fot. PAP/Maciej Kulczyński

M. Ptasińska o sytuacji w gminie i mieście Bardo: Woda zaczęła opadać. Jest dużo strat zarówno prywatnych, jak i instytucjonalnych

Na tę chwilę woda zaczęła opadać, więc liczymy straty. Wróciłam z terenu i jest źle. Jest dużo strat zarówno prywatnych, jak i też instytucjonalnychmówiła Marta Ptasińska, burmistrz miasta i gminy Bardo, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja. Dodała również, że to wielkie szczęście, że wszystko jest dobrze i nikt nie zginął. Jak rozmawiałam z mieszkańcami, to wszyscy mówią, że damy radę i wszystko odbudujemy. Najważniejsze, że jesteśmy cali i zdrowi, i udało się nam uciec przed wodą, i to jest dobra wiadomość – wskazała.

Powódź zbiera żniwo. Polska walczy z wielką wodą. W nocy dramatyczne sceny rozgrywały się w Nysie, gdzie ewakuacji potrzebowali pacjenci szpitala. Wrocław ogłosił alarm przeciwpowodziowy. [czytaj więcej].

Rząd wprowadził stan klęski żywiołowej na obszarze części województwa dolnośląskiego, opolskiego oraz śląskiego. Premier D. Tusk: W rozporządzeniu o stanie klęski żywiołowej mogą pojawić się zmiany. [więcej]

W niedzielę (15 września) sytuacja w Bardo, położonym nad Nysą Kłodzką, przy Drodze Krajowej nr 8 była naprawdę ciężka.

Na tę chwilę woda zaczęła opadać, więc liczymy straty. Wróciłam z terenu i jest źle. Jest dużo strat zarówno prywatnych, jak i też instytucjonalnych – mówiła Marta Ptasińska.

Gość Radia Maryja zaznaczyła jednocześnie, że na szczęście nikt nie zginął. Dodała, że mieszkańcy nie tracą nadziei.

To jest wielkie szczęście, że wszystko jest dobrze i nikt nie zginął. Jak rozmawiałam z mieszkańcami, to wszyscy mówią, że damy radę i wszystko odbudujemy. Najważniejsze, że jesteśmy cali i zdrowi, i udało się nam uciec przed wodą, i to jest dobra wiadomość – podkreśliła.

Burmistrz Bardo zwróciła uwagę, że gmina wygląda, jakby przeszła przez nią wojna.

Drzewa są powyrywane z korzeniami, poprzewracane są ogrodzenia wraz z fundamentami, powybijane okna i drzwi. Po prostu woda przechodziła przez domy – relacjonowała.

Wyjaśniła również, że nikomu nic się nie stało, ponieważ mieszkańcy byli ewakuowani. W pierwszym etapie było ich 110, a później po informacjach o tym, jak dynamiczna jest sytuacja, ewakuowano 200-300 osób.

Naprawdę wszyscy – po naszym apelu o ewakuację – opuścili swoje domy. Zrobiliśmy to na tyle szybko, że każdy mógł zabezpieczyć swój dobytek, można było go wywieźć albo wynieść na wyższe partie, więc ludzie też sporo przenieśli i nie zaskoczyła ich woda, jak to było w 1997 roku. Natomiast jeżeli dom był zalany do połowy pierwszego piętra, to czasami się tak zdarzało, że nawet wyniesione rzeczy na górę zostały zniszczone – dodała.

Najwięcej pomocy uzyskaliśmy od Ochotniczych Straży Pożarnych i Państwowej Straży Pożarnej, a także od wojska. Doświadczyliśmy ogromnego poświęcenia ludzi, wolontariuszy. Urzędnicy z Urzędu Gminy, moi współpracownicy też całymi nocami wspólnie działaliśmy, tak samo pracownicy jednostek, radni. Generalnie nastąpiło pospolite ruszenie. Po prostu każdy, kto tylko czuł, że trzeba pomóc, pomagał – zaznaczyła Marta Ptasińska.

Gość Radia Maryja wyraziła nadzieję, że najgorsze już minęło.

Patrząc na prognozy, deszcz już nie będzie padał tak mocno. Mam nadzieję, że już nic złego się nie wydarzy w górze rzeki i będziemy tylko czekać aż woda już całkowicie opadnie i zobaczymy, jakie są ostateczne straty. W Bardzie już woda powoli wraca do koryta. Trochę gorzej jest w Przyłęku, ponieważ rozlały się tam rzeczki i one w tej chwili stoją. Nie wygląda to zbyt dobrze. Mam nadzieję, że do końca dnia chociaż trochę woda zejdzie i ludzie będą mogli zacząć sprzątać – wyjaśniła.

Burmistrz poinformowała, że w tej chwili drogi są przejezdne i jest połączenie komunikacyjne z resztą kraju. Jednak most w Przyłęku zostaje zamknięty. Obecnie wojsko zamyka zarówno możliwość przejazdu, jak i przejścia.

Całą rozmowę z Martą Ptasińską można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj