archiwum Mileny Szałkowskiej

M. Szałkowska: Rozmawiam z zagorzałymi ateistami, prostytutkami, osobami, które wróżą – spotykam ludzi pogubionych. Byłam w tej samej pozycji, co osoby, do których dziś głoszę

Ze świata show biznesu do pracy na etacie u Pana Boga. Milena Szałkowska to z zawodu projektant ubioru, ale obecnie głosi świadectwo tam, gdzie Pan ją pośle. „Usłyszałam pytanie: »Czy naprawdę chcesz tak żyć?«. Miałam wrażenie, że na ułamek sekundy Jezus dał mi swoje oczy. Znienawidziłam grzech” – wskazała w programie „Wierzę w Boga” w TV Trwam.

Do wiary w Chrystusa nawróciła się z życia, które wielu pragnie mieć.

– Weszłam w świat show biznesu. Dwa lata mi wystarczyły, by zasmakować życia wśród celebrytów; nie byłam w stanie łaski uświęcającej, nie za bardzo chciałam mieć do czynienia z Panem Bogiem. Miałam takie wyobrażenie Boga, który siedzi jak lord na tronie (…), że jest to Ktoś, kto nie do końca się mną interesuje; nie chce być w moim życiu obecny, każe mnie, bo robię złe rzeczy – mówi Milena Szałkowska.

Prawdziwego Boga spotyka w 2016 roku.

– Usłyszałam pytanie Pana Jezusa: „Czy naprawdę chcesz tak żyć?”. Miałam wrażenie, że na ułamek sekundy dał mi swoje oczy. Znienawidziłam swój grzech. Uznałam to za coś brudnego, śmierdzącego – wskazuje.

Zanim Milena usłyszała to ważne pytanie, skontaktowała się z nią koleżanka, która zaprosiła ją na sushi. Przez dwie godziny opowiadała, że Pan Jezus uzdrowił ją na Eucharystii.

– Pomyślałam z uśmiechem: „Jak ten »opłatek« mógł ją uzdrowić?” – taki miałam poziom wiedzy, a więc żaden. Jedząc sushi patrzyłam na nią z wielkim politowaniem. Myślałam, że coś jej się stało w głowę. Na koniec spotkania powiedziała zdanie, które coś we mnie zasiało i okazało się być później pomocą: „Posłuchaj kazań ks. Piotra Pawlukiewicza” (…). Po pewnym czasie wróciła do mnie ta rozmowa, chciałam sobie przypomnieć nazwisko poleconego księdza. Zaczęłam zgadywać: ksiądz Parudewicz? Jak on się nazywał? Zapomniałam. I usłyszałam ten sam głos, co wcześniej – wierzę, że Pana Jezusa – który mi powiedział: „Ks. Piotr Pawlukiewicz”. Wmurowało mnie, pomyślałam, że ze mną jest gorzej niż myślałam, bo zaczynam słyszeć głosy.  Ale włączyłam kazania. To były trzy miesiące płaczu. Każde kazanie, każde słowo Boże rozdrabniało mnie na części. Znajdowałam odpowiedź na każde pytanie i każdą wątpliwość – przyznaje.

Milena przystąpiła do sakramentu spowiedzi w kościele św. Anny w Warszawie. Była z nią koleżanka „od sushi”.

– Zaczęłam tak płakać, że nie byłam w stanie nic powiedzieć (…). Wówczas wydawało mi się, że z Panem Bogiem będę już żyła do końca – wspomina.

Niedługo potem z pracy wysłano ją w delegację do Szwecji na dziewięć tygodni. Tam zapisała się do szkoły projektowania ubioru, gdzie poznała wiele osób ze świata show biznesu, z którymi podjęła współpracę.

– Byłam przekonana, że jadę tam mówić: „Jezus żyje!”, ale mój kręgosłup moralny nie był ugruntowany i nie byłam w stanie o Nim mówić. Zaczęłam wracać do tego, z czego Pan Bóg mnie wyciągnął. Pojawiło się więcej okazji do picia alkoholu, uczestniczenia w imprezach. Pan Jezus się dobijał do mojego serca, ale tak delikatnie. Nie chodziłam w niedzielę do kościoła, bo np. miałam premierę. Tłumaczyłam sobie, że innego dnia mogę iść na Mszę św. i przecież Pan Bóg się nie obrazi. Nie byłam gotowa na pracę nad sobą, na wyrzeczenia (…). Upadłam w grzech, z którego Bóg wyciąga mnie po raz kolejny. Wstałam na drugi dzień i postanowiłam, że nie chcę tak żyć. Dokonałam wyboru – zaznacza gość TV Trwam.

Był 2019 rok. Milena była przekonana, że musi zakończyć niektóre dotychczasowe współprace.

– Przyszło mi na modlitwie, aby usunąć zdjęcia z Instagrama. Miałam tam spektrum swojej „pięknej próżności”, czyli: z kim to ja nie mam zdjęć, gdzie to ja nie byłam, czego nie robiłam… Wszystko, aby inni mogli mnie podziwiać. Dostałam też natchnienie, żeby na tej platformie przyznać się, że wierzę i wstawić zdjęcie krzyża. Zrobiłam to. Od razu zostawiło mnie, przestało obserwować 700 osób. Spojrzałam na obraz „Jezu, ufam Tobie”, powiedziałam: „Nie cofnę się. Idziemy w to dalej” – mówi.

Krótko po tym dostała natchnienie, żeby dać świadectwo w internecie.

– Było to dla mnie bardzo trudne (…). Znałam osoby wyśmiewające Matkę Bożą i cały Kościół, a ja miałam się przyznać, że wierzę w Boga. Zrobiłam to. Byłam przerażona, bo świadectwo miało dziesiątki tysięcy wyświetleń (…). To był początek mojej drogi z Panem. Kiedy oficjalnie się przyznałam, odezwały się do mnie osoby z podobnym doświadczeniem – podkreśla.

Od tego czasu – jak sama mówi – jest tułaczem. Nie ma pracy na etat, żyje wyłącznie z ofiar i opatrzności Pana Boga. Idzie tam, gdzie Stwórca ją pośle.

– Bardzo często rozmawiam z zagorzałymi ateistami, prostytutkami, osobami, które wróżą. Mam doświadczenie spotykania ludzi pogubionych. W 2015 roku byłam mniej więcej w tej samej pozycji, co osoby, do których dziś głoszę – akcentuje Milena Szałkowska.

radiomaryja.pl

drukuj