[NASZ WYWIAD] K. Zbozień: Najważniejszym powołaniem każdego z nas jest powołanie do świętości. Potem jest powołanie wynikające z naszego stanu – małżeństwo i kapłaństwo

Uważam, że misji nie da się zaplanować. To nie jest rzecz do wymyślenia. To Stwórca stawia przed nami konkretne cele. Dziś nie wiemy, z jaką misją przyjdzie do nas Bóg za jakiś czas. Najważniejszym powołaniem każdego z nas jest powołanie do świętości. To zadanie wpisał Bóg w nasz system genetyczny. Potem jest powołanie wynikające z naszego stanu – małżeństwo i kapłaństwo. Jeżeli ktoś już wybierze jeden z nich, to już też ma system, zadanie – mówi w rozmowie z Bernadetą Grabowską Kamil Zbozień, założyciel firmy „Rób to, co kochasz”.

***

To prawda, że kiedyś nie lubił Pan poniedziałków?

Kamil Zbozień: Tak, to prawda. Nie lubiłem poniedziałków. Nie tylko. Również wtorków, śród, czwartków … . To zaczęło się już na studiach informatycznych, których bardzo nie lubiłem. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ten kierunek studiów nie do końca jest mi bliski..Za to bardzo lubiłem piątki…Właściwie cały tydzień czekałem na ten dzień … (śmiech).

Dziś każdy poniedziałek jest dla Pana początkiem czegoś dobrego. Aby tak było, najpierw musiał przyjść kryzys?

K. Zbozień: Tak. W moim przypadku przyszedł on dość wcześnie, bo w młodym wieku. Jeżeli nie lubi się tak bardzo większości dni w tygodniu, w całym roku tego, co się robi, to naprawdę normalny proces. Gdybyśmy chcieli to zliczyć, pewnie byłoby to około 250 dni w roku…A więc całkiem sporo. Co innego może się wydarzyć jeżeli nie kryzys? Kryzys dotyczył nie tylko płaszczyzny zawodowej, a więc zamartwiania się nad tym, co będę robił po studiach…czy będę dobrym informatykiem, czy sobie poradzę jako specjalista na rynku. Studiowałem przecież kierunek, którego nie lubiłem, właściwie nie cierpiałem…I taka perspektywa napawała mnie dużym lękiem. I na szczęście kryzys przyszedł. Wówczas zaczęło się coś zmieniać. Był to okres wielu błogosławionych i dobrych zmian. O. Wojciech Kowalski, z którym współpracujemy zawodowo, podkreśla, że duchowość ma swój początek w konflikcie. Niektórzy zmieniają to zdanie podając, że ma swój początek w kryzysie. Ja – jak obserwuję życie wielu osób to widzę, że ten scenariusz jest podobny.. A więc do jakiejś konkretnej zmiany, metanoi dochodzimy właśnie często poprzez kryzys.

Czy trudno jest zostawić to wszystko, co dla nas do tej pory stanowiło jakąś wartość ? Czy dawny świat Pana „nie wołał”, upominał się o siebie?

K. Zbozień: My możemy widzieć i wiedzieć, że coś jest konkretnym dobrem, co w rzeczywistości nie jest wartościowe dla naszego życia. Nie wprowadza żadnego ładu, dobra, porządku. Wręcz przeciwnie – zubaża nas. Jeżeli coś byłoby prawdziwą wartością, to również przynosiłoby jakieś konkretne, dobre owoce. Jeżeli pragniemy to zostawić, to wcale nie jest łatwo. Natomiast zostawić coś, co w naszym życiu odgrywa tylko pozornie istotną ważną rolę, jest dużo łatwiej. Trudniej nam zobaczyć to, czym to jest naprawdę. Jeżeli jednak uda nam się obnażyć tę rzecz, zobaczyć ją w prawdziwym świetle, jest zupełnie inaczej. Niejednokrotnie słyszę, że są takie momenty w życiu w którym następuje efekt „AHA. Teraz dopiero widzę, co tak naprawdę jest ważne, potrzebne.” To etap przewartościowywania swojego życia, w której dokonujemy nowej gradacji. Jeżeli zobaczymy to, wówczas nam łatwiej zostawić ten stary świat. Często konflikt polega na wybraniu większego dobra, które dla mnie, moich Bliskich przyniesie bardziej wymierny owoc … . Łatwiej przecież nam wyjść z ciemnego do jasnego, niż wybrać jaśniejsze od szarego … .

