Kara z szacunku dla ofiary?
W poprzednim tygodniu zastanawiałem się nad nieadekwatnością karania
pedofilów tylko trzema latami więzienia. Przy tej okazji wypłynął temat
kary śmierci, uważanej dosyć powszechnie – przez klasycznych filozofów –
za skuteczne lekarstwo na najcięższe zbrodnie. Ponieważ popularyzacja
nauki nie powinna być winą naukowców, ale raczej ich zasługą – skoro
wnosi się pod strzechy cenne wyniki żmudnego myślenia i badań,
trwających nieraz latami – warto dokończyć ten temat. Filozofem jest
każdy człowiek, jak przypomina nam Jan Paweł II w encyklice „Fides et
ratio”, a zatem pewnie wielu w naszym kraju oczekuje w miarę
przystępnego zdania sprawy z tego, co ważnego dzieje się w warsztatach
pracy już zawodowych filozofów, zwłaszcza wtedy, kiedy zajmują się
tematyką etyczną, najbliższą naszym codziennym życiowym zmaganiom. Jedno
z nich jest związane z dzisiejszym zanikiem lub atrofią rozumienia
sensu cnoty, którą nazywamy karnością.
Po wypowiedzi Jana Pawła II na
temat kary śmierci w encyklice „Evangelium vitae” zapanowała u nas w
tym względzie raczej cisza filozofów, chociaż wcześniej toczyli na ten
temat ożywioną dyskusję. Wśród zabierających głos odnotować należy nade
wszystko wypowiedź nestora polskiej etyki o. prof. Tadeusza Ślipki,
który poświęcił karze śmierci nawet obszerną monografię. Trzeba mieć w
pamięci także i to stanowisko, jeśli mamy nie zapominać o podstawowym
obowiązku wdzięczności wobec tych, którzy starali się ukształtować nasze
trafne myślenie.
Ojciec Ślipko należy do tych wyjątkowo nielicznych
myślicieli, którym bardziej zależy na prawdzie niż obronie własnego
stanowiska, dlatego że jest własne. Kilkakrotnie korygował on rozmaite
elementy swojego systemu etycznego, nie tylko rozwijając go, ale także
istotnie zmieniając pewne szczegóły. Zmiany te zawsze odnotowywał w
swoich podręcznikach, dając tym samym z pewnością wspaniałe świadectwo
swojego dążenia do prawdy. Rezygnując z niego, już nie ma miejsca na
zmianę własnych poglądów z powodu zauważenia ich błędności. Dlatego też
piękne gadulstwo uprawiają najlepiej ci, którym nie zależy na uchwyceniu
prawdy.
Ojciec profesor nigdy też nie wahał się odchodzić od
pozycji swoich mistrzów i nauczycieli, jeśli tylko jego zdaniem domagała
się tego prawda. Uważni czytelnicy tekstów ojca profesora wielokrotnie
pewnie zauważyli, iż wadził on się nawet z poglądami etycznymi świętego
Tomasza z Akwinu, chociaż sam deklarował się jako tomistyczny etyk. Nic,
tylko naśladować taką wierność mistrzowi, bo on z pewnością pierwszy
pragnął od swoich uczniów nie recytowania wykutych tez, ale twórczego
ich zgłębiania.
Poważne potraktowanie i uszanowanie dzieła o. Ślipki
wymaga zatem dokładnie takiego samego podejścia, czyli twórczego i
porządnie uargumentowanego dialogu, czego pewnie sam zainteresowany
sobie nade wszystko życzy. Dotyczy to wymaganie także stanowiska nestora
polskiej etyki w sprawie kary śmierci. W jego opinii, dotychczasowa
argumentacja w tej sprawie była błędna. Nie uwzględniała bowiem dobra
ofiary, a interesowano się tylko zabezpieczeniem tą drogą społeczeństwa
przed groźnym przestępcą, odstraszaniem potencjalnych zbrodniarzy i
ewentualnie ich kuracją moralną. Tymczasem zdaniem ojca Ślipki, to
przelana krew ofiary mordu woła o adekwatną odpowiedź strażników dobra
społecznego wyrażoną karą śmierci.
Już Eurypidesowa tragedia „Hekuba”
tropi ten szlak myślowy. Pojawił się on w głowach Greków powracających
spod Troi. Zobaczyli oni na morzu widziadło poległego Achillesa, który
wezwał przyjaciół do uszanowania jego bohaterskiej śmierci. Miało się to
dokonać poprzez uśmiercenie Polykseny (córki Parysa) na jego grobie:
„Dokąd to, Danaje, płyniecie, grób mój bez czci ostawiając?”. Grecy
mieli ulec tej intelektualnej i moralnej pokusie, ale spełniony
nikczemny czyn uruchomił nie dobro, a spiralę zła. Doprowadził on bowiem
do kolejnej zemsty – tym razem ze strony Hekaby, matki zamordowanej
dziewczyny.
Niezależnie od istotnej różnicy pomiędzy wylaniem krwi
niewinnej dziewczyny na grobie Achillesa a przelaniem krwi zbrodniarza
mocą wyroku sądu dla „uszanowania” jego ofiary, wspólny dla obydwu
przypadków musi być motyw zemsty. Podobną logikę myślową odnajdujemy u
o. Ślipki. Sensem tej logiki jest zatem zasada: „Oko za oko, ząb za
ząb”. A nie tak powinniśmy traktować karę śmierci. Skoro już
przegraliśmy walkę o prawo do życia ofiary (ponieważ została
zamordowana), to trzeba nam teraz posłużyć się zasadą Sokratesa:
„Szczęśliwsza ofiara mordu niż jej morderca”. A zatem władza w państwie
winna zająć się sprawcą mordu, a nie jego ofiarą.
Marek
Czachorowski
