fot. Dawid Bagiński

Ks. prałat Bernard Czernecki – legenda jastrzębskiej „Solidarności”

Skromny, rozmodlony, wspierający – tym charakteryzuje się ks. prałat Bernard Czernecki. Na Śląsku jest legendą „Solidarności”. Organizował Msze św. za Ojczyznę. To on wspierał i był z górnikami podczas jastrzębskich strajków. Odegrał znaczącą rolę w obaleniu komunizmu. Dziś kończy 91 lat.

fot. Dawid Bagiński

Dom rodzinny i powołanie

Ks. Bernard Czernecki pochodzi z wiejskiej tradycyjnej śląskiej rodziny.

Dom był katolicki, patriotyczny. Taka była moja szkoła i taki był mój kościół – wspomniał.

Ojciec kapłana był powstańcem śląskim, ale przede wszystkim był górnikiem ciężko pracującym w kopalni „Wujek”. Jak wskazał ks. prałat, w górniczych rodzinach wiara jest najważniejsza.

Obraz św. Barbary wisiał na ścianie nie jako dekoracja, tylko przed tym obrazem klękaliśmy i modliliśmy się, żeby tato szczęśliwie przepracował dniówkę i żeby szczęśliwie powrócił do domu – wyjaśnił duchowny.

Rodzina doświadczona była tragedią, ponieważ najstarszy brat ks. Bernarda został rozstrzelany przez Niemców, gdy miał zaledwie 21 lat, a dwie najstarsze siostry były wywiezione do pracy w Niemczech.

Młody Bernard Czernecki nigdy nie myślał, że wstąpi do seminarium, ponieważ marzył o innej karierze.

Myślałem o szkole aktorskiej, a potem wszystko się zmieniło. Pod wpływem kolegów pojechałem do Krakowa, gdzie było śląskie seminarium i tam skończyłem Uniwersytet Jagielloński na wydziale teologicznym. Rozpocząłem w  1949 roku, a święcenia otrzymałem 1954 roku (…). Dzień święceń kapłańskich to najszczęśliwszy dzień w moim życiu – wskazał.

Ks. Bernard Czernecki doczekał się 67 lat życia w kapłaństwie.

Kapłaństwo jest jak różaniec, z tym, że różaniec zaczyna się od tajemnic radosnych, a kończy na chwalebnych. Natomiast kapłaństwo zaczyna się od tajemnic chwalebnych – święcenia kapłańskie, prymicje, uroczyste szaty i wydaję się, że wstępuje się do nieba. Tak się zaczyna. Potem przychodzą tajemnice światła, kiedy kapłan spotyka się z chorymi, a ci oddają mu duszę do leczenia, przygotowuje umierających na pielgrzymkę wieczności, odprowadza na cmentarz ciała tych umarłych. Jednak potem przychodzą tajemnice bolesne: są godziny jak w Ogrójcu, ale bez Anioła Pocieszenia z Ogrodu Oliwnego (…). Jak ksiądz był w niebie i piekle, to przychodzą tajemnice radosne, gdzie kapłan cały w swym trudzie odnajduje Pana Jezusa, odnajduje go w tych wiernych sercach prostych ludzi, w tych pięknych ludziach – zaznaczył.

fot. Archiwum prywatne ks. Bernarda Czerneckiego

fot. Archiwum prywatne ks. Bernarda Czerneckiego

fot. Dawid Bagiński

Obrońca górników

Ks. prałat pracował na wielu parafiach. Jednak w 1974 roku został mianowany proboszczem parafii św. Katarzyny w Jastrzębiu. Miasto to było specyficzne. Według władz peerelowskich miało być wzorcowym komunistycznym miastem biurokratów i robotników. Ks. Bernard Czernecki widział w tym miejscu zupełnie inny potencjał.

Tu nigdy w Jastrzębiu nie było żadnego konfliktu. Ślązak czy nie, czy to jest Hanys czy Gorol – nie było i do dzisiaj nie ma takiej rzeczy. Zawsze tworzyliśmy wspólnotę, bo zawsze się o coś walczyło. Budowaliśmy razem kościół: jeden, drugi, piąty, dziewiąty. Potem były strajki i budowa nowej ojczyzny – podkreślił duchowny.

fot. Dawid Bagiński

Władzy się to nie podobało, ponieważ kościoły pękały w szwach. Powstawały kolejne świątynie. W 1976 roku rozpoczęła się budowa kościoła „Na Górce” (nazwany tak ze względu na usytuowanie). Jednym z budowniczych był właśnie ks. Bernard Czernecki. Duchowny dał się zapamiętać jako człowiek, który broni każdego i staje w jego obronie. W czerwcu 1978 r. interweniował u wojewody katowickiego w obronie 41 górników zwolnionych z KWK Moszczenica i KWK Jastrzębie, którzy odmówili podjęcia pracy w niedzielę. Pomimo tego, że ośmiu z nich dostało dyscyplinarkę, to już 10 lipca wszystkich przywrócono do pracy.