Zaczął Pan życie od nowa. Największą zmianą było pojawienie się Boga w Pana życiu…To On stał się Osią, wg której zaczął układać Pan swoje życie. Jak wyraża się to w Pana w życiu?

K. Zbozień: Jak poznałem Stwórcę, to miałem takie doświadczenie, jakbym kupił sobie okulary i zaczął widzieć, dostrzegać rzeczy, które wcześniej były niedostrzegalne. Mam takiego kolegę, który w dzieciństwie miał problem ze wzrokiem i kupił sobie w końcu okulary. Wyszedł na balkon. Mieszkał na piątym piętrze i wówczas po raz pierwszy zobaczył, jaka jest perspektywa. Mieszkamy w terenie górzystym. On kocha góry, więc to było przepiękne i jakże niesamowite doświadczenie. Zaskakujące dla niego samego. Moje doświadczenie spotkania ze Stwórcą miało podobne barwy. To Bóg stał się Osią mojego życia, a perspektywa życia w łasce uświęcającej najważniejszą wartością mojego życia. Zanim poznałem Stwórcę, była to rzecz dla mnie wręcz nieosiągalna, bardzo trudna, bo zwyczajnie nudna. Przed nawróceniem zawsze tłumaczyłem swoje grzechy, przewinienia. Usprawiedliwiałem siebie. Uważałem, że jestem dobry w 90 procentach, a w jedynie w 10 muszę się poprawić. Przy czym miałem w sobie takie przekonanie, że taki pokrętny jak teraz widzę sposób życia, wydawał się bezpieczniejszy. Dawałem sobie taką przestrzeń życiową, do której Bóg nie miał dostępu. Wszystko zmieniło się kiedy przyszedł wcześniej wspomniany przeze mnie kryzys. Bóg przemówił szczególnie mocno w Słowie Bożym zaczerpniętym z Apokalipsy św. Jana. „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,15n) To ono niejako otworzyło mi oczy, przywróciło nowe spojrzenie na życie w duchu zgodnym z Ewangelią. Doświadczyłem, że nie ma tutaj czegoś pomiędzy, pośrodku. Bóg nie zadowala się czymś pomiędzy. Albo żyjesz na maksa z Bogiem i dostrzegasz jego owoce, albo jesteś zawieszony pomiędzy tym, co dobre i złe . Jak Bóg widzi, jesteś rozmodlony i ufający, jak „nie patrzy” żyjesz tak, jakby Go nie było. Zostawiasz sobie cząstkę swojego świata dla siebie i nie chcesz Go tam dopuścić. Dziś widzę, że taka postawa jest żałosna, powiedziałbym śmieszna. Staramy się bowiem przed Bogiem udawać kogoś, kim nie jesteśmy, zakładamy maski.

Skąd przekonanie, że Bóg nie lubi tego, co po środku?

K. Zbozień: Czesio słyszymy takie zdanie: Bóg Abrahama, Jakuba, Izaaka…O każdej z tych postaci można zrobić wiele konferencji, napisać wiele rozpraw i tak będzie to niezgłębiony temat. Do czego prowadzi nas jednak ta prawda? Nasz Bóg nie zadowala się przeciętnością. On jest Bogiem, który szuka Gigantów. Szczególnie bliski jest mi fragment Ewangelii wg św. Mateusza: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? (…) Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?”. Proszę zauważyć, tam jest to słowo „małej wiary”. Dla mnie było to „Aha”, czyli podpowiedź, w jaki sposób mam zająć się naprawdę Królestwem Niebieskim. Zrozumiałem, że jeżeli oddam swoje życie Stwórcy, to On będzie troszczył się o to, co jest nam potrzebne? Oczywiście nie chodzi o to, aby w dokładny sposób odczytać te słowa, że ktoś nam coś za darmo przyniesie, da pieniądze itd. Bóg będzie nam błogosławił w naszych talentach, pracach, codzienności. Chodzi o to, abyśmy zatroszczyli się o to co jest związane z Królestwem Niebieskim.

Pamiętam, że po raz pierwszy te słowa usłyszałem w swoim sercu jeszcze na studiach. Siedziałem wówczas w pokoju z moimi kolegami i żywo opowiadałem, jak przemówił do mnie Bóg. Pamiętam, że jeździłem wówczas taką starą hondą, która już porządnie zaczęła rdzewieć.
Oni zaczęli się śmiać, że jak będę tak żywo wierzył w te słowa i żył nimi, to jak się spotkamy za kilkanaście lat, to ta moja stara honda całkiem zardzewieje. Śmiali się, że Stwórca dba tylko o perspektywę po drugiej stronie, tj. tam kiedyś tobie będzie dobrze, ale nie tu. Śp. Ksiądz Pawlukiewicz wspominał, że jest to perspektywa BMW – bierny, mierny, ale wierny. Dziś przyjęło się, że katolik musi być smutny, posępny, musi mu się źle wieść.

