fot. PAP/Tomasz Gzell

Marcin P. przesłuchany przez komisję śledczą ds. Amber Gold

Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam – powiedział były szef Amber Gold Marcin P. komisji śledczej. Zeznał, że politycy sami szukali z nim kontaktu. Powiedział też, że zatrudnienie Michała Tuska było mu nie na rękę, ale się zgodził, bo syn premiera bardzo chciał. Przyznał się też do utrzymywania przez jednego z jego współpracowników kontaktów z ABW i złożonej mu przed jedno z ministerstw nieformalnej propozycji przejęcia LOT-u. Stwierdził jednocześnie, że Urząd Lotnictwa Cywilnego nigdy nie zapytał go o karalność.

– Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam panie pośle (…) kompletnie nic – tak Marcin P. skomentował słowa Witolda Zembaczyńskiego, członka komisji  śledczej, który powiedział, że ma dziś niepowtarzalną okazję do tego, by „zwrócić coś Polakom”.

Marcin P. kategorycznie zaprzeczył też, że Amber Gold była piramidą finansową. 

– Odmawiam odpowiedzi na to pytanie. I proszę nie nazywać tego piramidą finansową. […] Było to przedsiębiorstwo – spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Nie była piramidą finansową. Żaden wyrok prawomocny w tej sprawie nie zapadł, więc proszę się nie ograniczać do takich kolokwializmów. Tym bardziej, że w systemie polskim nie istnieje coś takiego jak piramida finansowa – stwierdził Marcin P.

Przypomnijmy, że w wyniku afery Amber Gold Polacy stracili oszczędności życia. Pokrzywdzonych zostało niemal 19 tys. klientów. Łączne szkody oszacowano na 851 mln zł. Marcin P. odmawiał dziś odpowiedzi, zasłaniając się trwającym postępowaniem karnym.

Twórca Amber Gold przyznał, że przekazywano mu informacje z ABW. Miały to robić osoby trzecie. Miał je otrzymywał także od dziennikarzy. Według Marcina P. informacje mogły też pochodzić od ministra z kancelarii premiera Tuska – Jacka Cichockiego.   

– Powoływał się  na kogoś z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale na chwilę obecną nazwiska nie jestem w stanie podać – zaznaczył Marcin P.

– Proszę Pana, proszę powiedzieć czy powoływał się na Pana Cichockiego? – dopytywała Małgorzata Wassermann.

– Być może tak, wydaje mi się, że tak – odpowiedział były szef Amber Gold.

Marcin P. nie chciał ujawnić, skąd wziął się pomysł na stworzenie Amber Gold i jak zgromadził kapitał początkowy. Pytany, czy pozostawał w kontakcie z politykami  (jeśli tak, to z jakimi) odmawiał odpowiedzi. Na pytanie, jaką rolę spełniał Michał Tusk w spółce OLT Expres, mówił o przekazywaniu przez syna Donalda Tuska pewnych informacji.

– Dostarczał nam dane, które według mojej oceny (zresztą co zeznawałem w prokuraturze) naruszało, jeżeli nie prawnie – konflikt interesów był – jeżeli nie prawnie, to na pewno moralnie – wyjaśnił Marcin P.

Na te działania – jak zeznał Marcin P. – syn Donalda Tuska miał przyzwolenie prezesa Portu Lotniczego w Gdańsku Tomasza Kloskowskiego. Przy kolejnych pytaniach w tej sprawie Marcin P. przyznał, że płacił Michałowi Tuskowi za przekazywanie poufnych informacji w sprawie portu w Gdańsku.

Marcin P. przed komisją śledczą ds. Amber Gold zeznał także, że Ministerstwo Gospodarki za rządu PO-PSL proponowało mu przejęcie LOT-u. Jednocześnie Urząd Lotnictwa Cywilnego nigdy nie zapytał go karalność.

– Mieliśmy za pośrednictwem pana Tomasza Wicherka propozycję z Ministerstwa Gospodarki zakupu LOT-u – podkreślił były szef Amber Gold.

To nie Marcin P. był zainteresowany współpracą z politykami, ale oni sami – przyznał były szef Amber Gold.

– To politycy sami szukali kontaktu ze mną. Ja raczej próbowałem się od polityków odcinać – zaznaczył Marcin P.

– Którzy politycy  z panem szukali kontaktu? – pytała Małgorzata Wassermann.

– Na pewno prezydent miasta Gdańska – wskazał były szef Amber Gold.

Na te słowa szybko zareagował  Paweł Adamowicz, prezydent miasta Gdańsk. Na  Twitterze zarzucił Marcinowi P. kłamstwo.

– Zeznania Marcina P. są nieprawdziwe. Nie zabiegałem o spotkanie z nim. Nigdy się z nim nie spotkałem – napisał Paweł Adamowicz.

Twórca Amber Gold przyznał również, że na liście osób, które inwestowały w jego firmę, byli przedstawiciele wszystkich partii politycznych.

Nazwiska Ewa Kopacz i Paweł Adamowicz, również widniały na liście baz danych klientów – przyznał Marcin P. To z kolei zdementowała była premier Ewa Kopacz.

– Nigdy nie lokowałam środków w Amber Gold. Marcin P. mija się z prawdą – napisała na Twitterze Ewa Kopacz.

Prawie sześć godzin trwały zeznania Marcina P. Jutro komisja śledcza ds. Amber Gold przesłucha jego żonę Katarzynę P.

TV Trwam News/RIRM

drukuj