fot. Monika Bilska

Ks. abp T. Kondrusiewicz o niszczeniu krzyży w Kuropatach: Nie mogłem milczeć

Nie mogłem milczeć, ponieważ jest to znieważanie krzyża – powiedział we wtorek zwierzchnik białoruskich katolików ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz, komentując po raz kolejny demontaż krzyży na uroczysku w Kuropatach na obrzeżach Mińska.

Ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz wypowiadał się na konferencji prasowej poświęconej świętu Wielkanocy.

„Trwa Wielki Post. Zarówno u nas w Kościele, jak i w Cerkwi prawosławnej krzyż jest w centrum uwagi. Klękamy przed nim, odprawiamy drogę krzyżową. I w tym samym czasie demontowane są krzyże” w Kuropatach” – mówił metropolita mińsko-mohylewski.

„Dlatego nie mogłem milczeć, ponieważ jest to znieważanie krzyża” – dodał.

W ostatnim czasie w Kuropatach z polecenia władz zdemontowano kilkadziesiąt krzyży.

Ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz dwukrotnie zabierał już głos w tej sprawie, wzywając władze do zaprzestania takich działań. Mówił o „obrazie uczuć wierzących” i „świętokradztwie”.

We wtorek duchowny ponownie nawiązał do tematu, który, jak przekonywał, jest bardzo bolesny dla Kościoła.

Władze twierdzą, że krzyże, postawione tam przez obywateli, w tym aktywistów opozycji, to „nielegalne konstrukcje”, a usunięto je w ramach „porządkowania terenu”.

Ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz powiedział, że Kuropaty należy uporządkować, ale nie w sposób, który jest szokujący dla obywateli.

Dodał, że po jego wystąpieniach w tej sprawie m.in. w internecie pojawiło się wiele głosów krytyki, w tym sugestie, że Kościół wtrąca się do polityki. Powołując się na nauczanie społeczne Kościoła, Kondrusiewicz argumentował, że „ma on swobodę moralnej oceny rzeczywistości, ma prawo komentować zjawiska i zdarzenia, które przeczą normom chrześcijańskim”.

„Urodziłem się na Białorusi, jestem obywatelem tego kraju. Nie wybieram Ojczyzny, ale służę jej. Moją ojczyzną jest Białoruś” – powiedział, odnosząc się do internetowych komentarzy, w których krytykujący go użytkownicy sugerowali, by „wracał do Polski”.

PAP/RIRM

drukuj