To jest oczywiście perfidne kłamstwo Złego, który wpuszcza do naszego życia kwas. Tobie ma się wydawać, że życie ze Stwórcą to życie szaraka, miernoty.

Skąd pomysł: RÓB TO, CO KOCHASZ. W jakich okolicznościach narodził się ten pomysł?

K. Zbozień: Trafiłem kiedyś na rekolekcje ks. Piotra, podczas których przedstawił taką diagnozę, że większość ludzi ciągle popełnia ciągle ten sam błąd, szukając tego, co oferuje świat, zapominając o tym, że świat w pierwszej kolejności potrzebuje ludzi żywych. Ja to słyszałem jako sfrustrowany informatyk. Z jednej strony słyszałem „Świat potrzebuje takich specjalistów jak ty, dobrych fachowców, informatyków. Dasz radę, Kamil. Po informatyce można zarabiać niezłe pieniądze, można się szybko dorobić”. To pierwsza iskra, która jakoś popchnęła mnie zaraz po studiach do pewnej firmy komputerowej, która bardzo mocno promowała przedsiębiorczość. Tam się bardzo dużo nauczyłem, dzięki temu postanowiłem, że zakładam wytwórnie, konferencje, nagrywanie audiobooków. Przesłanie było jedno – „świat potrzebuje ludzi żywych. My nazywamy tak ludzi robiących, to co kochają. Kim jest człowiek, który robi to, co kocha? To ktoś, kto rozwija się na wszystkich płaszczyznach swojego bytowania, powołania A więc staje się bardziej! Oczywiście wszystko w zgodzie z hierarchią swojego powołania, gdzie na samym czubku widnieje ŚWIĘTOŚĆ, życia w łasce uświęcającej. To jest najważniejsze zadanie dla każdego dnia. Nie to, że będziesz dobrze wykonywał swoją pracę. Owszem, to również jest to ważne, ale to Bóg powinien być najważniejszy. Druga powinna być rodzina i dopiero jako ostatnia praca. Często ludzie do mnie piszą emaile. Borykam się z pracą. Nie robię tego, co lubię. Często mylą to, że praca musi być pasją. Miłość czasem łączy się z pasją, czasami z cierpieniem. JA zawsze podkreślam, że w naszej pracy ważne jest to, aby nasze zdolności i pasje były spójne z naszym zawodem. Co to oznacza ? Otóż to, że nawet ja – byłbym w stanie realizować się z pasją ze swoimi talentami w branży informatycznej. Zawsze informatyka kojarzyła mi się tylko i wyłącznie z pracą przy komputerze, a tak nie jest. Moją silną cechą jest umiejętność współpracy z ludźmi. Mógłbym odnaleźć się w firmie jako menadżer, który nie musi mieć socjalistycznego doświadczenia informatycznego. Bóg powołał mnie jednak do RTC.

To Pana misja?

K. Zbozień: Uważam, że misji nie da się zaplanować. To nie jest rzecz do wymyślenia. To Stwórca stawia przed nami konkretne cele. Dziś nie wiemy, z jaką misją przyjdzie do nas Bóg za jakiś czas. Najważniejszym powołaniem każdego z nas jest powołanie do świętości. To zadanie wpisał Bóg w nasz system genetyczny. Potem jest powołanie wynikające z naszego stanu- małżeństwo i kapłaństwo. Jeżeli ktoś już wybierze jeden z nich, to już też ma system, zadanie. Stwórca nie przyjdzie za jakiś czas mówiąc :”Spróbowałeś małżeństwa, teraz spróbuj trochę czegoś innego”. Jeżeli chodzi o wymiar tej trzeciej kategorii, jaką jest praca, tu jest inaczej. O. Tomak Nowak podkreśla, że Stwórca lubi to twoje powołanie względem twojej pracy, zadań, których się podjąłeś szlifować. Dzisiaj ją rozeznasz taką, ale może się akurat okazać, że Stwórca za jakiś czas zaprosi cię do innej misji. Kluczowe jest to, aby znać siebie samego. Mieć do siebie dystans, stale się budować. Przede wszystkim najważniejsze jest, aby kochać siebie samego, czyli znać swoje mocne i słabe strony. I przede wszystkim nie dać się wprowadzić w Złego, w misje, które nie są zgodne z Tobą, z Twoimi silnymi stronami. Stwórca tak nie powołuje. Nawet jeżeli to zadanie, które teraz wykonujesz, jest zupełnie inne od tego, które będziesz wykonywał zupełnie inne od tego, do czego jesteś powołany, to jak podkreśla o. Tomasz Nowak, ważniejsze jest to, kim jesteś, nie to, co robisz. Możesz robić wiele rzeczy. Ważne, abyś wiedział, kim jesteś. Bądźmy odważni i gotowi na to, że Pan Bóg nas MOŻE w życiu przegrupowywać, tj. zupełnie zmieniać nasze plany, misje, powierzone zadania. Wykorzystajmy te zdolności, umiejętności dnia dzisiejszego w późniejszym życiu. Uwierzmy, że wszystko ma sens i jest głęboko wpisane w zamysł Boży względem nas.

