PAP/Radek Pietruszka

Koalicja rządząca zmienia zdanie w kluczowych kwestiach. Skończy się tylko na słowach?

Premier Donald Tusk przez rok zmienił zdanie w sprawie kryzysu na granicy, obronności, Centralnego Portu Komunikacyjnego czy podejścia do Rosji. We wszystkich tych sprawach zaczął mówić językiem Prawa i Sprawiedliwości. Nasuwa się pytanie, czy za tymi deklaracjami idą fakty.

Minął rok od powrotu Donalda Tuska na fotel szefa rządu. Premier i władza w wielu sprawach używają języka, którym posługuje się Prawo i Sprawiedliwość. Polacy usłyszeli m.in., że powstanie CPK.

– Będzie to najnowocześniejsze lotnisko w Europie – powiedział w czerwcu premier.

Komunikat o CPK poszedł w świat, ale CPK będzie mniejsze, będzie później, a z dwóch tysięcy kilometrów szybkiej kolei zostało 500. Rząd chce też wybudować elektrownię atomową, czyli projekt, który ruszył na dobre za rządów prawicy.

– W przyszłym roku przeznaczymy 4,6 mld złotych na budowę elektrowni jądrowej – oznajmił w sierpniu minister finansów, Andrzej Domański.

PiS planowało uruchomienie pierwszego bloku w 2033 roku. Obecna władza mówi już o roku 2035, a nawet 2040. Dodatkowo porzucona została współpraca jądrowa z Koreą Południową.

Jednocześnie koalicja rządząca ustami premiera Donalda Tuska zarzucała prawicy działanie pod rosyjskimi wpływami.

Tymczasem historycy i eksperci wykazali szereg przykładów, kiedy rząd PO-PSL ulegał rosyjskim wpływom, podpisując długoterminowe umowy gazowe z Kremlem czy zacieśniając współpracę polskich i rosyjskich służb wojskowych.

Rząd postawił też na ostrą retorykę wobec Berlina.

– Zasada „Co dobre dla Niemiec, jest dobre dla Europy”, już dawno przestała mieć zastosowanie – stwierdził w październiku europoseł Bartłomiej Sienkiewicz.

To prawica przygotowała raport o stratach poniesionych przez Polskę w czasie niemieckiej okupacji i to PiS domagało się od Niemiec wypłaty reparacji. Z kolei Donald Tusk przez lata ulegał polityce Berlina i kanclerz Angeli Merkel. Takich przykładów zmiany narracji rządu jest więcej – wskazał prof. Zbigniew Orbik, etyk i filozof polityki.

– Rządzący bardzo często zmieniają swoje zdanie w krótkim okresie czasu i to na bardzo fundamentalne, podstawowe tematy. Można wskazać chociażby budowę zapory na granicy, gdzie większość z nich była przeciwko tej zaporze, a teraz uważają, że to jest świetny pomysł – zwrócił uwagę ekspert.

W 2021 roku politycy Koalicji Obywatelskiej skutecznie utrudniali pracę służb przy granicy. Poseł Franciszek Sterczewski próbował przedrzeć się do migrantów, a Donald Tusk w 2021 r. mówił, że to „biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi”.

Teraz władza mówi o potrzebie ochrony granic. Rządzący czasowo chcą wyłączyć prawo do azylu.

– Nie mamy tutaj do czynienia z żadnymi azylantami. Mamy do czynienia ze zorganizowaną, bardzo sprawną na wielu poziomach, akcją łamania polskiej granicy – zaznaczył w maju tego roku Donald Tusk.

Koalicja Obywatelska i Rafał Trzaskowski mówią też o potrzebie wzmacniania armii.

W 2026 r. powinniśmy dojść do pięciu proc. PKB na naszą armię – powiedział kandydat KO na prezydenta.

Modernizację wojska realizował rząd prawicy. Zaniedbania i likwidacja jednostek miały miejsce w czasie rządów PO-PSL. Po zmianie władzy wiele kontraktów zbrojeniowych nie jest realizowanych. Rząd i premier Donald Tusk nie są wiarygodni – podkreślał były minister obrony, Mariusz Błaszczak.

– Stawiam taką oto tezę, że po wyborach prezydenckich rządzący (…) powiedzą oficjalnie: „Pieniędzy nie ma i nie będzie” – stwierdził przewodniczący Klubu Parlamentarnego PiS.

Władza chwaliła się, że w tym roku cztery proc. PKB trafi na obronność. Tak się nie stało, ponieważ 20 mld złotych nie zostało wydanych na nowy sprzęt wojskowy.

TV Trwam News

drukuj