Strajki górnicze

fot. Dawid Bagiński

W nocy 28 sierpnia 1980 r. rozpoczęły się strajki w jastrzębskich kopalniach.

Wychodziłem do ołtarza, aby odprawić Mszę św. Była niedziela i ktoś mnie szarpie za ornat. Odwracam się, a tam górnicy. Mówią: „Strajk się łamie, co mamy robić?”. Górnicy siedzieli już trzy dni, a w wiadomościach nic. Nikt nic nie mówi, że kopalnie stoją. Zagranica też nic nie mówi. Górnicy nie są przyzwyczajani do takiej bezczynności i mnożą się prowokacje. Wyciągnęli  z butów biało-czerwone opaski, żeby udowodnić, że są od strajkujących. Wtedy przypomniały mi się wykłady [ze studiów na UJ – red.] i pod wpływem Ducha Świętego powiedziałem do nich: „Ogłosić strajk okupacyjny!” – to znaczy zamknąć kopalnie – wspominał kapłan.

Wówczas stanęło 50 kopalń. Było to ogromne zaskoczenie dla komunistycznych władz, ale przede wszystkim zmusiło ich do rozmów ze strajkującymi, a także do podpisania porozumień.

– Zaczęło się na Wybrzeżu i wielka jego zasługa, ale na pewno szalę przeważyli górnicy – podkreślił ks. prałat.

fot. Dawid Bagiński

Jak zwrócił uwagę ks. Bernard Czernecki, tamte dni rzucają zupełnie inne światło na Kościół, katolików i na polskich duszpasterzy.

– Kościół wtedy był bardzo dynamiczny, świetnie czytał znaki czasu i bardzo dobrze odpowiadał na potrzeby robotników. Dzięki kapłanom i dzięki oczywiście robotnikom Polska jest wolna. Największą ofiarę ponieśli księża (nie tylko ks. Jerzy Popiełuszko) i górnicy, którzy oddali życie i to na Śląsku. Jak się okazało, że nie chodzi o przetasowania polityków na górze, tylko tu chodzi o Polskę, o przemiany w ojczyźnie, to górnicy byli gotowi oddać życie. Tacy są górnicy, tacy są Ślązacy – dodał.

6 września 1981 r. ks. bp Herbert Bednorz mianował ks. Czerneckiego kapelanem śląsko–dąbrowskiej „Solidarności”. Niedługo po tym wydarzeniu, bo już 13 grudnia, wybucha stan wojenny. W domu parafialnym kościoła NMP Matki Kościoła (tzw. kościoła „Na Górce”) ukrywało się kilku działaczy związkowych. To również tam schowano sztandary i dokumenty „Solidarności”. Schronienie we wspomnianej świątyni znalazły również grupy konspiracyjne z KWK Manifest Lipcowy i innych kopalń. W kościele NMP Matki Kościoła nie ustawała również modlitwa. W każdą trzecią niedzielę miesiąca odprawiano Msze św. za Ojczyznę.

Jak wspominał ks. Bernard Czernecki, najtrudniejszym momentem, o którym do dzisiaj pamięta, to rok 1984 i trwający stan wojenny.

Generał brygady MO Jerzy Gruba pokazał teczkę ks. bp. Herbertowi Bednorzowi z numerem 40, gdzie były dowody moich „grzechów” przestępstwa, a do tego dołączone pismo z nakazem aresztowania, rewizji probostwa, a także zapowiedział odbycie się sądu pokazowego. Pod tym podpis „Gruba”, tylko nie było daty. Biskup otrzymał 5 dni na wyrzucenie mnie nie tylko z diecezji, ale i z Polski. Miałem uniknąć aresztowania, o ile wyjadę z kraju. Odpowiedziałem, że nie potrzebuję nawet 5 minut do zastanowienia, bo nie będę szukał drugiej Ojczyzny. Zapewniłem ks. Biskupa, że nie skompromitowałem ani siebie, ani Kościoła, ani religii, ani Boga. Jeżeli ks. Biskup wyda inną decyzję, to będę posłuszny. Te 5 dni było bardzo trudne, ale rewizji i aresztowania jednak nie było – powiedział ks. prałat.

Później próbowano złamać duchownego przesłuchaniami, a niektóre trwały nawet po 8 godzin. Ks. Bernard Czernecki nigdy się nie poddał. Starał się i nadal stara się nieść pomoc. Pomimo swojego wieku organizuje np. darowizny dla polskiej szkoły na Litwie. Od 1994 przebywa na emeryturze, ale nadal jest czynnym pasterzem, który zawsze pamięta o swoich korzeniach. Rozumie i nadal wspiera górników.

fot. Dawid Bagiński

W 2017 roku został odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego.

„W uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej jako niezłomnego kapelana „Solidarności”, wspierającego duchowo i materialnie polskich górników, krzewiącego ideę walki o Polskę niepodległą i sprawiedliwą, a także za pogłębianie i propagowanie postaw patriotycznych” – brzmi uzasadnienie nadania orderu.

Anita Suraj-Bagińska/radiomaryja.pl

drukuj