fot. prezydent.pl

Nadal nie znamy czołowych kandydatów na urząd prezydenta

Prawdopodobnie dopiero w grudniu Prawo i Sprawiedliwość przedstawi swego kandydata na prezydenta. Mateusz Morawiecki tłumaczy to koniecznością pogłębionych badań. Z kolei koalicjantów PSL nie przekonuje propozycja wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza o jednym wspólnym kandydacie.

Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości ma problem z wyłonieniem swojego kandydata w wyścigu o Pałac Prezydencki. Pierwotnie miał on zostać przedstawiony w okolicach 11 listopada, ale partia odchodzi od tych planów – poinformował były premier Mateusz Morawiecki.

– (Nastąpiło – radiomaryja.pl) odłożenie decyzję o kolejne dwa-trzy tygodnie – powiedział polityk.

PiS zleciło kolejną serie badań opinii publicznej i czeka na ich wyniki.

– Chcemy wybrać naprawdę kogoś, kto ze wszech miar ma największe szanse na zwycięstwo. Jesteśmy na dobrej drodze do ogłoszenia takiego kandydata – oznajmił Mateusz Morawiecki.

PiS zrezygnowało z wewnętrznych prawyborów ze względu na kwestie organizacyjne. Również po stronie koalicji rządzącej nadal toczy się dyskusja nad potencjalnymi kandydatami lub jednym wspólnym kandydatem całego obozu władzy. Takie rozwiązanie zaproponował wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Mam święte przekonanie, że trzeba wyłonić jednego kandydata, a nie trzech – ocenił szef PSL.

Według prezesa Ludowców kandydat nie może być ani prawicowy, ani lewicowy. Ma on być „wspólnotowy”. Pomysł został szybko skrytykowany przez liderów pozostałych ugrupowań. Do sprawy odniósł się sam premier Donald Tusk, który przedstawił swój plan.

„Partie wystawiają najlepszych kandydatów, nie atakujemy swoich w I turze, wszyscy popieramy tego, kto przejdzie do II tury” – napisał szef rządu na portalu X.

 

Nieoficjalnie Ludowcy chcieli tym ruchem zaproponować, aby wspólnym kandydatem nie był lewicowy prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, tylko minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. W zamian posłowie PSL mogliby poprzeć projekt ustaw dotyczących tzw. związków partnerskich i tzw. aborcji.

To propozycja przestrzelona – skomentował poseł Marcin Bosacki z Platformy Obywatelskiej.

– Trzeba wrócić do uprawiania polityki i dogadywania się w zaciszu gabinetów, tak jak to było przed wyborami z 15 października zeszłego roku, a nie zaskakiwania partnerów sążnistymi deklaracjami w mediach – mówił polityk.

Na ten moment najpewniejszą kandydaturą z ramienia Koalicji Obywatelskiej jest Rafał Trzaskowski. Nieoficjalne starania Ludowców stawiają też pod znakiem zapytania relacje wewnątrz Trzeciej Drogi i start obecnego marszałka Sejmu.

Szymon Hołownia to jedyny dobry wybór – przekonywał wiceminister cyfryzacji z Polski 2050, Michał Gramatyka.

– Tylko Szymon Hołownia jako kandydat całej „Koalicji 15 października” jest w stanie te wybory wygrać. Nikt inny – stwierdził wiceszef resortu cyfryzacji.

Wariant, w którym każda z rządzących partii wystawia swojego kandydata, spowoduje wewnętrzne walki – zwrócił uwagę prawnik i politolog, prof. Marcin Szewczak.

– Ci kandydaci będą musieli się określić w toku kampanii wyborczej, ponieważ wyborcy – niezależnie od preferencji politycznych – najbardziej nie lubią, gdy kandydat jest niewidoczny i nijaki – podkreślił ekspert.

Rozbrat powstał już po lewej stronie sceny politycznej. Po odejściu partii Razem z Klubu Parlamentarnego Lewicy możliwy jest start dwóch kandydatów. Swojej kandydatury nie wykluczyła zawieszona w prawach członka partii Razem poseł Paulina Matysiak.

– Rozważyłabym to poważnie, gdyby była taka propozycja. Mówię zupełnie serio – oznajmiła polityk.

Poseł Tomasz Trela nie wierzy w zapowiedzi swoich byłych kolegów z klubu i jednocześnie zapowiedział, że Lewica wystawi swojego polityka.

– Nie wiem, czy zbierze podpisy, natomiast wychodzenie z koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy po to, żeby wystawić kandydata na urząd prezydenta, może być co najmniej zabawne – ocenił parlamentarzysta.

Jedną z dwóch pewnych kandydatur pozostaje lider Konfederacji, Sławomir Mentzen. Swój start potwierdził już także poseł Marek Jakubiak z partii Wolni Republikanie.

Rozdrobnienie prawicowych kandydatów może skutkować niewejściem kandydata konserwatywnego do drugiej tury – zauważył politolog, dr Andrzej Skiba.

– Druga sprawa to pytanie, do jakiego stopnia rok po zmianie władzy kandydat silnie identyfikowany z PiS byłby do zaakceptowania przez wyborców, którzy na PiS nie głosowali, ale nie chcą zagłosować na np. kandydata Koalicji Obywatelskiej – zaznaczył ekspert.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich zaplanowana jest na maj 2025 roku.

TV Trwam News

drukuj