanie, pomniejszanie lub
relatywizowanie masowych mordów popełnianych przez Niemców i Sowietów na
polskich chrześcijanach. Pomijane są również wszelkie wzmianki o oporze lub
próbach ratowania Żydów pod auspicjami Armii Krajowej, o ile zamiarem nie jest
oskarżenie AK o antysemityzm lub zbrodnie antyżydowskie. Równocześnie zbyt wiele
wagi przywiązuje się do minimalnej i wątpliwej roli takich prosowieckich grup,
jak Armia Ludowa czy Gwardia Ludowa. Żaden neostalinowski historyk w przeciągu
ostatnich 15 lat nie zainteresował się prowadzeniem rzetelnych badań dotyczących
bardzo zróżnicowanych zachowań w okupowanej Polsce. W najlepszym przypadku
zachowują oni obojętność wobec działań i prób ratowania Żydów przez podziemie
niepodległościowe. Nigdy nie usiłowali skorygować szeroko rozpowszechnionego na
Zachodzie przekonania, że Polacy kolaborowali z nazistami. Ich opór i wysiłki na
rzecz ratowania ludności żydowskiej pozostają białą plamą zarówno dla naukowców,
jak i opinii publicznej w świecie anglojęzycznym.
Czarny obraz Polski
Czwartą cechą historiografii neostalinowskiej jest głoszenie poglądu
stawiającego znak równości pomiędzy polskim nacjonalizmem lub patriotyzmem a
antysemityzmem. Historycy tego nurtu wydają się wrogo nastawieni do przekonania,
że polska przeszłość zawiera jakiekolwiek pozytywne pierwiastki. Tysiącletnie
dzieje Polski sprowadzają się do Jedwabnego i Kielc. I tak chociażby, pewien
historyk sarkastycznie nazwał kryminalistów mordujących Żydów "dzielnymi
patriotami". Większość twórczości neostalinowskiej, tak jak propaganda
stalinowska lat 40. i 50., sugeruje powiązania pomiędzy nazizmem a polskim
nacjonalizmem. Szkoła ta jest równie wrogo nastawiona do polskiego
chrześcijaństwa i utożsamia katolicyzm z antysemityzmem. Gross twierdzi, że "Żyd
był diabłem w kulturze chrześcijańskiej". Dodaje, tym razem używając czasu
teraźniejszego, "w wyobraźni polsko-katolickiej Żydzi są Bogobójcami używającymi
krwi chrześcijańskiej do macy". Innymi słowy, według Grossa, polscy katolicy nie
tylko w przeszłości byli antysemitami, ale antysemityzm jest uniwersalną cechą
wszystkich Polaków wyznania katolickiego.
Termin "neostalinizm" najcelniej opisuje ten nurt w historiografii, bowiem
historycy tej szkoły wykazują podobieństwo do grupy polskich historyków i
publicystów komunistycznych aktywnej w okresie po narzuceniu Polsce komunizmu
przez Sowietów. Nie sugerujemy tutaj, że dzisiejsi historycy neostalinowscy są
zwolennikami sowieckiego dyktatora Józefa Stalina, ani tym bardziej że są
ortodoksyjnymi marksistami sensu stricte. Większość pozostaje jednak pod silnym
wpływem podkreślającego różnice rasowe i płciowe "marksizmu kulturowego", który
stał się dominującym paradygmatem historiografii północnoamerykańskiej od lat
60. XX wieku. Stalinowscy pisarze i historycy lat 40. i 50. całkowicie odrzucili
wartości i wierzenia właściwe polskiej tradycji kulturowej. Patriotyzm, wiara
katolicka i poświęcenie na rzecz narodu zostały zrównane z kolaboracją z
nazistami, a szczególnie z antysemityzmem. Związek Sowiecki nie był morderczym
wrogiem, lecz "bratnim wyzwolicielem". Sprzeciwiający się dominacji sowieckiej
mieli być nie tylko zdyskredytowani, ale również zniszczeni intelektualnie, o
ile nie fizycznie. Jak powiedział pewien komunistyczny klawisz więźniom pod swym
nadzorem: "Naszym celem jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale zdruzgotać
was moralnie przed oczyma całego społeczeństwa".
