[NASZ DZIENNIK] Tysiące ludzi traci pracę
Sytuacja w kilkudziesięciu największych przedsiębiorstwach, strategicznych spółkach i firmach jest z każdym miesiącem coraz trudniejsza. Kolejne zakłady ogłaszają decyzję o zwolnieniach grupowych. W oczywisty sposób wpływa to nie tylko na fatalny stan naszej gospodarki, ale również sytuację pracowników, którzy tracą zatrudnienie, a więc poczucie bezpieczeństwa i stabilność finansową – wskazuje [Paulina Gajkowska na łamach „Naszego Dziennika”].
Przyczyn pogorszenia się kondycji dużych firm i zakładów jest wiele, jednak kluczowe jest zaniechanie przez rząd Donalda Tuska energicznego rozwoju, który miał miejsce przez 8 lat rządu Zjednoczonej Prawicy. Blokada kluczowych inwestycji, uległość wobec obcego kapitału i dyrektyw unijnych prowadzą polską gospodarkę do gigantycznego kryzysu.
Poważne redukcje dotknęły PKP Cargo. Spółka o strategicznym znaczeniu dla państwa 7 listopada przekazała informację, że „w ramach zwolnień grupowych w PKP Cargo odeszło 3665 osób, z czego 2515 pracownikom wypowiedziano umowy o pracę, a z innych przyczyn odeszło 1150 osób”. W komunikacie czytamy, że „31 października 2024 roku PKP CARGO S.A. w restrukturyzacji zakończyła trwający od połowy 2024 roku proces zwolnień grupowych, w wyniku którego zatrudnienie zmniejszyło się o liczbę 3665 pracowników”.
Jak podnoszą związkowcy PKP Cargo, zabrakło pieniędzy na wypłaty odpraw i innych świadczeń dla pracowników do tej pory zwolnionych. Spółka nie jest w stanie wywiązać się z zobowiązań wynikających ze zwolnień. Jak informował niedawno w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Henryk Grymel, przewodniczący Krajowej Sekcji Kolejarzy NSZZ „Solidarność”, który również dostał wypowiedzenie z PKP Cargo, prezes Marcin Wojewódka napisał list do pracowników, że „przeprasza, ale nie ma na nic pieniędzy”. Takie stanowisko prezesa spółki jest o tyle zaskakujące, że jeszcze na koniec 2023 roku PKP Cargo odnotowało zysk. Sądy w całej Polsce już zajmują się sprawami zgłaszanymi przez zwalnianych z PKP Cargo. W części do tej pory rozpatrzonych spraw sądy ogłosiły zabezpieczenie w postaci obowiązku dalszego zatrudnienia do czasu prawomocnego wyroku, co skutkuje przywróceniem tych osób do pracy.
Spółka wyjaśniała, że w kwietniu w PKP Cargo zatrudnionych było blisko 14 tys. pracowników, a nowy zarząd „postawił diagnozę, że spółka jest przeetatyzowana”. Zwolnienia grupowe zapowiedziano w złożonych na początku lipca 2024 roku zawiadomieniach do organizacji związkowych. Pod koniec lipca sąd rejonowy w Warszawie otworzył postępowanie restrukturyzacyjne PKP Cargo, w którym zdecydował o otwarciu postępowania sanacyjnego. Dzień wcześniej zarząd spółki zapowiedział przeprowadzenie zwolnień grupowych.
Warto podkreślić, że PKP Cargo jest największym kolejowym przewoźnikiem towarowym w Polsce. Grupa oferuje usługi logistyczne, łącząc transport kolejowy, samochodowy oraz morski. Świadczy samodzielne przewozy towarowe na terenie Polski oraz wielu krajów europejskich. Niestety, jak podnosi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jan Majder, przewodniczący „Solidarności” w PKP Cargo, oprócz zwolnień, które odbywają się w nieludzki sposób, jakość usług świadczonych również spada. Wynika to, jak stwierdza, ze złej organizacji pracy.
– Pociągi stoją po kilka godzin i nie odjeżdżają. Dlaczego tak się dzieje? Bo albo nie ma maszynisty, albo brakuje rewidenta, który zrobiłby próbę. Cała masa ludzi została zwolniona, nie ma odpraw pociągów. To wpływa na to, że nie odjeżdżają o czasie. Pan prezes mówi, że jest odwrotnie, że wszystko odbywa się zgodnie z planem – wyjaśnia rozmówca.
W sposób oczywisty rodzi się pytanie: kto zyska na tym, że jedna ze strategicznych spółek pogrąża się w kryzysie?