Według najnowszych badań CBOS wynika, że zagrożenie pracoholizmem dotyczy 11 proc., czyli ponad 2,5 mln Polaków. To smutne i nieco zatrważające dane. Skąd bierze się w nas pracoholizm? Dlaczego warto mieć pasję w życiu? Czy możliwe jest, aby praca była również naszą pasją?

K. Zbozień: Chodzi o to, aby zachować zdrowy porządek rzeczy. We wszystkim zachować umiar. Z pracą, ze związkiem. Bardzo łatwo obok nas widzieć ludzi, którzy przesadzili z pracą. Jeżeli przesadzi się z jakąś rolą, to reszta cierpi.

Sporo narzekamy i mało doceniamy siebie samych. Jak odkryć swoje mocne strony?

K. Zbozień: Szczerze zachęcam do pozycji „Wielka ryba”, powstałej na podstawie książki Maxa Lucado „Wieloryb nie może latać”’. Świetna pozycja, bardzo odkrywcza książka, dlatego szczerze zachęcam. O. Tomasz Nowak uważa, że najlepszą pomocą w odkrywaniu i budowaniu siebie jest zaproszenie Stwórcy do swojego życia. Chodzi o to, żeby Jezus Cię poprowadził, wskazał nam to, co ważne poprzez poruszenie Twojego serca. W Starym Testamencie czytamy: „Spełnione pragnienie jest drzewem życia”. Stwórca przychodzi często przez pragnienia serca, które do nas wracają albo korespondują z czymś, co było w przeszłości. Są jak gdyby wpisane na dnie naszego serca, wyryte. Pamiętam – dla mnie takim momentem było to, kiedy poszedłem sam do kina. Zazwyczaj tego nie robiłem. Był to poruszający film z Willem Smithem. Pamiętam dobrze jeden z dialogów, w którym główny bohater pyta napotkanego człowieka: „Co mam zrobić, aby mieć taką pracę jak Ty?” Słyszy w odpowiedzi: „Musisz być dobry w ludziach i liczbach”. To było dla mnie jak olśnienie. Ja zawsze byłem dobry w matmie, lubiłem ludzi. Musiałem nabrać tylko trochę odwagi, ale Bóg poradził sobie z tym problemem.
Pewnie zastanawiasz się, do czego powołuje Cię Stwórca. Na to pytanie możesz odpowiedzieć od razu, a czasami możesz odkrywać bardzo powoli to, co jest dla Ciebie przeznaczone. Nie chodzi o to, aby od razu znaleźć przepis na siebie. Każdy z nas jest niepowtarzalnym arcydziełem Boga z całym spektrum cech, które budują niesamowitego człowieka. Tu potrzeba wiele miłości i cierpliwości do siebie samego. Szczerze zachęcam do tego, aby przypomnieć sobie, kiedy płonęło ostatni raz twoje serce. Każdy z nas pamięta takie momenty. Max Lucado pisze o tym w swojej książce, o której już Wam wspominałem. Musisz po prostu odpowiedzieć sobie na pytanie: „Co lubisz robić i co dobrze Tobie wychodzi?”. Na pewno są rzeczy, które wychodzą tobie lepiej niż innym, nawet jeżeli wkładasz w to mniej czasu niż inni. Pomyśl, obserwuj siebie, swoje umiejętności…szukaj swoich pasji i…rób to, co kochasz.

radiomaryja.pl

drukuj