Neostaliniści na dzisiejszych północnoamerykańskich uczelniach nie torturują i
nie mordują. Nie ponoszą odpowiedzialności osobistej za zbrodnie stalinowskie.
Od tamtej krwawej i czarnej epoki oddzielają ich dziesięciolecia. Niemniej
jednak, argumenty stosowane przez dzisiejszych historyków neostalinowskich
często w dużym stopniu przypominają argumentację pisarzy stalinowskich okresu
powojennego, szczególnie gdy chodzi o ich stosunek do narodu, nacjonalizmu i
polskiego katolicyzmu oraz podstawowych wartości polskiej tradycji kulturowej. W
wyniku zajmowanych stanowisk neostaliniści często powtarzają, świadomie czy też
podświadomie, podejście metodologiczne oraz język i frazeologię pierwszych
polskojęzycznych stalinistów. (Należy zwrócić uwagę, iż ci wcześniejsi autorzy
tworzyli pod intensywnym nadzorem służb bezpieczeństwa, których kierownictwo
przykładało wielką wagę do monitorowania nauczania, badań i publikacji
historycznych.)
Ofensywa kulturowa marksistów
Geneza neostalinowskiej historiografii wymaga uczciwej dyskusji i większej
liczby badań. Należy jednak zauważyć, że wyłonienie się tejże szkoły po upadku
komunizmu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej zbiegło się z ciągle
powiększającą się liczbą dokumentów o zbrodniach sowieckich i komunistycznych.
Przed 1989 r. i zaraz po nim dominującym poza Polską paradygmatem w badaniach
nad holokaustem i II wojną światową było podkreślanie polskiej obojętności wobec
Żydów oraz pewnego stopnia kolaboracji. Główni badacze holokaustu i historii
Europy Wschodniej niemal całkowicie ignorowali polski opór wobec nazizmu, a opór
stawiany Sowietom traktowali jako kolaborację z Hitlerem. Z kolei działania
sowieckie i komunistyczne rozpatrywano w świetle raczej pozytywnym, nawet gdy
zbrodnie epoki komunistycznej nie zostały przemilczane, poddane są relatywizacji
i są bagatelizowane. Można postawić hipotezę, że przynajmniej częściowo
wyłonienie się dyskursu neostalinowskiego jest reakcją w obronie istniejącego w
świecie anglojęzycznym od dziesięcioleci paradygmatu o polskiej podłości, który
podważały nowo otwarte archiwa komunistyczne.
Neostalinizm można postrzegać także jako ofensywę stanowiącą odpowiedź na
zamieszanie panujące w polskim życiu intelektualnym, kulturowym i społecznym po
1989 roku. W związku z tym, warunki debaty i sposób patrzenia na nowożytną
historię Polski były lub wydawały się być uchwytne dla każdego, kto tylko
pragnął uczestniczyć w walce o "rząd dusz". W sferach polityki i ekonomii nowe
polskie elity otwarcie mówiły o "dogonieniu" Europy, a w wielu wypadkach
usiłowały wyzbyć się zewnętrznych znamion tożsamości polskiej na rzecz
"europejskiej". Duch czasów sprzyjał więc polskiej wersji "długiego marszu
poprzez instytucje", wylansowanej przez takich marksistowskich ideologów, jak
Antonio Gramsci, a następnie przez tzw. szkołę frankfurcką, która przeniosła
marksizm ekonomiczny na płaszczyznę kulturową. Oznaczało to, że wąska elita
intelektualna była w stanie zmienić społeczeństwo i kulturę, chcąc przygotować
grunt pod nadejście prawdziwego socjalizmu poprzez zdobycie wpływów w mediach,
szkołach, uczelniach i wszelkich instytucjach kulturowych. Literatura i historia
były ważnymi elementami owego "długiego marszu". Ruch ten zdominował wyższe
uczelnie na Zachodzie, a szczególnie w Ameryce Północnej. Jest to istotne,
albowiem lwia część neostalinowskich historyków żyje, wykłada i/lub studiowała w
Stanach Zjednoczonych lub innych krajach anglojęzycznych. Tak więc neostalinizm
funkcjonuje w rzeczywistości, w której "długi marsz" jest już faktem dokonanym.