– Na koniec 2023 roku spółka była na plusie. Za pierwszy kwartał tego roku już było 118 mln na minusie. Takie były dane. W jaki sposób to się stało? Nie mam pojęcia. Do czego to zmierza? Podsumujmy to, co już mamy: zapowiedzi sprzedaży zbędnego majątku, czyli zbędnych wagonów, lokomotyw, zwalnianie 3 tys. ludzi, obniżona jakość usług. To jest w interesie konkurencji. Bardzo dużo młodych ludzi z naszej spółki przeszło do konkurencji. Pan Wojewódka mówi, że zostały podpisane listy i pracownicy z PKP Cargo będą mogli przechodzić do innych firm. Trzeba się jednak zastanowić, kto przyjmie ludzi po 50. roku życia? Jeśli chodzi natomiast o same zwolnienia grupowe, to skandalem jest to, że pracownicy zostają bez środków. Nie są im wypłacane żadne świadczenia związane ze zwolnieniem grupowym. Wiemy przecież, że ludzie mają zobowiązania, kredyty, muszą z czegoś żyć. Zresztą ci, którzy zostali, również obawiają się o swoją przyszłość. Ja uważam, że zwolnienia będą kontynuowane, i to w niedługim czasie. Niestety, w szerszym odbiorze niewiele mediów i instytucji, nie mówiąc o rządzie, się tym przejmuje. Wraca to wszystko, co było przed 2015 rokiem. Wówczas też tylko zwalniano, zamykano, nic się nie opłacało. W spółce od 2015 do 2023 roku praktycznie nie było zwolnień, były przyjęcia. I na koniec 2023 roku był zysk. To mówi samo za siebie – podkreśla Jan Majder.
Poczta na krawędzi
Kolejną spółką, którą mają dotknąć radykalne redukcje, jest Poczta Polska. Całkiem realna staje się wizja strajku pocztowców jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Większość pracowników opowiedziała się w referendum za akcją strajkową. Związki zawodowe jeszcze liczą na podjęcie rozmów z zarządem spółki.
Pod koniec sierpnia br. Poczta Polska ogłosiła w ramach programu „ratowania Poczty” program dobrowolnych odejść z zapowiedzią wypłaty rocznej pensji zwalnianym. Pracę stracić ma blisko 9,3 tys. osób.
– Po zapowiedziach zarządu o liczbie zwolnień efekt jest taki, że pracownicy – póki jeszcze można, póki jeszcze rynek pozwala – szukają sobie innej pracy i ją znajdują, nie czekając na ten szumnie zapowiedziany program dobrowolnych odejść. Samo przyblokowanie zatrudnienia czy uzupełnienia wakatów spowodowało już taki odpływ pracowników. Sytuacja powinna być unormowana w zakresie prawidłowego finansowania usługi powszechnej. Obecnie wygląda to tak, że największym dłużnikiem Poczty Polskiej jest państwo polskie – wyjaśnia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Wiesław Królikowski, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Łączności NSZZ „Solidarność”.
Wciąż są nieuregulowane kwestie finansowe pomiędzy państwem polskim a Pocztą Polską.
– Jesteśmy pod kreską. My wystawiamy rachunek za usługę powszechną. Od prawie półtora roku dokumentacja znajduje się w strukturach unijnych. Wydano comfort letter, ale to jest jedynie zapowiedź, że istnieje prawdopodobieństwo, że będzie zgoda UE na rekompensatę dla Poczty Polskiej. W ten sposób nie są uruchamiane pieniądze z budżetu państwa. To nie są pieniądze unijne – tłumaczy Wiesław Królikowski.
W jego opinii jest to sytuacja absurdalna, w której struktury unijne de facto doprowadzają Pocztę Polską do bankructwa.
– Premierem jest obecnie człowiek, który przekonywał cały czas opinię publiczną, że ma takie dobre układy w Unii Europejskiej. To dlaczego wciąż nie możemy doczekać się odblokowania tych środków? Jeżeli popatrzymy na konsekwencję i grę interesów, wiodącą siłą w strukturach unijnych są Niemcy, i to Niemcy mają „tygrysa europejskiego”, czyli Deutsche Post, to w ich interesie nie jest przyspieszenie tego procesu, żeby ratować Pocztę Polskę i żeby miała ona silną pozycję na polskim rynku. Jedyną polską firmą, jeżeli chodzi o zasięg ogólnokrajowy, jest Poczta Polska. Są oczywiście pomniejsze firmy, bo mamy ponad tysiąc firm pocztowych, które zarejestrowały działalność, raczej lokalną – podnosi rozmówca.
Wiesław Królikowski uważa, że obecnie w Polsce, jeśli chodzi o problemy dużych spółek i firm, mamy dwa problemy.
– Pierwszy to niezrozumiałe problemy finansowe firm, które są stabilizatorem na naszym rynku i gwarantem bezpieczeństwa. Drugi problem bardzo poważny to „drapieżny” kapitalizm w odniesieniu do pracowników. Dostrzegamy kompletną ignorancję w stosunku do człowieka. Człowiek staje się przedmiotem, a nie podmiotem. Jak nie pasuje, to się go wyrzuca. Widzimy psucie państwa i społeczeństwa w wielu wymiarach. To bardzo niepokojące – zauważa przewodniczący Krajowego Sekretariatu Łączności NSZZ „Solidarność”.
