flickr.com

Kontrakty rehabilitacyjne dla branży fitness

Branża fitness chce kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia na świadczenie usług rehabilitacyjnych. Ma to być sposób na wyjście z koronakryzysu oraz uchronienie siłowni przed ewentualnym, kolejnym lockdownem.

Pomysł włączenia się klubów fitness, w których dorabiają fizjoterapeuci, miałby też wpłynąć na rozładowanie kolejek osób czekających na rehabilitację. Propozycje Polskiej Federacji Fitness w tym zakresie przedstawiła „Gazeta Wyborcza”. Organizacja chciałaby, żeby NFZ kontraktował na siłowniach profilaktykę opartą na aktywności fizycznej.

Pacjenci m.in. z nadwagą mogliby otrzymywać od lekarza skierowanie do klubu fitness, tak jak to jest we Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Szwecji – wskazuje Federacja.

Sceptyczny wobec wprowadzenia tych rozwiązań w Polsce jest były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha. Wskazuje, że kluby fitness nie są podmiotami leczniczymi, a tylko im NFZ finansuje usługi rehabilitacyjne.

– Podmiot leczniczy, szpital, przychodnia i oddział rehabilitacyjny to są całkiem inne podmioty niż branża fitness. Tam jest inna opieka, inne normy pielęgniarskie, możliwość podania leku, zdrowotne bezpieczeństwo pacjenta itd. To konieczność zatrudnienia pielęgniarek, lekarzy i dyplomowanych fizjoterapeutów, a nie zajmujących się tzw. coachem, czyli trenerów personalnych. Myślę, że jest to mało prawdopodobne ze względów prawnych, aczkolwiek nie dziwi mnie to, że branża fitness chce sięgać po jakiekolwiek środki. Jednak Polacy płaczą na ochronę zdrowia, a nie na kreowanie rozwoju branży fitness w Polsce – tłumaczy Bolesław Piecha.

Podobne stanowisko zajmują dyrektorzy szpitali i ośrodków rehabilitacyjnych. Wskazują też, że wątpliwe jest, by branża fitness mogła zaproponować konkurencyjne stawki. Jak wyjaśniają, spełnienie warunków ubiegania się o kontrakt z NFZ  na rehabilitację podnosi koszty działalności.

RIRM

drukuj