Wrogowie religii i Kościoła
Zgubne następstwa kulturowego marksizmu Gramsciego dla amerykańskiego życia
akademickiego stały się przedmiotem wielu dyskusji. W niniejszym artykule
ograniczymy się jednak do zidentyfikowania kilku prądów, które wywarły duży
wpływ na neostalinizm. Były to w szczególności: wrogość wobec chrześcijaństwa i
nacjonalizmu (w tym również wobec wszelkich form patriotyzmu lub służby
Ojczyźnie), postmodernizm (wraz z odmianami – poststrukturalizmem i
postkolonializmem), paradygmat dotyczący stosunków pomiędzy grupami narodowymi
oparty na swoistej interpretacji stosunków rasowych w Stanach Zjednoczonych.
Chociaż wrogość wobec religii w ogóle, a chrześcijaństwa w szczególności, zawsze
była częścią składową marksizmu, zwolennicy Gramsciego uważają dechrystianizację
za istotny element w stworzeniu "postępowej" przyszłości. W oparciu o marksizm
kulturowy, historycy neostalinowscy również odzwierciedlają poglądy władz
peerelowskich toczących walkę z Kościołem katolickim, m.in. poprzez
przedstawianie Kościoła jako elementu kolaboracjonistycznego podczas okupacji
niemieckiej. W twórczości neostalinowskiej Kościół występuje jako główny
inkubator antysemityzmu w życiu polskim, a więc instytucja ponosząca główną winę
za rzekomy współudział Polaków w holokauście. Jak wspomniano wcześniej, Gross
pisze, że "w wyobraźni polsko-katolickiej, Żydzi są Bogobójcami, wykorzystują
chrześcijańską krew do macy". Nie przedstawia jednak żadnych dowodów na obronę
swej tezy. Nie oferuje jakiejkolwiek dyskusji na temat historii, teologii i
filozofii polskiego katolicyzmu. Jego podejście do religii katolickiej jest w
dużej mierze ukształtowane przez antykatolickie poglądy Daniela Jonaha
Goldhagena. Twórczość neostalinistów pozbawiona jest niuansów. Do materiałów
dowodowych podchodzą oni bardzo swobodnie, zastępując fakty osobistymi
uprzedzeniami. Dlatego też ignorują skomplikowaną naturę prądów antyżydowskich
oraz powstanie antysemityzmu rasistowskiego pod koniec XIX wieku. Dla
neostalinistów polski antysemityzm może funkcjonować jedynie jako swego rodzaju
pierwotne wierzenia religijne i stały element istniejący niezależnie od miejsca,
epoki czy okoliczności.
Inną istotną cechą dzisiejszych zachodnich środowisk akademickich jest wrogość w
stosunku do nacjonalizmu. Wynikiem tego są prace wielu neostalinistów, którzy
zrównują polski nacjonalizm z antysemickim rasizmem. Często skrajne inwektywy
kierowane są przez neostalinistów pod adresem polskich historyków oskarżanych o
odchylenia "nacjonalistyczne".
Na przykład amerykański naukowiec John Connelly opisał polski nacjonalizm jako
formę megalomanii. Tenże autor, w odpowiedzi na krytykę używanej przezeń
terminologii, stwierdził: "Pierwotnie chciałem użyć terminu duma zamiast hubris
[w tytule artykułu opisującego polski nacjonalizm]. Zmieniłem jednak zdanie,
bowiem wyobrażałem sobie, że istnieje coś takiego, jak "zdrowa duma narodowa". W
wyniku dalszych refleksji doszedłem jednak do wniosku, że coś takiego nie
istnieje".
