fot. polski-cukier.pl

Kwas z Polskim Cukrem

Akcje Krajowej Spółki Cukrowej jednak nie trafią do rąk pracowników cukrowni i rolników dostarczających do nich buraki cukrowe.

Prywatyzacja zostanie najprawdopodobniej zablokowana, bo – jak wynika z ustaleń „Naszego Dziennika” – cena, po jakiej rząd zamierza sprzedać akcje KSC, będzie zaporowa dla rolników i pracowników. A jej zmniejszeniu sprzeciwia się wicepremier, minister finansów Jacek Rostowski, który chce do budżetu ściągnąć jak najwięcej pieniędzy z tej prywatyzacji.

Miesiąc temu minister skarbu Włodzimierz Karpiński ogłosił trzecią próbę przeprowadzenia sprzedaży akcji plantatorom buraków i pracownikom KSC – dwie poprzednie (w 2012 r. i na początku 2013 r.) zakończyły się, z różnych powodów, fiaskiem. Jednocześnie Karpiński obiecał, że do końca października zostanie ogłoszona wycena spółki i kurs akcji, po jakiej będą mogły je kupować uprawnione osoby. Ale z tej obietnicy minister skarbu się nie wywiązał. Procedura wyceny, której dokonuje firma doradcza, została przedłużona. Resort chce bowiem, aby „była ona jak najdokładniejsza”. Jednak pracownicy i rolnicy boją się, że są to celowe działania władz, aby doszło do wydłużenia procedury prywatyzacyjnej, a w konsekwencji – do zablokowania sprzedaży akcji. – Gdyby rząd miał dobrą wolę, to już dawno sprzedałby nam Krajową Spółkę Cukrową – uważa Stanisław Lubaś, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w KSC. – Władza robi wszystko, aby rolnicy i pracownicy nie stali się właścicielami tej firmy – podkreśla. I tłumaczy, że cena akcji to podstawowa informacja, od której zależy, ile trzeba będzie mieć pieniędzy, aby kupić udziały w Polskim Cukrze. To przesądzi, czy pracownicy i rolnicy będą mogli sobie pozwolić na to, aby stać się jedynymi właścicielami KSC. Dlatego chcieliby oni jak najszybciej dostać wycenę przedsiębiorstwa. Dziwią się, że minister skarbu nie podał tak ważnej informacji od razu, gdy ogłaszał swoje plany, bo jeśli wtedy wyceny jeszcze nie było, to powinien poczekać z deklaracjami.

Minister skarbu zapowiedział przed miesiącem, że to ostatnia próba zbycia akcji KSC. Jeśli i ona nie przyniesie rezultatu, to rząd wycofa się z prywatyzacji, a Polski Cukier pozostanie strategiczną spółką Skarbu Państwa. Teraz państwo ma w nim prawie 80 proc. udziałów, a reszta należy do byłych i obecnych pracowników i rolników, którzy stali się udziałowcami KSC w momencie jej powstania. Druga strona krytykuje takie stawianie sprawy. – Mówienie teraz plantatorom i pracownikom, że to jest ostatnia propozycja prywatyzacji i następnych nie będzie, jest zwykłym zastraszaniem uprawnionych, aby zgodzili się w ciemno na propozycje ministerstwa, które kolejny raz są zbiorem pobożnych życzeń, a nie propozycjami mającymi realne szanse ich realizacji – ostrzegał Stanisław Barnaś, prezes Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.

Stanisław Lubaś obawia się, że negocjacje, jakie chce prowadzić ministerstwo, to tylko zasłona dymna, bo wiceminister Stanisław Gawlik zastrzegł wcześniej, że cena akcji nie będzie podlegała negocjacjom. Innymi słowy, rolnicy i pracownicy mają zapłacić za 780 mln państwowych akcji tyle, ile zażąda ministerstwo skarbu, a mogą to być dość znaczne kwoty.

Jeden z pracowników resortu skarbu zdradził nam, że wycena najpewniej nie będzie niższa niż ta, którą wykonano na potrzeby poprzednich negocjacji. Wtedy za jedną akcję rząd chciał dostać prawie 2,5 zł, czyli razem miało to dać około 2 mld złotych.

– Teraz ta kwota może być jeszcze wyższa. Na wyciągnięcie jak największych pieniędzy z prywatyzacji KSC naciska minister finansów Jacek Rostowski, gdyż dla niego priorytetem jest łatanie sypiącego się budżetu państwa – relacjonuje nasz rozmówca z resortu skarbu. – Dlatego nie ma mowy o „taryfie ulgowej” dla rolników i pracowników – ostrzega. Według pracowników i plantatorów, cena jednej akcji powinna wynosić mniej niż 1 zł, aby prywatyzacja plantatorsko-pracownicza miała szanse powodzenia.

