Kwietniowa rocznica

Środowiska polskich obrońców życia nie przestają przypominać, że 27 kwietnia 1956 roku Związek Sowiecki wprowadził w PRL ustawę zezwalającą na aborcję. Czy kontynuowanie pamięci o tych wydarzeniach jest sensowne? Z wielu ważnych powodów – tak. Po pierwsze, dlatego że od tej zbrodniczej ustawy jeszcze nie potrafimy w pełni odejść. Tylko wtedy wolno byłoby nam zapomnieć tę niechlubną datę, gdyby uznać zabijanie nienarodzonych dzieci za jakiś tylko tzw. zabieg, jak mówiono w PRL. Niestety, jeszcze wielu naszych polityków nie dostrzega rangi tej sprawy, co widać w wyrażanych ostrych krytykach marszałka Marka Jurka za gest rezygnacji z urzędu i wyjście z PiS.

Twierdzi się zatem często, iż testem niewłaściwości jego kroku są wyrażane za to pochwały środowisk politycznych rodem z PRL. Zapomina się jednak o innej możliwości owych rzekomych pochwał. Jeśli niektórzy przeciwnicy nas chwalą, to liczyć się należy z tym, że kryje się za tym chęć zrażenia do nas potencjalnych sojuszników. Jeśli w te chwalenia uwierzymy, to nie uwierzymy Jurkowi. Przykładem posługiwania się taką praktyką może być niedawna wypowiedź Olejniczaka, iż oni dlatego nie chwalą żadnego z proponowanych kandydatów na marszałka Sejmu, ponieważ zawsze jest to znak dla PiS, aby tę kandydaturę zmienić. Jeśli zatem znakomity znawca sposobów dokonywania właściwych wyborów, czyli św. Ignacy Loyola, lękał się niekiedy swojej moralnej kondycji, to tylko wtedy, kiedy jego przeciwnik milczał, a nie wtedy, kiedy się odzywał. Niezrozumienie i krytyka gestu marszałka Jurka zdaje się świadczyć o tym, że ranga sprawy ochrony życia nienarodzonych jeszcze nie jest doceniona wśród tych, którym powierzona została aktualnie troska o dobro całej Ojczyzny.

Drugim powodem obowiązku podtrzymywania pamięci o 27 kwietnia jest odpowiedzialność Narodu za dokonane zbrodnie mocą bezprawia z 1956 roku. Obok pamięci zbrodni w Katyniu należy utrwalić datę 27 kwietnia, aby nasz Naród aż do końca swojej historii nie przestawał rozmyślać również nad tą zatrważającą komunistyczną zbrodnią. Wiedza o totalitarnym komunizmie jest u nas nikła, skoro nawet formacje deklarujące nade wszystko rozliczenie z PRL nie rozumieją, iż najbardziej wymownym symbolem komunistycznej zbrodni nie jest Gułag, ale klinika aborcyjna. Jeśli o zbrodni totalitarnej stanowi z jednej strony jej masowość, a z drugiej – całkowita niewinność ofiar, to nic bardziej nie wyraża ducha totalitaryzmu jak megamasowa zbrodnia wobec nienarodzonych, skrajnie niewinnych i skrajnie bezbronnych. Jest ona także logiczną konsekwencją marksistowskiej ideologii. Nie ma bowiem mowy o oczekiwanym przez klasyków marksizmu wyzwoleniu „miłości płciowej” z okowów monogamicznego małżeństwa – będącego, według nich, pierwszym miejscem ekonomicznego zniewolenia człowieka przez człowieka – bez uwolnienia kobiety od lęku przed niechcianą ciążą, a co praktycznie może się dokonać dopiero poprzez zagwarantowanie swobody dokonania aborcji. Ale 27 kwietnia wspominamy nie tylko zły parlamentarny czyn i zbrodnie będące jego konsekwencją. Tego bowiem dnia nie zabrakło nawet w peerelowskim parlamencie pięciu sprawiedliwych, którzy wyrazili swój protest wobec zbrodniczego pomysłu. Ponieważ pamięć historyczna jest ulotna oraz łatwo daje się wycierać posiadaczom środków społecznego komunikowania, trzeba ją odświeżać i wzmacniać. Zapamiętać zatem należy, że w Sejmie totalitarnego państwa przeciwko zbrodniczej ustawie zaprotestowali posłowie Jan Dobraczyński, Jan Frankowski, Dominik Horodyński, Konstanty Łubieński. Posłowie Jan Dobraczyński i Andrzej Wojtkowski wyrazili swoje stanowiska w sejmowej debacie. Mniej znaną postacią – w porównaniu do słynnego Jana Dobraczyńskiego – jest z pewnością poseł Andrzej Wojtkowski. Ten bohater z czasów PRL był profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, historykiem, nauczycielem między innymi profesorów Cz. Blocha i R. Bendera. W swoim wystąpieniu sejmowym poseł Wojtkowski wskazał, że jest reprezentantem również wspólnoty akademickiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Specjalna delegacja Senatu tej uczelni zwróciła się doń z życzeniem, aby przekazał posłom oświadczenie, iż zajmują stanowisko przeciwne ustawie zezwalającej na zabijanie nienarodzonych. Również studenci KUL – twierdził profesor w przemówieniu sejmowym – wypowiedzieli się w ten sam sposób na „dwóch masowych zebraniach”. Oto zatem wychowawca, który mógł być dumny ze swoich studentów: byli po właściwej stronie we właściwym czasie. Oto też profesor, którego studenci nie musieli się wstydzić!

Drugim elementem mowy profesora Andrzeja Wojtkowskiego było niezwykle trafne uchwycenie istoty kontrowersji w sprawie – jak wtedy egzotycznie mówiono – „przerywania ciąży”. Zdaniem profesora, albo zależy nam na ratowaniu zagrożonego życia nienarodzonych, albo też naszą troską jest zabicie ich „w warunkach bardziej higienicznych niż dotąd”. Dzisiaj – jak widać – przeżywamy dokładnie ten sam dylemat. Według jednych, państwo winno starać się ratować życie każdego z nas. Według drugich, państwo winno nade wszystko starać się o to, co nazywamy niekiedy „higieną społeczną”, czyli o stan jakiegoś bezkonfliktowego działania społecznej machiny. Marek Jurek wyraźnie zgrzyta niektórym w tej społecznej machinie i tylko z tego powodu jest krytykowany. Trzeba i o tym myśleć około 27 kwietnia.

Marek Czachorowski
drukuj