Styl argumentacji i wykorzystywanie materiału dowodowego stosowane przez
naukowców neostalinowskich zostały zapożyczone z twórczości postmodernistów, a
szczególnie tzw. krytyki literackiej. Jest to metodologia bardzo popularna wśród
północnoamerykańskich badaczy kwestii rasowych, płciowych i tzw. teorii
"dziwaków" (queer theory, czyli badań nad gejami i lesbijkami). W ramach tego
podejścia dowody funkcjonują jako środki prowadzące do celu. Liczy się nie
obiektywne znaczenie materiałów dowodowych (naukowcy neostalinowscy negują
bowiem istnienie materiałów jako obiektywnych dowodów), lecz percepcja
wykorzystującego dowody. Kierują się swego rodzaju myśleniem dialektycznym,
zgodnie z którym badania naukowe i materiały dowodowe, na których się opierają,
służą celowi ideologicznemu. Czołowy neostalinista Jan Tomasz Gross sam
przyznaje, że chętnie czytuje dzieła z zakresu semiotyki postmodernistycznej.
Przykładem może być tu chociażby recenzja, w której Gross zaatakował
żydowsko-amerykańską badaczkę, Rosę Lehmann, za przedstawienie zbyt pozytywnego
obrazu stosunków polsko-żydowskich. W odpowiedzi na twierdzenie Lehmann, iż w
pamięci niewielu Polaków ze społeczności, którą badała, przetrwały konkretne
wspomnienia o deportacji i mordowaniu Żydów, Gross stwierdził: "Po epoce Freuda
niektórzy z nas są skłonni myśleć, że ludzie nie mówią o pewnych rzeczach
właśnie dlatego, że są one istotne w ich życiu". Tak więc brak dowodów
świadczących o polskim antysemityzmie lub współdziałaniu z nazistami udowadnia
właśnie występowanie tych zjawisk. (…)
Inwektywy zamiast dyskusji
Neostalinizm cechuje odporność na normalne procedury naukowej dyskusji i
krytyki. Jest to wszak charakterystyczne dla każdej grupy intelektualistów
przekonanych o wypełnianiu przez siebie roli osób przynoszących postęp i
tworzących nowy, lepszy świat, mający powstać w wyniku wcielania w życie ich
myśli i pism. Każdy, kto – nawet w sposób najbardziej delikatny – zakwestionuje
wnioski płynące z prac neostalinistów, a szczególnie prof. Grossa, stanie się
ofiarą skrajnych inwektyw.
Głównym celem ataków neostalinistów stał się czołowy krytyk twórczości Grossa,
prof. Marek Jan Chodakiewicz. Padł on ofiarą otwarcie szkalujących go artykułów
i cenzury, próbowano także cofnąć jego nominacje na katedry uniwersyteckie.
Jeden z czołowych neostalinistów, prof. Piotr Wróbel, przyłączył się do grona
szkalujących Chodakiewicza w artykule zleconym przez skrajnie lewicowy
think-tank Southern Poverty Law Center (SPLC), w którym napisał: "Chodakiewicz
mówi, że spędził prawie 30 lat w Stanach Zjednoczonych i nigdy nie użyłby
terminu lub przymiotnika, który wyraźnie by go oznaczył jako antysemitę, ale nie
ma jakichkolwiek wątpliwości, że nie lubi Żydów". Jak w przypadku ataku Grossa
na Rosę Lehmann, brak dowodów sam w sobie stanowi dowód. A więc brak dowodów na
antysemityzm Chodakiewicza udowadnia, iż jest on antysemitą.
Kolejnym przykładem ataku neostalinistów jest wydarzenie, które miało miejsce w
2008 r., gdy rozdrażniły ich wyniki pracy Instytutu Pamięci Narodowej. Na
stronach "Yad Vashem Studies" historyk Jan Grabowski potępił IPN jako
antysemicki i nacjonalistyczny. W wielu przypadkach oszczercze artykuły są tak
niespójne, że nawet pobieżna lektura wystarcza, aby obalić zawarte w nich
twierdzenia. Na przykład neostalinowska badaczka Joanna Michlic zaatakowała na
łamach "Jewish Social Studies" monografię Chodakiewicza pt. "The Massacre in
Jedwabne". Zacytowała kilka stronnic tej pracy, które w ogóle nie dotyczyły
tematyki, jaką usiłowała poruszyć. Widocznie zakładała, że czytelnicy "Jewish
Social Studies" nie pofatygują się, aby zweryfikować przypisy do jej tekstu.
