Moralny paternalizm?

Nad znalezieniem się przez nas w gronie wszystkich świętych pracują
czasami także etycy. W dialogu "Aksjochos" Pseudo-Platona mamy przedstawionego
ojca etyki, który pokrzepia Aksjochosa przed jego śmiercią. Chociaż wcześniej
"żartował sobie z tych, którzy odczuwali lęk przed nią", to jednak w obliczu
zbliżającej się własnej śmierci ogarnął go przejmujący smutek.

Wezwany Sokrates skutecznie pokrzepił umierającego za pomocą przypomnienia
jego wybitnie dzielnego czynu. Spośród trzech tysięcy członków Zgromadzenia
tylko dwóch wzięło w obronę wodzów skazanych na śmierć bez wyroku sądowego.
Jednym z tych dwóch porządnych obywateli w tłumie nikczemników był Aksjochos.
Stąd też w obliczu śmierci "powinieneś czuć się szczęśliwie, bo żyłeś zbożnie",
powiedział mu Sokrates na koniec swojej duszpasterskiej wizyty.
W epoce kultu nauki rady zawodowych etyków mogą mieć nawet większe znaczenie.
Słuchałem zatem z zainteresowaniem w internecie, co prezes Polskiego Towarzystwa
Bioetyków, prof. dr hab. Włodzimierz Galewicz, radzi zrobić z dziećmi chorymi
przed urodzeniem. Co powinien zrobić lekarz, od którego kobieta żąda skierowania
na badania prenatalne, ukierunkowane na aborcję? Te rady udzielone zostały
polskim ginekologom i położnikom podczas V Krajowej Konferencji Szkoleniowej
"Ginekologia i Położnictwo 2008". Czy trafimy do grona wszystkich świętych, a
przynajmniej w ich pobliże, jeśli skorzystamy z tych rad prezesa polskich
bioetyków?
Zdaniem prof. Galewicza, lekarz, który nie chce skierować kobiety na żądane
przez nią badania prenatalne, okazuje się "moralnym paternalistą", czyli koniec
końców antybohaterem moralności. Pierwszym z powodów (analizę trzech pozostałych
muszę tutaj pominąć) jakoby zachodzenia owego występku miałoby być traktowanie
osoby dorosłej (kobiety) jako "niepełnoletniej" poprzez narzucanie jej własnych
poglądów. Lekarz miałby nie respektować "autonomii" kobiety, bo podejmować za
nią moralnie właściwą decyzję. Moralnie właściwą w przekonaniu lekarza, a nie w
przekonaniu kobiety. Lekarz zatem miałby ją traktować jak ojciec swoje małe
dziecko, np. aplikując mu aspirynę, a nie pytając je o zdanie. Zauważmy jednak,
że lekarz odmawiający skierowania kobiety na aborcyjnie ukierunkowane "badania
prenatalne" wcale nie zamierza tego, co mu przypisuje Galewicz. Lekarz wcale nie
chce podjąć właściwej moralnie decyzji za kobietę. Chce natomiast, aby jej
dziecko żyło i nie chce uczestniczyć w jego zabójstwie. Moralnej decyzji
kobiecie nikt nie może odebrać: albo jest to decyzja za życiem, albo jest to
decyzja za zadaniem śmierci własnemu choremu dziecku. Ewentualna realizacja
któregoś z tych zamysłów – decyzji dokonania aborcji lub decyzji niedokonania
aborcji – leży w gestii kobiety. Jej moralna autonomia jest respektowana przez
lekarza.
Profesor Galewicz zapomina w swoim wywodzie o moralnej autonomii lekarza. Czy
władza nie powinna jej respektować i może traktować lekarza w sposób
"paternalistyczny"? Wyraźnie Galewicz nie przejmuje się tą autonomią lekarza.
Twierdzi przecież, że skoro obowiązujące polskie prawo dopuszcza "badania
prenatalne" – a "klauzula sumienia" dla zawodów medycznych jakoby nie wyklucza
możliwości niedania skierowania na badania prenatalne – to lekarz powinien w tym
wypadku słuchać władzy, czyli obowiązującego prawa, skoro nie ma dobrych racji,
aby je łamać.
Wygląda zatem, że skorzystanie z rady prof. Włodzimierza Galewicza
poprowadziłoby nas nie ku wszystkim świętym, ale – jak to przedstawił Sokrates –
na wygnanie, gdzie jest "siedziba bezbożnych, nie kończące się czerpanie wody
Danaid, męka spragnionego Tantala".

 

Marek Czachorowski

drukuj