Kto daje i zabiera…

Orzeł i reszka

W środę dotarła z Sejmu dobra wiadomość dla polskich rodzin, że już za ten rok będzie można odliczyć od podatku PIT prawie 1200 złotych na każde dziecko pozostające na utrzymaniu rodziców. Te około 300 euro na rok na jedno dziecko i tak nie zmienia faktu, że Polska ma najbardziej antyrodzinną politykę w całej Unii Europejskiej, ale przynajmniej Sejm na koniec tej kadencji daje sygnał kroku w dobrym kierunku. Niestety, w tej beczce miodu jest i łyżka dziegciu.

Znana z feministycznych poglądów minister Kluzik-Rostkowska, która uważa, że polityka rodzinna ma polegać na ekonomicznym przymusie pracy kobiet i upaństwowieniu wychowania dzieci, stwierdziła, że decyzja Sejmu „zniweczyła program polityki rodzinnej”. Czyżby w Polsce znów miało być aktualne hasło „kobiety na traktory”, a dzieci do całodziennych żłobków? Jako „nieporozumienie” określiła decyzję Sejmu wicepremier Gilowska. Przy okazji obraziła miliony polskich rodzin kłamliwymi słowami, że ulga podatkowa dotyczy „nielicznej grupy bogaczy, która zafundowała sobie dzieci”. To dzięki tym najwidoczniej wyjątkowo nielubianym przez panią Gilowską dzieciom i ich rodzicom, których państwo podatkowo karze za posiadanie dzieci, Polska – o ile jej władze będą odpowiedzialne i będą chciały zwalczać zapaść demograficzną – być może nie wymrze, a obecna wicepremier będzie miała wypłacaną sowitą emeryturę.

Tej huraganowej krytyce niektórych ministrów w rządzie Kaczyńskiego został też podporządkowany aparat populistycznej demagogii i dezinformacji. Jest na przykład upowszechniany nieprawdziwy pogląd, że ulga jest dla „bogatych”, a „biedniejsi” z niej nie skorzystają. Najwidoczniej dla tych pań rodzina, w której roczny dochód wynosi łącznie brutto 16 tys. rocznie, a więc miesięcznie pozostaje na życie ok. 1000 zł i będzie sobie mogła odliczyć ulgę na jedno dziecko (czyli w budżecie domowym będzie o prawie 100 zł więcej miesięcznie), jest to rodzina „bogata”… Przy dochodach rodziny na poziomie jednej średniej krajowej, a więc ok. 1800 zł na rękę miesięcznie, taka rodzina będzie sobie mogła odliczyć ulgę na dwoje dzieci, a więc w budżecie domowym będzie prawie 200 zł więcej miesięcznie.

Zatem zdecydowana większość polskich rodzin, ku zmartwieniu pani Gilowskiej i Kluzik-Rostkowskiej, skorzysta z tej ulgi. Trudno o bardziej sprawiedliwe i powszechne rozwiązanie. Trzeba również pamiętać, że rodzina o niskich dochodach na jednego jej członka ma ponadto prawo do instrumentów polityki socjalnej, a więc choćby z dofinansowania czynszu czy różnych zasiłków. Najwidoczniej pozostawienie polskim rodzinom, dźwigającym na swoich barkach ciężar utrzymania państwa, 6 miliardów zł w ich budżetach domowych, by za te pieniądze nabywały potrzebne im towary i usługi oraz ożywiały gospodarkę, spędza sen z oczu socjalistycznie myślącym urzędnikom państwowym, którzy lubią wyliczać, ile państwo „wydaje” na dziecko. A ile nas, podatników, kosztuje ociężały i marnotrawiący środki publiczne aparat państwa i utrzymanie jego funkcjonariuszy? Pamiętajmy, że za każdą złotówkę „daną” obywatelowi, wpierw trzeba zabrać 1,40 zł, bo 40 procent kosztuje nas redystrybucja, czyli nierzadko nieudolne administrowanie przez urzędników tymi środkami.

Jak doniosły media, wicepremier Gilowska i minister Kluzik-Rostkowska liczą, że Senat zmniejszy ulgę na dzieci. Na cóż, dzieci w takich sytuacjach mawiają: „kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera”. Miejmy jednak nadzieję, że premier Kaczyński jest politykiem wiarygodnym i wywiąże się z zobowiązań względem rodziny, dzięki którym jego partia doszła do władzy.


Jan Maria Jackowski
drukuj