Równocześnie recenzje prac aprobowanych przez neostalinistów rzadko bywają
krytyczne. Zresztą, w świecie anglojęzycznym opublikowano niewielką liczbę
recenzji prac Grossa poddających je dokładnej analizie naukowej. Możliwe, że
strach przed atakami i oskarżeniami o antysemityzm ze strony Grossa i jego
zwolenników jest jedną z przyczyn tego stanu rzeczy. Z godnym uwagi wyjątkiem,
jakim była recenzja pióra Johna Connelly´ego, który poddał krytyce metodologię
Grossa, równocześnie stosując neostalinowski styl, recenzje prac tego autora
pisane przez innych neostalinistów cechuje żenująca wręcz wiernopoddańczość, np.
historyk Padraic Kenney, recenzujący "Strach" w "Slavic Review", określa badania
Grossa dotyczące masakry w Kielcach mianem "skrupulatnych". Nie przywołał jednak
ani jednego poważnego błędu wytkniętego Grossowi przez niemalże każdego
polskiego eksperta. Określa go przy tym mianem "genialnego" i stwierdza, że
"Gross wie więcej na temat okresu wojennego w Polsce niż większość naukowców".
"Strach", według tegoż historyka, jest "pracą naukową najwyższych lotów".
Z jednej strony, powyższe fakty wskazują na całkowite lekceważenie materiałów
dowodowych (o ile nie rzeczywistości). Z drugiej strony, ilustrują sposób, w
jaki neostaliniści postrzegają samą naukę – nie jako poszukiwanie prawdy, lecz
jako formę walki ideologicznej. W ich opinii ci, którzy się z nimi nie zgadzają,
nie tylko tkwią w błędzie, ale są również wrogami, których należy "zdruzgotać
moralnie przed oczami całego społeczeństwa". Jest to całkowite odwrócenie norm
naukowych (choć, przyznać należy, że zdarza się to dość często). Cytując
Zbigniewa Herberta: "Jedną z podstawowych rzeczy, której nauczyłem się w
gimnazjum w II RP, było prowadzenie sprawiedliwej debaty. Debata, powtarzano
nam, nie była bójką na pięści, w której wszystko było dozwolone, lecz próbą
precyzyjnego objaśnienia własnego stanowiska. Liczyły się dowody, a nie siła.
Uczciwi interlokutorzy są partnerami wspólnie poszukującymi prawdy". Zwróćmy
uwagę, jak bardzo duch tej wypowiedzi odbiega od podejścia stosowanego przez
neostalinistów.
Przewrotowi neostalinowskiemu w historiografii polskiej należy się przeciwstawić
w sposób energiczny, lecz sprawiedliwy i kulturalny. Gwałci on bowiem polską
tradycję kulturową i historyczną. Próbuje wdrożyć projekt inżynierii kulturowej
i społecznej przy pomocy samozwańczej elity, która – niezależnie od intencji –
przejawia mentalność totalitarną. Twórczość neostalinowska pogorszyła wszakże
stosunki pomiędzy Polakami i Żydami. Co więcej, poważnie utrudniła omawianie
trudnych tematów w historii Polski – przynajmniej wśród naukowców
północnoamerykańskich.
Prof. John Radzilowski
John Radzilowski – profesor historii w University of Alaska Southeast i
naukowiec w Instytucie Piasta w Hamtrack, Michigan.
Artykuł pochodzi z książki "Złote serca czy złote żniwa", Studia nad
wojennymi losami Polaków i Żydów, redakcja naukowa Marek J. Chodakiewicz,
Wojciech J. Muszyński, wydawnictwo The Facto, Warszawa 2011, która ukazała się w
tym tygodniu.
Skróty, tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