Nie uważają, aby taka cena była preferencyjna. Podkreślają, że nie chcą przywilejów, chcą być tylko traktowani tak samo jak zachodnie koncerny, które w przeszłości wykupiły większość polskich cukrowni. Rolnicy i pracownicy uważają, że teraz rząd chce od nich wyciągnąć więcej pieniędzy za 40 proc. rynku (tyle posiada KSC), niż niegdyś zapłaciły zagraniczne firmy za 60 proc. rynku. Poza tym z nimi negocjowano wartość zakupu, czego odmawia się teraz polskim udziałowcom. – Przez kilka lat rząd wziął ponad 1,3 mld zł dywidendy z Polskiego Cukru. To więcej, niż państwo zarobiło na sprzedaży tamtych cukrowni. Niech to rząd też weźmie pod uwagę przy rozmowach z nami o prywatyzacji – zaznacza szef „Solidarności” w KSC. A prezes Barnaś dodaje, że za buraki dostarczone w kampanii 2011/2012 plantatorom nie wypłacono około 200 mln złotych. Zgodzili się oni na to z myślą, że w ten sposób pomogą w prywatyzacji spółki. Poza tym rolnicy i pracownicy skarżą się na to, że rząd łamie wcześniejsze ustalenia, które mówiły o tym, iż spółka pomoże finansowo rolnikom i zatrudnionym w cukrowniach w nabywaniu akcji (głównie przez udzielanie im pożyczek), ale na to nie będzie pieniędzy, ponieważ wszystkie nadwyżki finansowe zabierane są do budżetu w formie dywidendy.

Wszystko albo nic

Resort w kwestii ceny akcji na razie się nie wypowiada. W biurze prasowym ministerstwa skarbu poinformowano nas tylko, że „cena, po jakiej pracownicy Krajowej Spółki Cukrowej SA i plantatorzy buraków cukrowych będą mogli nabywać akcje Spółki, zostanie ustalona po wypracowaniu ostatecznej koncepcji prywatyzacji KSC SA”.

Ale nasi rozmówcy z ministerstwa skarbu utrzymują, że resort na pewno nie obniży ceny, a to oznaczać będzie kolejne fiasko prywatyzacji. – 700 mln zł za akcje Krajowej Spółki Cukrowej nie satysfakcjonuje ministra Rostowskiego, skoro zysk firmy za poprzedni rok obrotowy wyniósł prawie 500 mln zł i w 80 proc. trafił do budżetu państwa jako dywidenda. W tym roku ta kwota będzie pewnie nie mniejsza, bo przecież nasz minister, na polecenie wicepremiera Rostowskiego, nakazał wypłacenie z kasy spółki 135 mln zł tytułem zaliczki na dywidendę za 2013 rok. Więc rząd woli „doić” Krajową Spółkę Cukrową z zysku, niż ją sprzedać rolnikom i pracownikom – wyjaśniają. Ważniejszy okazuje się doraźny interes budżetu niż perspektywiczne korzyści dla gospodarki i kilkudziesięciu tysięcy potencjalnych właścicieli KSC. Zresztą nikt nie ma złudzeń, że to wola Jacka Rostowskiego ma decydujące znaczenie zarówno w kwestii wypłaty dywidendy (choć funkcję właściciela KSC pełni minister skarbu), jak i prywatyzacji.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że rząd chętnie zmieniłby ścieżkę prywatyzacyjną Polskiego Cukru, rezygnując ze sprzedaży jego akcji rolnikom i pracownikom. Pokusa jest duża. Jest publiczną tajemnicą, że niemieckie koncerny cukrownicze chętnie podzieliłyby się majątkiem KSC, a do tego byłyby gotowe zapłacić za akcje spółki znacznie więcej, niż wynosi jej wycena. W ten sposób zdobyłyby bowiem pełną kontrolę nad polskim rynkiem, a nasz kraj należy przecież do czołowych producentów cukru w Unii Europejskiej. Najpierw jednak musiałoby dojść do zmiany ustawy o prywatyzacji KSC, która stanowi, że firmę rząd może sprzedać, ale tylko pracownikom cukrowni i plantatorom buraków. Gdyby teraz premier Donald Tusk zgłosił projekt zmiany tej ustawy, nie miałby żadnych szans na jej przeforsowanie, ponieważ przeciw byłaby większość opozycji, ale także koalicyjne PSL i część posłów PO. Niewykluczone, że z powodu Polskiego Cukru mogłoby nawet dojść do rozpadu koalicji. Ale od posłów Platformy Obywatelskiej usłyszeliśmy i taką prognozę, że na razie rząd odwoła sprzedaż akcji KSC, a potem będzie prowadzona medialna kampania dyskredytująca plantatorsko-pracowniczy model prywatyzacji. Koronnym argumentem będzie to, że potencjalnych właścicieli nie stać na zakup akcji, a „rząd nikomu nie będzie robił prezentów”. Dołożone zostaną do tego i takie przesłanki, że jednak prywatny właściciel jest lepszy od państwowego, a ponadto sprzedaż KSC wzmocni finanse państwa. – Boimy się takiego scenariusza – nie kryje Stanisław Lubaś. – Ale cały czas mamy nadzieję na to, że jednak dogadamy się z rządem – dodaje.

Związkowcy, rolnicy i posłowie nie chcą jednak czekać z założonymi rękami na decyzje ministra skarbu. Dlatego 22 listopada organizują debatę w Sejmie na temat prywatyzacji Krajowej Spółki Cukrowej. Ma to być też element nacisku na rząd, aby nie blokował zmian własnościowych w Polskim Cukrze. Taki model prywatyzacji nie byłby zresztą niczym nadzwyczajnym w Europie. W krajach zachodnich dostawcy buraków i pracownicy są od wielu lat właścicielami tamtejszych cukrowni.

Krzysztof Losz

drukuj