Nadal brak konkretnych rozwiązań ws. rosyjskiego embarga

Wciąż nie ma konkretnych rozwiązań ws. dramatycznej sytuacji polskich rolników. Problemy związane są z rosyjskim embargiem na produkty żywieniowe.

Minister rolnictwa zapewnia, że państwo jest w stanie pokryć koszty, jednak UE polskich rolników lekceważy. Ewentualne decyzje mogą zapaść, ale dopiero we wrześniu.

W obliczu rosyjskiego embarga na polskie produkty żywnościowe perspektywa bankructwa objęła kilkadziesiąt tysięcy gospodarstw rolnych. Międzyresortowy zespół ds. działań stabilizujących na rynkach owoców i warzyw ma zagwarantować rolnikom oraz eksporterom pokrycie poniesionych kosztów.

– Ci rolnicy, którzy są w tej chwili przymuszeni zbiorem terminowym – a więc: papryka, warzywa kapustne, ogórki, pomidory – mogą już przygotowywać się do wycofania z produkcji i z pewnością będą mieli rekompensaty co najmniej pokrywające koszty – zapewnia minister Marek Sawicki.

Koszty to jednak nie wszystko. Brak rynku zbytu i jedynie zwrot kosztów, to także brak zarobku za ciężką, całosezonową pracę. Dlatego nawet kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorstw – głównie z południa Mazowsza, gdzie uprawia się 40 procent polskich jabłek – może upaść.

– Broniąc się przed trudną sytuacją, być może będziemy te owoce serwowali po cenach dumpingowych, wypierając tamtejszych producentów –  mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Tu z pomocną ręką miała wyjść Unia Europejska. Na razie jednak nie ma konkretnych działań, choć odbywają się zakulisowe rozmowy.

– Rozmawiałem telefonicznie z ministrem rolnictwa Włoch. Włochy sprawują prezydencję, są władne zwołać w każdej chwili Radę Ministrów Rolnictwa i Rybołówstwa. Pierwotnie planowali zrobić to w drugiej połowie września. W tej chwili po mojej rozmowie zobowiązał się minister rolnictwa Włoch, że uczyni to znacznie wcześniej. Wytłumaczyłem mu, że KE i urzędnicy mogą skrócić urlopy i jeśli on wyznaczy radę ministrów za 2 tygodnie, to na pewno urzędnicy będą już wtedy do tej rady gotowi – stwierdza minister Marek Sawicki.  

KE nie miała problemu, by wesprzeć finansowo producentów brzoskwiń i nektarynek głównie w Hiszpanii, Włoszech, Francji i Grecji. Pomoc uzasadniła niekorzystnymi warunkami pogodowymi i dodatkową presją wywołaną przez zakaz importu wprowadzony przez Rosję.  W przypadku polskich owoców i warzyw istnieje duże ryzyko, że na ewentualne decyzje ze strony UE poczekamy aż do września.

RIRM

drukuj