Ofiary polityki energetycznej
W dramatycznej sytuacji znajduje się również Grupa Azoty. Od marca zmniejszyła zatrudnienie w grupie kapitałowej o 820 osób i do końca roku zamierza kontynuować ten proces. Taką informację przekazał prezes Grupy Azoty Adam Leszkiewicz.
Samorządowcy z 9 miast i gmin wystosowali list do premiera Donalda Tuska oraz ministrów w jego rządzie w związku z planami wcześniejszego zamknięcia elektrowni zasilanych węglem. Spowoduje to zwolnienia tysięcy osób.
– Nie chcemy czekać na zmaterializowanie się czarnego scenariusza […]. Skala uzależnienia naszych gmin od energetyki węglowej pokazuje, że lokalne władze nie posiadają narzędzi i środków, aby samodzielnie przeciwdziałać negatywnym skutkom wywołanym tym procesem – podnoszą samorządowcy.
Jak wskazują, bezpieczeństwo energetyczne Polski jest zagrożone, a samorządy znalazły się w kryzysowej sytuacji. We wszystkich 9 miejscowościach działają elektrownie węglowe. Według najnowszych planów rządu ich stopniowe wygaszanie ma nastąpić szybciej, niż pierwotnie zakładano. Początkowy plan był taki, że transformacja miała zacząć się z początkiem 2030 roku. Samorządy otrzymały jednak informację z elektrowni, że proces ma nastąpić już w 2026 roku. Władze Gryfina, Jaworzna, Łazisk Górnych, Opola, Ostrołęki, Połańca, Rybnika i Trzebini uważają, że wcześniejsze zamykanie elektrowni zasilanych węglem spowoduje zarówno problemy z dostawami ciepła dla mieszkańców, ale również zwolnienia tysięcy osób związanych z branżą energetyczną, czyli wzrost bezrobocia. Konsekwencją będą również gigantyczne spadki w dochodach samorządów i widmo recesji.
Z miesiąca na miesiąc dramatycznie pogarsza się sytuacja w zakładach hutniczych w Polsce. W lipcu Sąd Rejonowy w Częstochowie ogłosił upadłość Huty Częstochowa, związkowcy z „Solidarności” alarmują, że zakładowi grozi likwidacja. Pracę może stracić blisko 1000 osób. 4 listopada Alchemia SA ogłosiła, że zamierza zlikwidować Walcownię Rur „Rurexpol”. 250 pracowników znajdzie się na bruku. Już wcześniej zamknięto kuźnię „Batory” i Walcownię Rur „Andrzej” w Zawadzkiem na Opolszczyźnie. Hutnicy z likwidowanych zakładów zwrócili się 7 listopada do Piotra Dudy o pilne zwołanie Rady Dialogu Społecznego w sprawie sytuacji w branży stalowej.
O wdrożeniu procedury zwolnień grupowych oraz rozpoczęciu procedury konsultacji w sprawie zwolnień grupowych ze związkami zawodowymi poinformowała pod koniec października również firma Amica SA z siedzibą we Wronkach w województwie wielkopolskim. Zwolnienia mają objąć nie więcej niż 49 pracowników. Jak zakomunikowała spółka, wszystkim pracownikom w związku z rozwiązaniem z nimi stosunku pracy w ramach zwolnienia grupowego będzie wypłacona przysługująca im odprawa. Decyzję tę argumentowano trendem spadkowym popytu na sprzęt AGD, a tym samym mniejszą od zakładanej wartością i wolumenem sprzedaży oraz wysokością generowanych przez spółkę przychodów z tytułu oferowanych konsumentom produktów i towarów.
Widać wyraźnie, że mapa zwolnień grupowych stale się powiększa o kolejne podmioty. Problem z redukcją zatrudnienia dotyczy zarówno mniejszych firm, jak i dużych przedsiębiorstw, a nawet spółek Skarbu Państwa. Na liście są m.in. firma Beko/Whirlpool, radomska firma meblowa Fameg, Zakłady Porcelany Karolina, firma Redan czy Grupa Eurocash. Pogarszająca się koniunktura powoduje, że koszty zaczynają przewyższać zyski. Przyczyny są oczywiście złożone, jednak jak zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Zbigniew Krysiak, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej, do najważniejszych należy zła polityka zarządzania cenami energii, regulacje związane z dyrektywami Zielonego Ładu oraz destrukcyjna polityka obecnego rządu. Donald Tusk i jego koalicja udowadniają, że nie interesuje ich rozwój kraju i budowa silnego, niezależnego gospodarczo państwa.
Paulina Gajkowska/Nasz Dziennik



